szszszszszszszzzzzzzzzzzzzzzzzz…….błogi szum!

Pierwszy raz przeczytałam o tym na stronie tatapad.pl ( męskim okiem na macierzyństwo- polecam dla Was i dla Waszych facetów). Nie spotkałam się z tym u żadnych moich znajomych, więc byłam totalnie świeżynką w temacie.  Zaczęłam trochę drążyć i tak dotarłam do Harveya Karpa i jego metody 5S. Swoją drogą pozycja Karpa „Najszczęśliwszy śpioch w okolicy”  jest dla mnie tak samo ważna jak Tracy Hogg ” Zaklinaczka dzieci-jak rozwiązywać problemy wychowawcze”. Obie polecam na różne problemy z maluszkami. Jak dla mnie obie mają wiele wspólnego i znalazłam w nich wiele cennych wskazówek, które baardzo ułatwiły nam życie.

Wracając do szumu. Podarowałam sobie suszarkę czy odkurzacz w sypialni- jest to zbyt niebezpieczne na dłuższą metę….no spanie przy włączonym odkurzaczu to dopiero frajda! ;) Sięgnęłam od razu do you.tube. Jest tam wszystko! Dosłownie! Odkurzacze, suszarki, klimatyzacje, wentylatory i wodospady, deszcze i wiele innych. Niektóre nagrania mają po 10 godzin. I tak metodą prób i błędów próbowałam podczas dłłłłłłuuugiego usypiania co zadziała. Pierwsze próby były nieudane, teraz wiem, że szum strumienia jest zbyt delikatny. Tu trzeba było z grubej rury! Głośność: jak pisze Karp- branie mocnego prysznica. I tak dotarłam do deszczu- a w zasadzie ulewy. Trzeba tylko uważać, żeby nie była to burza z grzmotami i piorunami, bo może mieć to efekt odwrotny. Najlepsze dla mnie odgłosy ma użytkownik Texashighdef. Jeśli dobrze traficie w preferencje waszego maluszka- efekt będzie natychmiastowy! Ciszaaaa! Sen! To na prawdę działa, tylko nie można się od razu poddawać!

Dlaczego to działa? Nie jest to chyba żadną tajemnicą, że maluszki pamiętają pewien rodzaj szumu z naszego brzuszka- szum przepływu krwi pępowinowej. Najważniejszą funkcją tego magicznego szumu jest wygłuszanie, maskowanie, filtrowanie nadmiaru bodźców dźwiękowych, czyli osłabienie rozpraszających dźwięków otoczenia. Znalazłam również informację o badaniach, które udowodniły korzystne działanie białego szumu na obniżenie tętna krwi u dzieci, co doprowadziło do ich uspokojenia, trzykrotnie skracało też czas potrzebny do uśnięcia w stosunku do niemowląt usypianych w ciszy. Mnie to przekonało. I okazało się prawdą.

Stosujemy szum od czasu kiedy Zofia miała niecałe 3 miesiące (jakoś tak), był to czas przeprowadzki – więc czas trudny dla nas wszystkich. Osoby, które śledzą nasze poczynania wiedzą, że Zofia miała problemy ze spaniem- zwłaszcza w dzień. Jestem przekonana, że dzięki naszemu odkryciu ułatwiliśmy sobie życie. Teraz nie korzystamy już z you tuba- ale wystarczy szum z rozregulowanej wierzy. Słuchamy go wszyscy całą noc ( Zofia ma łóżeczko w naszej sypialni), a córka również podczas dziennych drzemek. Fakt jest taki, że mąż trochę narzeka- i ja nie ukrywam, że też wolałabym spać w ciszy- ale można się przyzwyczaić. Na ten moment sen mojego dziecka jest najważniejszy. Dzięki niemu moje dziecko rozwija się zdrowo i ma dobry humor :)

Oczywiście przyzwyczajenie dziecka do takiej formy zasypiania ma wady (zresztą jak każdy „pomocnik „zasypiania)- a w zasadzie jedną: zdarzyło się, że wyłączyli prąd i wieża się na chwilkę wyłączyła- Zofia prawie od razu się budzi. Ale można samemu trochę poszuumieć i zasypia ponownie. Na szczęście są to sytuacje sporadyczne. Zresztą wolę takie rozwiązania niż godzinami nosić dziecko na rękach by zasnęło, czy dawać cyca co chwilę, czy wozić wózkiem albo nawet samochodem. Zdaję sobie sprawę, że najlepiej by było, żeby nasze dzieci spały same, bez pomocników- ale nie każdy ma tyle szczęścia :)

