jak to nas czasem w konia robią….

Oj! robią nas w konia i to jak !!!! Bardzo zawiodłam się wczoraj na mojej szkole rodzenia. Tzn. do tej pory wszystko było oki, ale wczoraj-to jakieś (przepraszam za wyrażenie) przegięcie pały. Już 3 tygodnie temu zapisałam się na proponowane przez szkołę warsztaty dotyczące pielęgnacji skóry u mamusi i nowo narodzonego maleństwa- to moje pierwsze dziecko- więc takie ciekawe informacje z ust kogoś doświadczonego są na wagę złota- i ja chętnie korzystam z takich rzeczy. Jakie było moje zdziwienie gdy wchodzę na salę i co widzę??? Stoliczek- a na nim porozkładane kosmetyki- i 2 odstrzelone paniusie. Głupio mi było wyjść, bo byłam pierwsza- stwierdziłam, że z grzeczności wysłucham- nie mam nic do stracenia. Spotkanie to było niczym innym jak prezentacją posiadającego cudownych właściwości produktu- w tym przypadku kolagenu naturalnego i kosmetyków z jego zawartością. Tak, tak jego magiczna moc działająca na wszystko- która jest na rynku od 2006 roku i nikt o nim nie słyszał. Dobrze, oki, może i jest dobry- nie mnie to oceniać- ale zawsze jestem źle nastawiona do produktów, które budują wokół siebie piramidę finansową i werbują nowych członków- pod pretekstem niebywałych zysków- do dalszego dystrybuowania cudownego produktu. Takich pierdół było w Polsce (i oczywiście nie tylko) już pełno, ja dokładnie wiem o co chodzi w tym wszystkim- bo moja rodzina miała pewien epizod z taką działalnością. A piramidy mają to do siebie, że z góry są skazane na upadek,  bowiem system wymaga lawinowego dopływu nowych uczestników, a możliwości takie są z przyczyn oczywistych ograniczone. Ciekawostka: Hipotetyczna piramida, która wymagałaby zwerbowania przez każdego uczestnika sześciu kolejnych, już na dziesiątym jej poziomie musiałaby mieć liczbę uczestników większą o 60% od liczby mieszkańców Polski, a na trzynastym poziomie liczbę uczestników znacznie większą od liczby mieszkańców świata.                                                                                                     Ogólnie to byłam zła, że poświęciłam swój czas i mam za złe mojej szkole rodzenia, że wprowadzają swoje kursantki w błąd. Oj! nie ładnie- drogie Panie. Teraz zanim zapiszę się na kolejne warsztaty- poważnie się nad tym zastanowię.

A teraz- wracając na Ziemię- po moim ostatnim wpisie- sporo mi się poprawiło :) Już jako nastolatka zauważyłam, że przelewanie swoich emocji na papier ( w tym przypadku na „klawiaturę” ;) daje poczucie ulgi i zrzucenia z siebie balastu- przez wiele lat wtedy pisałam pamiętniki- dzięki którym mogłam lepiej zrozumieć siebie i szybko uwolnić się od zbędnych, negatywnych emocji. Tak było i tym razem. Spędziłam z mężem cudowny weekend i wszystkie czarne myśli poszły w niepamięć. Znowu zaświeciło słońce :)

