Milky Way

I wcale nie mam tu na myśli Galaktyki :)

Parę miesięcy temu dwie wspaniałe dziewczyny wpadły na pomysł utworzenia niezwykłego, ogólnopolskiego projektu fotograficznego dla Mam Karmiących. Jego celem jest  upowszechnianie karmienia naturalnego i wspieranie młodych Mam. Po co? Bo jak się okazuje, mimo iż żyjemy w XXI wieku, widok karmiącej Mamy dalej dla naszego społeczeństwa często jest nieprzyzwoity i gorszący. Wystarczy wspomnieć historię Mamy karmiącej z Centrum Handlowego, która została „poproszona” o nakarmienie dziecka w toalecie.

Ja osobiście nigdy nie spotkałam się z nieprzychylnymi uwagami, ani spojrzeniami- chociaż nie zdarzało mi się karmić publicznie zbyt często. A nawet jeśli takowe były- nie zauważałam tego- bo szczerze mówiąc mam to głęboko w poważaniu. Jeśli w porze karmienia byłam poza domem i moje dziecko było głodne (lub spragnione) to zaspokojenie tej potrzeby było dla mnie rzeczą najważniejszą, nawet wtedy gdy moje dziecko przestało być już niemowlakiem.

Ponieważ chętnie wzięłam udział w tym projekcie i miałam zaszczyt przy tej okazji współpracować z samymi jego  twórczyniami , śledziłam jego rozwój na bieżąco- w sieci , prasie, a nawet TV. Jakie było moje zdziwienie kiedy w wielu miejscach  spotkałam się z negatywną opinią i falą krytyki dla Mam karmiących. Wdałam się w wiele dyskusji, często mniej lub bardziej potrzebnych, mniej lub bardziej przyzwoitych- ale nie uwierzyłybyście z jakim hejtem się spotkałam! Co dziwne najczęściej atakowały kobiety, które w mojej opinii ( uwaga! tutaj przestaję być poprawna) muszą być strasznie zakompleksionymi, niedopchniętymi (wiecie- brak bolca powoduje pierdolca) i strasznie pokrzywdzonymi przez los „osobami”, skoro uważają, że karmienie piersią jest obrzydliwe i zboczone i, że tylko „dziwki” pokazują publicznie cycki i się nimi szczycą, że to tak samo naturalne jak sranie i skoro robi się to publicznie to niepotrzebnie istnieje coś takiego jak toaleta publiczna, bo można przecież się wysrać na ulicy. Jeśli chodzi o Panów to oczywiście zdarzały się komentarze, że to uchodzi za pornografię i chętnie zwaliłby sobie konia ( a żeby Ci usechł złamasie!). Najzabawniejsze były głosy młodych mam, które uważają, że idea projektu dyskryminuje je- matki karmiące mlekiem sztucznym ( a kto wam kazał dziecko karmić butelką?- zazwyczaj jest to wybór Matki- pomijam sytuacje w których jest to konieczne z medycznego punktu widzenia) Uwierzycie? To zaledwie tylko garstka przykładów.

W głowie się nie mieści. Trudno mi pojąc takie rozumowanie! Trudno mi zrozumieć, że w czasach kiedy praktycznie wszystkie środki masowego przekazu ociekają seksem, obnażanie się na ulicy uchodzi za rzecz najzupełniej normalną- mam tu na myśli dekolty do pępka i spódnice do pasa- Mama karmiące swoje dziecko wzbudza tyle niesmaku i kontrowersji.

Niedouczonym pragnę wyjaśnić, że My- ludzie znaczy się- nie bez powodu należymy do licznej gromady zwanej SSAKAMI ( ciekawa nazwa- nieprawdaż? ). Jedną z wielu cech charakterystycznych tej gromady jest posiadanie gruczołów mlekowych u samic, które mają za zadanie utrzymanie przy życiu potomstwa. Mamy zaszczyt ( My ssaki) być jedynymi zwierzętami, które wytwarzają mleko . Praktycznie wszystkie ssaki opiekują się potomstwem i karmią je mlekiem. Mało tego budowa podniebienia twardego, warg, języka i policzków jest zbudowana tak, aby umożliwić ssanie młodym zaraz po urodzeniu. Dopiero chora ludzkość wykreowała kobiece piersi na symbol seksu i zdaje się, zupełnie zapominać- po co one tak na prawdę, nam kobietom, zostały stworzone. To przykre…..

