Pani dama ma 2 lata i 8 miesięcy

Pani dama…. uwielbia się przebierać…W domu wyciąga spódniczki, które poszyła jej Babunia, ubiera najbardziej stukające paputy jakie ma, każe sobie włączyć jakąś skoczną nutę ( ostatnio na tapecie mamy Pingwinka- Śpiewających Brzdąców) i odstawia takie tańce, że łzy mi lecą- trochę ze śmiechu, trochę z podziwu i radości, a trochę z przerażenia- kiedy moja malutka córeczka tak wyrosła. Na szczęście nie wybrzydza jeszcze przy ubieraniu do żłobka ( oby jak najdłużej, ale mam obawy)- a ja raczej preferuję styl bardziej ” sportowy” ( nieśmiertelne leginsy i bluzeczka, czasem tunika).

Parę miesięcy do żłobka już chodzimy i mogę Wam spokojnie potwierdzić, że nadal twierdzę, że była to najlepsza decyzja jaką mogłam podjąć. Zofia zrobiła się o wiele bardziej samodzielna- jeśli chodzi o jedzenie, ubieranie się. O wiele lepiej rozwija się motorycznie, ma większą wyobraźnię, kształtują się upodobania- w tym wypadku do różnych prac plastycznych. Bardzo szybko się uczy, przyswaja nową wiedzę z łatwością, gada już jak „stara”. No co tu dużo gadać- mam już w domu całkiem duże dziecko! W domu potrafi się już sama sobą zająć przez dłuższą chwilę- najchętniej gotuje w swojej kuchni ( Smoby- dostała na Gwiazdkę- prezent- strzał w dziesiątkę- polecam!), a także zajmuje się Lalami, a ma już 3 bobasy, którym nadała imiona ( Ewa, Iza i Adaś) i bardzo im matkuje :) Ach te kobiece instynkty………

Zima mija dość szybko, z utęsknieniem czekamy z Zosią na wiosnę i ciepłe dni, żeby spędzać długie godziny na placach zabaw. A ja dodatkowo czekam, kiedy przestaniemy ubierać te nasze dzieciaki w grube rzeczy, aby w końcu przestały wyglądać jak ” bałwanki”. Jedno jest pewne- już bliżej- niż dalej! :) Zima była dla nas dość łaskawa- w grudniu Zofia była porządnie podziębiona i gorączkowała ( 1,5 tygodnia nie chodziła do żłobka-ale sama już nie wiedziałam- może to zęby, bo cały czas 5 nam wyłażą), a w styczniu pierwszy raz w życiu musiałyśmy brać antybiotyk- zapalenie oskrzeli przechodzące już na płuca- ale prócz kataru i lekkiego kaszlu ( piszę lekkiego bo bywało, że kaszlała dużo gorzej)- nie było żadnych niepokojących objawów! Podobno tak to cholerstwo się zmutowało, że rozsiewa się wirusowo i nie daje żadnych objawów choroby! Praktycznie cały styczeń spędziłyśmy w domu :( Następna fala ma nadejść w marcu- więc uważajcie!

Właśnie w styczniu- kiedy siedziałyśmy w domu- postanowiłam (ponownie) zabrać się za odpieluchowywanie Zośki. I teraz żałuję trochę, że zabrałam się za to tak późno :( Ale z perspektywy czasu widzę, że w dużej mierze postępowałam tak z własnego lenistwa :( przyznaję się. Ale z drugiej strony, może właśnie wtedy nadszedł właściwy moment i może dlatego idzie nam tak gładko???? Jak już pewnie zauważyłyście- jestem zwolenniczką teorii odpowiedniego momentu….nie lubię robić nic na siłę, z nerwami i stresem, wolę powolutku- małymi kroczkami. Stawiam na instynkt, stawiam na dziecko. Tak też było tym razem- zakładamy pieluchę do spania ( chociaż ściągam ją potem zupełnie suchą- już od dawna), oraz kiedy idziemy na dwór- co jak co- zima jest. W domu chodzimy bez pieluchy i ciocie w żłobku też ją ściągają. Wpadki się zdarzają, ale coraz rzadziej :) Najczęściej woła, a jak się zapomni to ja pilnuję czasu. Nie korzystamy z nocnika tylko z nakładki- tak wybrała moja Dama :) Wszystko idzie w bardzo dobrym kierunku – bez niepotrzebnych nerwów. Oczywiście mam marchewkę na kiju- w tym przypadku za każdą kupę na kibelek Zośka dostaje 2 MMsy- tak- te cukierki- obowiązkowo z orzeszkiem w środku :) Zośka bardzo rzadko dostaje słodycze, ale może właśnie dlatego ta metoda tak dobrze u nas działa :) Inną motywacją jest zbieranie naklejek od Cioci ze żłobka ( codziennie 1 naklejka za dzień „suchych majtek”)- w domu mamy specjalny zeszyt nagrodowy- gdzie te naklejki potem wklejamy :) Naklejki !!!!! To jest patent!!!! Mówię Wam! Zosia zbiera też specjalne naklejki za dokładne mycie zębów- do specjalnego kalendarza, który przyklejony jest w łazience ( strona jakzachecic.pl – strona o tym jak zachęcić dziecko do dbania o higienę jamy ustnej- również polecam!). Rzucam Wam tu kilka pomysłów- może akurat Wam się przydadzą- u nas działa :) A może Wy macie jakieś inne triki na motywowanie dziecka???? Podzielcie się!!!!