ćwiczenia Kegla

Byłam dziś na ostatnich ćwiczeniach w mojej szkole rodzenia. Szkoda, że NFZ refunduje tak mało takich zajęć! A dziś przekonałam się jak bardzo są potrzebne. Nam kobietom. Byłam dziś w zupełnie nowej grupie- 5 nowych, ciężarnych dziewcząt. Wiek max 28 lat. Zajęcia toczyły się swoim rytmem i wszystko przebiegało normalnie do momentu kiedy zaczęłyśmy rozmawiać na temat mięśni dna miednicy, potocznie zwanych mięśniami Kegla. Okazało się, że większość dziewcząt zupełnie nie wiedziało o co chodzi. Był to dla mnie szok, że w czasach kiedy  tak wiele się o tym mówi i wszędzie pełno takich tematów w prasie i internecie istnieją młode dziewczyny, które współżyją i nie mają pojęcia na temat tych mięśni . Dobra już nie chodzi o współżycie ( które naprawdę można umilić dzięki tym mięśniom ;) ) Ale o to, że wyćwiczenie tych partii mięśniowych pomaga przy porodzie, a przede wszystkim zapobiegają wysiłkowemu nietrzymaniu moczu (które zdarza się bardzo często, nie tylko podczas ciąży i na starość), a także obniżaniu się, a nawet wypadaniu narządów rodnych : pochwy, macicy. Brzmi okropne prawda??????? Leczenie tego też jest paskudne, nie dość, że jest to temat wstydliwy to jeszcze zabiegi polegają między innymi na elektrostymulacji wewnętrznej…… A zapobieganie takim przypadłościom jest tak łatwe!!!!

Profilaktyka jest najważniejsza! Ćwiczenia polegają na naprzemiennym napinaniu i rozluźnianiu mięśni okolic pochwy i krocza. Nie są one trudne, trzeba tylko wiedzieć, o które mięśnie chodzi, i zabrać się do działania.Ćwiczenia można wykonywać dosłownie zawsze i wszędzie – w windzie, w kolejce na poczcie, w pracy przed komputerem i nikt się nie zorientuje :)  Najprostsze ćwiczenia Kegla polegają na zaciskaniu mięśni  na ok. 8-10 sekund i powtarzaniu tej czynności w krótkich odstępach czasu zaczynając od 5 powtórzeń dochodząc aż do 25 w miarę wzmacniania się mięśni. Uwierzcie mi- przy regularnych ćwiczeniach (najlepiej codzennie) efekty są naprawdę ciekawe- wasi partnerzy będą zaskoczeni ;) oczywiście pozytywnie! A ile pożytku dla zdrowia!!!!

Najważniejsza rzecz: identyfikacja!!!! Pisałam już o tym, najprościej to spróbować wyobrazić sobie, że chcemy powstrzymać strumień moczu, ale tylko wyobrazić- należy unikać ćwiczeń podczas oddawania moczu, bo utrudnia to opróżnienie pęcherza, co może wywołać infekcję (zwłaszcza w ciąży!). Inna metoda to wyobrażenie sobie, że mamy coś w pochwie ( może być penis :) lub np kulki gejszy) i próbujemy wciągnąć to do środka aby zapobiec wypadnięciu. A jeśli mamy problem z wyobraźnią to polecam bardziej namacalną metodę: włożenie dwóch palców w pochwę (najlepiej na leżąco), próbować napiąć mięśnie, a kiedy już się uda to poczujecie jak zaciskają się wokół tych palców.Na początku ucisk może być słaby, ale stopniowo będzie coraz silniejszy. Jeśli się udało, to znaczy, że użyte były właściwe mięśnie :) Więc jak dziewczyny????? ćwiczymy?????

o mamie, która się boi…

Czas leci jak szalony, niby jestem cały czas w domu- a nie mam kiedy się ponudzić. Tak sobie organizuję zajęcia, aby mieć czas na wszystko. Ostatnio często też odwiedzam rodziców. 25 tydzień…brzuszek już całkiem widoczny i wreszcie wyglądam jak kobieta w ciąży, a nie z zatłuszczoną oponą na brzuchu :) Wiosna przyszła i świat wydaje się piękniejszy. Staram się korzystać z tego ile wlezie! Nie zawsze mi to wychodzi, bo tyle zmartwień w mojej głowie! Ile tych myśli się kłębi…. Wiecie co, podzielcie się jak to było u was- mam 25 tydzień- Czuję moją Zośkę, ale nie wiem- wydawało mi się, że w takim tygodniu powinna harcować w brzuchu na całego, bo ma jeszcze tyle miejsca, a ona tymczasem jest bardzo grzeczna i spokojna i wcale mi nie dokucza. Czy to możliwe, że jest takim spokojnym dzieckiem i nie wierci się za bardzo ??? A już jak zaczyna się wiercić i kładę rękę na brzuchu, żeby ją poczuć to od razu się uspokaja, Tatuś tak samo- jeszcze ani razu nie dostał od niej kopniaka! Złośnica z tej mojej córci!