Dla mnie- Dla Matki Karmiącej ( już prawie 18 miesięcy), która pierwsze 3 tygodnie życia dziecka, z powodu braku wystarczającej ilości pokarmu, musiała karmić je mieszanką sztuczną- ale która walkę o laktację wywalczyła uporem i determinacją- karmienie piersią jest najwspanialszym darem jaki możemy ofiarować swojemu dziecku. Czasem jest to trudna, wyboista droga, która wymaga wielu poświęceń i wyrzeczeń. Nikt mi nie wmówi, że taką samą więź mają matki i ich dzieciątka karmione butelkami, bo to też przerobiłam i doskonale wiem jak to wygląda.

To jest wybór Każdej Matki. Za ten wybór- niezależnie jaki by był- nie wolno jej potępiać. Mam tylko nadzieję, że projekt o tak wdzięcznej nazwie- przyczyni się chociaż w minimalnym stopniu do tego, że kobiety nie będą miały obaw przed karmieniem, zwłaszcza w przestrzeni publicznej. Bo chyba każdy woli spożywać swój ulubiony posiłek w miłej, przyjaznej atmosferze- a nie w pośpiechu, w  toalecie, po kryjomu, w stresie i w poczuciu, że robi coś niewłaściwego?

Zainteresowanych odsyłam:

https://www.facebook.com/themilkywayproject/?ref=ts&fref=ts

http://www.themilkyway.pl/#our-story-1

Całkiem dobry dzień!

Od szczepienia minęło 48 godzin i nic się nie dzieje. Zofia nie miała nawet gorączki. W ogóle nie zauważyłam żadnego odstępstwa od normy. Więc jest ok. Zdecydowałam się na szczepionki skojarzone 5 w 1. Nie wiem czy dobrze zrobiłam, ale chciałam jak najlepiej dla Zosi. Wiecie jakie miałam zdanie na temat szczepień. Zdania nie zmieniłam. Najchętniej wcale nie szczepiłabym mojego dziecka, ale nie mam siły walczyć ze systemem. Mam wystarczająco dużo stresów bez tego…. Mam nadzieję, że nie będę tego żałować do końca życia….

A teraz czas na przyjemności. Dziś byliśmy na pierwszej sesji zdjęciowej Zosi. Tak naprawdę to już druga jej sesja- pierwsza była jeszcze w brzuszku :) Nie mogę się doczekać efektów! Prawdę powiedziawszy miałam wielkie obawy co do tego…Zośka to przecież taka maruda! Przepłakała- a w zasadzie darła się całą drogę do fotografa… Na szczęście córcia zaskoczyła mnie mega pozytywnie :) Co prawda bardzo często przystawiałam ją do piersi pomiędzy ujęciami- ale dzięki temu szybko się uspokajała. Nie było krzyku, wrzasków, ulewania, sikania, kupki- nic :) Poszło gładko! Fakt jest taki, że nie udało nam się jej rozbawić, ale minki i tak robiła słodkie- i te wielkie oczy! Nasza mała, kochana modelka! Wreszcie będę mogła zrobić album. Miałam takie założenie zrobić prawdziwy album z papierowymi zdjęciami-z sesji ciążowej połączony ze zdjęciami Zofii po drugiej stronie brzuszka. Chciałam też podrukować parę fotek do ramek w naszym nowym domku :) Koleżanka, która zawodowo zajmuje się fotografią miała dla nas bardzo dużo cierpliwości i dobre podejście. Pewnie trochę będziemy czekać na efekt końcowy- ale co tam! To jedno z milszych wydarzeń w ostatnim czasie :) Poza tym jest to nasz wspólny prezent z mężem z okazji naszej pierwszej rocznicy ślubu.  Zrobiliśmy jedno zdjęcie w 3- czarno-białe- będzie wisiało w naszym salonie :) Nie mogę się doczekać !!!