bajka o tym jak odzyskałam wolność

Trułam Wam o tym chyba od roku. Ewidentnie moje dziecko do życia potrzebowało towarzystwa nieco innego niż Mama- zwłaszcza, że przez 2 lata na wsi- nie miało w zasadzie żadnego kontaktu z innymi dziećmi. I ja też, nie raz Wam narzekałam, że potrzebuję w końcu trochę oddechu- bo dostawałam już na głowę. Więc gdy tylko pojawiła się perspektywa powrotu do miasta i gdy znaleźliśmy już mieszkanie ( do wyprowadzki były jeszcze 2 miesiące)- zaczęłam intensywnie szukać godnego miejsca, któremu powierzę moją córkę ( w sierpniu skończyła 2 lata i 2 miesiące). Okazało się, że na naszym osiedlu znajdowały się : niepubliczne przedszkole i niepubliczny żłobek.

Zrobiłam mały rekonesans i rozpoczęłam telefoniczne molestowanie właścicieli obu instytucji. Miałam dużo szczęścia- serio!!!! Do tej pory nie mogę uwierzyć, że tak gładko mi poszło! Wybór padł na żłobek :) Zadzwoniłam tam w dniu, w którym jedna osoba złożyła wypowiedzenie i tym sposobem zwolniło się jedno miejsce dla Zosi :) Cena bardzo przyzwoita- 509 zł z wyżywieniem (załapaliśmy się na dofinansowanie od miasta), w grupie 10 dzieci plus 2 Panie. W sumie 4 grupy. Szybko podjęliśmy decyzję z mężem- nie potrzebowaliśmy się długo zastanawiać- miałam wrażenie, że ta oferta spadła Nam z nieba! Parę dni po przeprowadzce poszłam tam osobiście i obejrzałam sobie wszystko. Fakt, że był to pierwszy żłobek, który widziałam na oczy- ale byłam pod na prawdę wielkim wrażeniem! Kolorowe, dobrze wyposażone sale, ładne łazienki, osobne sypialnie, mała salka gimnastyczna, mały plac zabaw w ogrodzie i bardzo miłe Panie- Ciocie  :) Zupełnie nie miałam się do czego przyczepić! Pieszo z naszego domu- 7 minut- czy można chcieć więcej????

Zosia chodzi do grupy średniaków ( o wdzięcznej nazwie: ślimaczki), ale jest najstarsza w grupie. Nie stanowiło to dla mnie żadnego problemu. Mamy tutaj dwie wspaniałe ciocie: Ewę i Agnieszkę i czasami nawet przychodzą jeszcze 2 jakieś inne Panie ( nie wiem, może jakies praktyki???). Szybko oszacowałam, że nasz zestaw Cioć jest najlepszy- ciocia Ewa najstarsza chyba ze wszystkich opiekunek, ze zdecydowanie największym doświadczeniem i z sercem na dłoni :)

Czy się bałam???????? O matko !!!! I to jak!!!!!!! Jeszcze jak się dowiedziałam, że dzieci szykują się tam do spania koło godziny 11.30- a w domu Zośka zasypia koło 14. Przez chwilę pomyślałam nawet, że to nie ma sensu- nie chcę jej stresować- ale to uczucie odesłałam do 100 diabłów. Ciocia mówiła, że pójdzie za przykładem innych dzieci i żeby się nie martwić- łatwo jej mówić!

Plan dnia u nas w żłobku: otwarcie 7, czas na zabawy, 9- śniadanko, czas na zabawy i spacer- lub ćwiczenia na salce lub teatrzyk lub inne atrakcje. Po 11- zupka, potem drzemka ( nieobowiązkowa), II danie koło 14, czas na zajęcia i zabawy do 17- w między czasie podwieczorek. Posiłki zapewnia catering ( widziałam te posiłki wiele razy- nie ma się do czego przyczepić i dzieci mają więcej jedzenia niż potrzebują- moim zdaniem- ale lepiej więcej niż za mało- prawda??? )

Ponieważ przeprowadziliśmy się z końcem sierpnia- postanowiłam, że wrzesień to będzie dla Zosi miesiąc- aby przyzwyczaić się do nowego otoczenia. Tak jak pisałam ostatnio- to chyba ja bardziej potrzebowałam czasu, żeby oswoić się z nowym miejscem :) Dla Zośki nie był to żaden problem! Z Ciocią ustaliłam, że od 20 września Zosia będzie przychodziła do dzieci na adaptację po śniadanku- tak na 2- 2,5 godzinki- tak aby od 1 października zostawała już na dłużej ( czyt. na drzemkę i obiadek- oczywiście w pierwszej chwili myślałam, że to za szybko, że nie da rady!).