Nawiedzają mnie też sny…żeby to były sny- ale to są koszmary! Że nie mam mleka, że nie umiem przystawić dziecka do piersi i mała głoduje i płacze- a ja nie wiem co robić! Boję się, bo ja całe życie naprawdę boję się noworodków i nigdy takiego świeżo wyklutego nie brałam na ręce bo mnie przerażał- jak już robiły się sztywniejsze to i owszem- ponoszę- ale takiego małego……ja nie wiem czy dam radę ???? skąd będę wiedziała o co jej chodzi???… a jak będę się bała cokolwiek przy niej robić?przewijać, kąpać, przebierać, przytulać….niby wiem w teorii jak to robić- ale rzeczywistość to rzeczywistość! A jak zrobię jej niechcący krzywdę???  :(  nic w ogóle nie będę umiała i przeraża mnie to…że będę złą matką, bo zupełnie nie będę wiedziała co robić :( Czy wy też tak miałyście? czy tylko ja jestem jakaś opętana…

Myślałam, że pomogą mi zajęcia w szkole rodzenia, które zakończyliśmy w ostatni piątek, ale to podziałało tylko na chwilę. Mimo, że pokazano nam na zajęciach na małym Franku ( lalka niemowlak) podstawy pielęgnacji i każdy mógł spróbować przewijania i kąpieli to i tak czuję się bardzo niepewnie. Swoją drogą naprawdę polecam szkoły rodzenia zwłaszcza mamusiom bez doświadczenia- tak jak ja :) Co prawda refundowane zajęcia mają mało godzin, ale naprawdę dużo ciekawych rzeczy się dowiedziałam, od położnych które prowadziły tam zajęcia. Bardzo polubiłam też moją przyszłą położną od wizyt patronażowych- na którą się zdeklarowałam zapisując się na te zajęcia. To był bardzo dobrze spędzony czas, który spędziłam tam razem z mężem :)

22 tydzień

Jestem po kolejnej wizycie u mojego lekarza :) Zosia ma już 450 g i nie mieści się na monitorze USG i oglądamy ją w kawałkach ;) urosła moja dziecina! Co prawda efekt takiego stanu rzeczy nie jest tak ekscytujący jak widok całego maluszka- ale trudno trzeba się tym zadowolić :) Przynajmniej posłuchałam bicia jej serduszka.Wyniki w normie, prócz tego, że przez ostatnie 5 tygodni przybrałam na wadze ponad 2,5 kg to nic mnie nie boli. Nie mam póki co żadnych nowych dolegliwości, do starych zdążyłam się tak przyzwyczaić, że już mi nie przeszkadzają :) Poczułam już pierwsze ruchy Zojki, nie potrafię określić którego dnia to było, ale jakieś 1,5 tygodnia temu. Mała miała takie 2-3 dni ze regularnie co 3-4 godziny tak harcowała, że aż miło- a teraz znów zrobiła się spokojna i nie czuję nic nadzwyczajnego…