moja pierwsza sesja zdjęciowa

Już od początku ciąży zastanawiałam się czy robienie czegoś takiego ma sens….naoglądałam się trochę ślicznych zdjęć w necie i stwierdziłam, że chyba jednak to zrobię :)  Co prawda większość ciężarnych „modelek” wygląda naprawdę świetnie, mają śliczne zgrabne ciałka- i takie zdjęcia ogląda się wtedy naprawdę fajnie. Ja może nie wyglądam tak korzystnie- ale to w końcu ja! Nigdy nie byłam specjalnie szczupła- zawsze miałam parę kilo nadwagi, a na tym etapie ciąży (kończę dziś 35 tc) mam następne 12 kg do przodu- ale w końcu jestem w ciąży i mam prawo trochę przytyć. Ale tak naprawdę to czuję się ze sobą bardzo, bardzo kobieco! Duże okrągłe piersi, bioderka na swoim miejscu i śliczna piłeczka z przodu :) I taką chcę siebie zapamiętać z tego okresu życia. To ma być pamiątka dla mnie, dla nas i dla Zosi :) Oczywiście, żeby nie było- od 3 dni chodziłam zestresowana jak nie wiem co! Wymyśliłam 5 stylizacji- przymierzałam się kilka razy, narobiłam sobie sporo zdjęć i byłam bardzo niezadowolona z efektu! Targały mną różne odczucia i myślałam nawet o tym, żeby sesję odwołać. Patrzyłam na siebie bardzo krytycznym okiem i zastanawiałam się: po co mi to??????? Dobrze jednak, że tego nie zrobiłam…tłumaczyłam sobie, że w końcu tylko raz w życiu będę miała okazję ( nie planujemy więcej dzieci). A poza tym miałam tyle przygotowań za sobą! Tyle pomysłów i rekwizytów!

Ten dzień miał miejsce dzisiaj. Od rana pilingi, maseczki. Paznokcie zrobione wczoraj (naturalne) podobnie jak farba ( oj! siwych to ja już sporo mam). Makijaż- delikatny, świeży i taki jak noszę na co dzień- ale troszkę bardziej zdecydowany. Ogólnie postawiłam na naturalny wygląd- bo nie sposób zrobić z siebie jakiegoś wampa- którego nikt potem nie rozpozna. Chciałam jak najbardziej przypominać siebie- taką codzienną Alex :) Byłam tak zestresowana, że nie miałam nawet apetytu na śniadanie, ale zupełnie niepotrzebnie! Już po rozmowie z fotografem- a w zasadzie z fotografką ;) (jest to moja stara znajoma) i paru klatkach zupełnie się wyluzowałam :) Potem już było tylko lepiej! Śmiechu było co niemiara! Nakombinowałyśmy się z ubiorem, różne rekwizyty poszły w ruch :) Było naprawdę przemiło! Męża odesłałyśmy do domu, ale przyjechał godzinkę przed końcem i porobiłyśmy parę zdjęć „rodzinnych” ( muszę pochwalić mojego ukochanego-spisał się na medal, super współpracował i nawet nie próbował kręcić nosem :) ). Czas tak szybko nam zleciał (ponad 3 godziny!), a ja czułam, że mogłabym jeszcze sporo tam wykombinować ( chyba minęłam się z powołaniem ;) ). Teraz pozostaje nam tylko czekać na efekty naszej pracy. Świadomie piszę pracy- bo to naprawdę ciężki kawał chleba- zarówno dla modelki jak i fotografa! To ustawianie, przestawianie lamp i czasem dziwne pozycje fotografa- nie wspominając już o moich! Ogólnie jestem bardzo szczęśliwa, że się zdecydowałam :) Nie chciałabym żadnej z Was namawiać- ale jeśli chociaż trochę lubicie siebie- spróbujcie! Pamiątka na całe życie! Dajcie znać jakie macie zdanie na ten temat- jesteście za czy przeciw? Trzymajcie się mocno!