Czy było ciężko????? Pierwsze 3 dni. Płakała niemiłosiernie, a ja musiałam się hamować, żeby i mnie nie puściły zawory :( Podobno jak tylko zniknęłam za drzwiami- pokwiliła chwilę i ruszała do zabawy  :) A ja i tak czułam się jak wyrodna matka :( na szczęście po paru dniach to uczucie minęło- tak jak łzy :) 4 dnia już nie płakała wcale :) Ciężki był też dzień, kiedy to pierwszy raz zostawała na dłużej ( na drzemkę i obiadek- czyli od 8 do 14). Cały dzień byłam znerwicowana jak przed maturą- koło 12 szorowałam już podłogę na kolanach, żeby przestać myśleć. Aż nagle- SMS- od Cioci! Masakra! milion myśli na sekundę- na pewno muszę iść po Zośkę- jest katastrofa! Ale nie…to nie SMS- tylko MMS- zdjęcie- Zośka śpi! Pod swoim ukochanym, słonikowym kocykiem -na swojej ukochanej, słonikowej podusi ( zakupionej specjalnie na tą okazję)…..Musiałam usiąść……moje szczęście w tamtej chwili nie znało granic. Pomyślałam wtedy, że już teraz wszystko będzie dobrze :)

Poszło….. lepiej niż myślałam :) Oczywiście Zosia ma lepsze i gorsze dni. Oczywiście najgorzej jest w poniedziałki- popłakuje mi jak wchodzi na sale, ale jak zamknę drzwi to wszystko mija :) Śpi zazwyczaj koło godziny, ale ma też dni, że nie śpi- tylko urzęduje z Ciocią- wtedy muszę ją położyć na godzinkę jak wrócimy do domu. Je całkiem ładnie, samodzielnie :) Chętnie uczestniczy w grach i zabawach. Jest grzeczna, uprzejma i pomocna. I wygadana :)

ZOSIUUUUUU!!!!! Jestem z ciebie taka dumna!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Jak nam się to udało to do tej pory nie wiem :) Z całą pewnością pomogłam jej tym, że była do tego psychicznie przygotowana. Od już tak dawna opowiadałam jej o tym, że zacznie chodzić do dzieci, że będzie się tam bawić i że będzie Ciocia, której należy słuchać. Tak jej nagadałam, że tak na prawdę to nie mogła się już doczekać. Pomimo tego, że pierwsze rozstania były bardzo trudne- dla obu stron- wiem, że to był idealny czas. Nie mogłabym przeprowadzić tego lepiej. Duża pomoc była też ze strony Cioci Ewy, która uczuliła mnie na to, że z dzieckiem trzeba być uczciwym. Nawet jak nam się wydaje, że dziecko nie rozumie, to należy mu mówić kiedy dokładnie się po nie wróci. Oczywiście dzieci nie znają się na zegarku, ale wystarczy samo określenie: po zupce, czy też po drzemce, czy po obiadku. I należy zawsze dotrzymywać słowa…..

W ten sposób odzyskuję powoli swoje dawne życie. Mam coraz więcej czasu dla siebie, na bloga, na ogarnięcie domu. W przyszłym roku zacznę działać z pracą zawodową ( po tak długiej przerwie to można w zasadzie powiedzieć, że od zera!!!!!!!!!!!!!!aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!!!!!!!!) Póki co, cieszę się każdą wolną chwilą. I wiecie co??? Jest bosko!!!!!!!!!!!!!!!!!

I tym wpisem chciałam Wam coś przekazać. Pamiętacie mnie sprzed 2 lat? Zośka była malutka, ja całe dnie siedziałam sama w domu. Na kanapie. Z wywalonym cycem. W piżamie. Nie miałam kiedy się umyć, wysikać się, zjeść- a wyjście z domu- chociażby do sklepu po bułki- było moim największym marzeniem. Gdy tylko próbowałam odstawić ją od piersi podnosiła taki lament, że już nie mogłam tego słuchać. Spała tylko przy cycku. A ja miałam już odleżyny na tyłku od tego ciągłego siedzenia. Tak było.

A tak jest teraz :) Dziewczyny- chociaż wydaje się Wam, że jest tragedia. Że już nie dajecie rady, że już macie dosyć i macie ochotę uciec na koniec świata i nigdy już nie wracać. Chociaż wydaje Wam się, że pierwsze miejsce na najgorszą matkę roku macie w kieszeni, jesteście złe, wkórwione, rozżalone, zrozpaczone. Uwierzcie mi, że będzie lepiej!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Każdy etap bezpowrotnie minie i pozostanie tylko wspomnieniem. Nadejdzie lepszy czas. Zobaczycie!!!!!!!!