Aktualnie prócz tego, że zajmuję się domem czytam poradniki o opiece nad noworodkiem- uspokaja mnie to, że chociaż w teorii będę wiedziała co robić. Po kolejnych zajęciach w szkole rodzenia, których tematem było przygotowanie do porodu i sam poród, kupiłam sobie piłkę do ćwiczeń i staram się codziennie przy you tubie (tam można znaleźć naprawdę wszystko) powyginać. Zgodnie z  zaleceniami próbuję też codziennie ćwiczyć mięśnie Kegla ( jakby któraś nie mogła ich zidentyfikować- to te które zatrzymują strumień moczu- spróbujcie podczas sikania, a łatwo je odkryjecie- tylko nie wykonujcie ćwiczeń podczas sikania!!!) oraz ćwiczyć oddychanie „do brzucha” czyli przeponowo, bez którego nie ma porodu ;) Dużo tego wszystkiego! Ciężkie życie ciężarnych ;)

Nie wiem czy Wy się nad tym zastanawiałyście, ale mnie bardzo się podoba jak mamy noszą swoje dzieci w chustach. U nas w Polsce nie jest to aż tak popularne, ale noszenie swoich dzieci „przy sobie” jest praktykowane z dawien dawna na całej kuli ziemskiej. Poczytałam trochę na ten temat- na początku strasznie zakręciło mi się w głowie od tych różnych rodzajów (kółkowe, elastyczne, tkane) i rozmiarów, a przede wszystkim od tych pięknych barw, wzorów i kolorów! !! Coś pięknego!!! No tak, ale żeby nie było zbyt kolorowo- ceny też są piękne..od 150 do ponad 400 – zależnie od rodzaju tkaniny i domieszki (len, konopie, jedwab, bambus lub wełna), od splotu (np skośnokrzyżowy, diamentowy), lub faktury na chuście ( a te naprawdę przyprawiają niekiedy o zawrót głowy!). Niektóre firmy uszyją chustę specjalnie pod zamówienie klienta. Oczywiście są chusty tańsze- od polskich producentów, ale nie cieszą się one takim poważaniem wśród kangurzych mam z powodu podobno gorszej jakości. Muszę się do czegoś przyznać……dałam się zwariować !!!! znalazłam na allegro niezłą ofertę- praktycznie można przyjąć, że kupiłam 2 chusty w cenie 1 (jedną kółkową- to taka bez zawiązywania na początek- a drugą zwykłą, tkaną, bawełnianą) od firmy Natibaby.  Spośród wielu producentów zdecydowałam się właśnie na tego- jakość pierwszorzędna. Póki co nie polecam- powiem jak obejrzę i wypróbuję…czyli za jakieś 5 miesięcy…Boże! ja naprawdę zwariowałam!!!!!

witaminki, witaminki- dla chłopczyka i dziewczynki

Jestem po pierwszych zajęciach w bezpłatnej szkole rodzenia w moim mieście. Nasza grupa liczy 6 par, wszystkie jesteśmy między 20-28 t.c. i mamy nawet bliźniaki w grupie :) Na pierwszych zajęciach było dużo formalności i pogadanka.Dowiedziałam się, co oferują szpitale w moim mieście ( a jest ich sporo) kobietom na porodówce, gdzie na jakie znieczulenia można liczyć i inne takie ciekawostki.Ogólnie było ok. Zajęcia prowadzi młoda położna ( coś koło 30), ale jedna rzecz nie daje mi spokoju. Ze wszystkich rzeczy które nam opowiadała największy niesmak mam po tym jak powiedziała, że jest przeciwna suplementacji w czasie ciąży. Jej zdaniem należy propagować zdrowy styl odżywiania. Przypomniało mi się jak pisałam o pewnym konowale w jednym z moich pierwszych wpisów, który uważał, że zupełnie nie jest potrzebne stosowanie kwasu foliowego przed i w czasie ciąży- bo jak powiedział:… myśli Pani, że 30, 50 lat temu ktoś zażywał kwas foliowy???A i wtedy dzieci się zdrowe rodziły…(!!!bez komentarza) Wątek zdrowego odżywiania poruszałam już wcześniej i zdania na ten temat nie zmieniłam. To tzw książkowe, zdrowe odżywianie jest niestety bardzo kosztowne, bo nie chodzi przecież o to, żeby cały dzień wcinać marchewki i jabłka ( a tak byłoby najtaniej). Ja oczywiście staram się bardzo zwracać uwagę na to co jem, zwiększyłam spożycie owoców i warzyw oraz nabiału, ale oczywiście pozwalam sobie też czasami na kulinarne grzeszki. Mimo tego uważam, że odpowiednia suplementacja jest czymś czego absolutnie nie jest za wiele. Zaszkodzić- nie zaszkodzi (stosowana prawidłowo)- a może tylko pomóc. Kwas foliowy (Folik) zaczęłam stosować pół roku przed zajściem w ciąży, preparaty witaminowe (coby wzmocnić organizm) stosowałam 3 miesiące przed zajściem w ciążę. Po zajściu w ciążę odstawiłam witaminy i zdałam się na mojego lekarza prowadzącego, który wznowił suplementację specjalnymi preparatami dla kobiet w ciąży po zakończeniu mdłości- czyli na koniec 1 trymestru. I tak stosuję je do tej pory i mam zamiar stosować do zakończenia karmienia piersią albo i dłużej.