Od tej metody można też podobno szybko dziecko odzwyczaić jeśli będzie taka „potrzeba”. Trzeba co parę dni ściszać dźwięk, aż do całkowitego wyciszenia. Nam się jednak nie spieszy. Zofia ma bardzo czuły sen- czasami potrafi ją obudzić przysłowiowe pierdnięcie muchy, albo szelest kołdry. Teraz nie muszę chodzić po domu na paluszkach i mogę normalnie funkcjonować. Myślimy powoli o tym, żeby dziecko przeprowadzić do swojego pokoju tuż za ścianą. Razem z szumem. Obawiam się tego. Z jednej strony chciałabym odzyskać własną sypialnię, z drugiej dobrze mi mieć ją tak blisko siebie. Jeśli to dojdzie do skutku, jestem pewna, że kilka nocy na bank spędzę na dmuchanym materacu przy jej łóżeczku….jeszcze nie chcę o tym myśleć….

Wracając do tematu- Szumimy? Jak najbardziej! Ja polecam. Jeśli macie problemy z zasypianiem waszych maluszków, jeśli wasze dziecko często budzi się w nocy-  nie zaszkodzi spróbować :)

PS. ten szum działał u nas najlepiej:

tylko pamiętajcie, że nie może być za cicho!

koniec nocnej idylli……

było by zbyt pięknie…… miałam za dużo szczęścia :( od kilku nocy mamy w domu masakrę! Myślałam na początku, że to te cholerne zęby idą w końcu, ale nic tam w paszczy nie widać! I uświadomiłam sobie, że to jest przecież 8 miesiąc…..a co za tym idzie???? Prawdopodobnie lęk separacyjny!!!!! Skąd takie podejrzenie? Już piszę:

  • objawy występują tylko w nocy, tj: płacz, skomlenie, wycie i to w takim półśnie, w ciągu dnia wszystko jest normalnie- żadnych zmian w zachowaniu (póki co),
  • nieukojone objawy powtarzają się max co kilkanaście minut, albo trwają nieustannie do momentu ukojenia,
  • ukojenie przynosi bliska obecność mamy, czyli mnie- a wygląda to tak, że w nocy wysłałam męża do gościnnego ( niech się chłopina wyśpi), zrobiłam w nocy „przemeblowanie”- dosunęłam łóżeczko do naszego łóża, a następnie spałam w poprzek tego łoża z ręką przeciśniętą przez szczebelki- tak aby dłoń spoczywała na brzuszku mojej małej cierpiętnicy. Kiedy tylko odezwała się syrena wystarczyło poklepać wykręconą dłonią po wyżej wymienionym brzuszku i zaszuszać: ciiiiiiiiiiiiiii…… I następowała natychmiastowa cisza :) na najbliższe kilkanaście minut ;/   I tak cała nocka….. Mój mały skowronek budzi się rano wypoczęty i uśmiechnięty- tylko matka jakaś taka niewyraźna. Wory po kartoflach ma pod oczami……I chodzi jak cień, wali piszczelami po meblach. Istne zombi.

Pocieszcie mnie, że to minie! Czy któraś z Was też tak miała???? Nie mam sił na NIC! Padam na ryj. Już od tygodnia próbuję posprzątać w domu. Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!!!!!

dzień za dniem..czyli o tym jak się docieramy

Trochę słońca znowu zagościło w naszym życiu :) Po paru dniach obserwacji i testowania nasunęło się kilka wniosków, które skrupulatnie wdrażamy w życie. Żeby przeżyć normalnie dzień musimy powielać następujący schemat: pobudka, karmienie, godzina aktywności (+/- 15 min), 40 minut drzemki (+/- 15 min). I tak cały dzień. Karmienie co 2-2,5 godziny. Czasem, nie wiem od czego to zależy- drzemka koło 15 trwa prawie do 18- ale to coraz rzadziej. Ja nie wiem czy to normalne, że 3 miesięczne dziecko potrzebuje tyle snu i tak szybko wyczerpuje bateryjki????? Mam czasami wrażenie, że śpi więcej niż była noworodkiem! Oczywiście nie jest to zbyt wygodne, bo przy takim schemacie ciężko nam wyjechać gdzieś z domu- ale najważniejsze, że jakoś się docieramy i jest ok :) W tych chwilach aktywności Zofia ma naprawdę dobry humor, coraz więcej się śmieje i gaworzy. Łapie już w rękę zabawki i próbuje smakować :) Co prawda szybko się nudzi i muszę się sporo nagimnastykować, żeby przez tą godzinkę utrzymać ją w dobrym nastroju- ale najczęściej się udaje. Oczywiście często się buntuje i nie chce zasypiać, ale bujaczek, biały szum, max 10 min marudzenia i już ma odlot, a ja 40 minut dla siebie: pierwsza drzemka śniadanie, druga prysznic i doprowadzenie się do ładu, trzecia- ogarnąć dom lub zrobić coś do żarcia, a potem to już tylko przyjemności ( najczęściej książka)…Więc miejmy nadzieje, że już będzie tylko lepiej! :)  Ale żeby nie było kolorowo- Zośka wykazuje coraz większą alergię na swój wózek- nawet posadzona w pozycji pionowej :(   ale może jej minie (mam nadzieję!!!).