Ale się rozpisałam…Chciałabym oczywiście zaznaczyć, że to indywidualna sprawa każdej kobiety. To przecież wasza sprawa i nie mam tutaj zamiaru nikogo oceniać czy potępiać- przedstawiam tylko swój punkt widzenia. Ale cel tego wątku jest zupełnie inny… Jak już wspomniałam-mój lekarz zapisał mi suplementy na początku 2 trymestru i powiem szczerze, że nieco zdziwiłam się w aptece przy okienku, kiedy Pani wymieniła kwotę 74 złotych (pytałam w kilku aptekach- cena zbliżona)…zdziwienie to mało powiedziane… Kupowałam te witaminki pierwsze 3 miesiące, ale podliczyłam koszty związane z wizytą u lekarza co 4 tygodnie,  robieniem wyników przed  każdą wizytą, kupowaniem leków ( na szczęście luteina, kwas foliowy i eutyrox są częściowo refundowane) i troszkę mina mi zrzedła- zwłaszcza, że miałam już w planach robienie wyprawki…Zaczęłam porównywać składy i ceny i udalo się :) Znalazłam coś podobnego i dużo, dużo tańszego. Postanowiłam koniecznie się z Wami tym podzielić, bo może któraś z Was będzie zainteresowana :) Dla porównania sporządziłam tabelę.

1 tabletka Vita-miner                                                       PRENATAL+DHA

% zalecanego spożycia

Femibion Natal  2 PLUS

% zalecanego spożycia

 opakowanie 30+30

30+30

 cena ok. 23 zł

ok.70 zł

Beta-karoten 3 mg (*)

3mg(*)

wit. D3 10µg

200

10µg

200

wit.E 10 mg

83

12 mg   +

100

tiamina 1,66 mg    +

151

1,5 mg

136

ryboflawina 2mg          +

143

1,6mg

114

wit .B6 2,2mg

157

2,2mg

157

wit. B12 1,2µg

48

2,7µg     +

108

wit.C 100mg

125

180mg   +

225

Niacyna 17,8mg

111

20mg     +

125

biotyna 150µg       +

300

100µg

200

kwas foliowy 400µg

200

600µg    +

300

kwas pantotenowy 10,3mg     +

172

10mg

167

magnez 50mg

13

70mg     +

19

cynk 15mg

150

15mg

150

żelazo 28mg

200

28mg

200

Mangan 1mg

50

1mg

50

Miedź 1mg

100

1mg

100

Jod 150µg

100

150µg

100

wapń 200mg      +

25

0

0

selen 20µg         +

36

0

0

kwas DHA 220mg      +

200mg

kwas EPA 44mg        +

0

0

(*)odp. 480µg ekwiwalentu retinolu, co stanowi 60% zalecanego spożycia wit.A