Żeby uatrakcyjnić Zośce chwile aktywności dokonałam bardzo fajnego zakupu. Na allegro kupiłam używaną matę edukacyjną Tiny love. Parę dni mi zajęło znalezienie „najfajniejszej”. Szukałam w opiniach i rankingach- ostatecznie pokierowałam się swoim gustem ;) Trafiła mi się też atrakcyjna cena ( zdecydowanie połowa mniej niż nowa) oraz gratis w postaci 3 dodatkowych zawieszek :) W ogóle to oszalałam na punkcie grzechotek i zawieszek Tiny love- zamówiłam sporo nowych na stronie smyk.pl -były w promocji. Zośka bardzo je lubi, odkrywa ich szeleszczące nóżki, rączki albo uszka i próbuje władować je do paszczy- na co jej pozwalam, lubi też dzwoneczki- zresztą my też- ich odgłos jest przyjemny dla ucha. :) Są naprawdę śliczne i kolorowe i bardzo przyciągają Zosiny wzrok :) Uwielbiam robić dla niej zakupy :)  Odkryłam też fajne, ręcznie robione zabawki na kura-d.pl . Oczywiście musiałam kilka zamówić. Na szczęście majątku nie kosztują :) Czasem wydaje mi się, że mam z tego więcej radochy niż moja córka !

Od kilku dni miałam spytać was o opinię: jakich pieluch używacie??? Interesują mnie oczywiście pieluchy jednorazowe. Przed urodzeniem Zośki planowałam używać Pampersów tylko na początku- a potem przejść na coś tańszego. Niestety nadal jedziemy na pampersach ( szukamy promocji- ale te promocje to jakieś oszukane bo najczęściej zmniejszają paczkę) bo próbowałam Dady ( wiadomo from Biedra)  i trochę się zawiodłam- przy ich używaniu pierwszy raz poczułam nieprzyjemny zapach moczu i po 2-3 godzinach noszenia najczęściej przeciekały :( A słyszałam takie dobre opinie na ich temat! Ale mógł być to też mój błąd- bo to była ostatnia paczka przed zmianą rozmiaru ( z 2 na 3- rozmiaru 2 używaliśmy tylko 2 tygodnie) i może po prostu były za małe???? Dajcie znać które sprawdzają się u Was. Z góry dziękuję!

#blogdaychallenge

To będzie inny wpis o tym tytule niż na wszystkich innych blogach. Przez ostatnie tygodnie, które spędzam na kanapie z Zośką z cycem na wierzchu odkryłam pojęcie blogu parentingowego. Powiem szczerze, że jest to dla mnie pojęcie zupełnie nowe i sama nie wiem, czy mój się do takich zalicza??? Okazało się też, że blogów o tej tematyce jest naprawdę całe mnóstwo! Zupełnie nie zdawałam sobie z tego sprawy! A jeszcze parę miesięcy temu zdawało mi się, że jestem oryginalna! Prawda jest jednak taka, że każdego dnia odkrywam coś nowego, mam też kilka swoich ulubionych do których wracam. Niektóre są naprawdę bardzo dopracowane, z innych sączy się poezja, są też zupełnie zwykłe bez tych kolorowych piórek…Ostatnio jednak kiedy to po raz pierwszy w życiu dowiedziałam się o istnieniu dnia bloga, wszyscy blogerzy utworzyli sobie kółko wzajemnej adoracji i trochę mnie zemdliło od tego słodzenia i  lizodupstwa….trochę to śmieszne dla mnie było….spoko, ale skoro potrzebują…Ja nie potrzebuję…Piszę z potrzeby serca, a nie dla „sławy”. Może też dlatego nie ujawniam swoich danych, bo nie chcę aby ktoś wiedział, że ja to ja. Chcę pozostać anonimowa bo tak mi jest dobrze. A jeśli przy okazji ktoś odnajdzie u mnie swoje problemy i będzie mu lżej to czemu nie?

W sumie to się rozpisałam…chciałam napisać, że Zosieńka z każdym dniem bystrzeje! Jutro skończy 11 tygodni! Pewnie waży już 6 kilo, coraz więcej za małych ciuszków odkładam i zamówiłam nawet przez allegro sporo bodziaków i pajacyków (w bardzo przystępnej cenie, polskiego producenta). W ciągu dnia coraz częściej ma dobry humor i śmieje się do mamy i gadamy sobie :) Od tygodnia zaczęła piąstki do paszczy pchać i ślini się już niemiłosiernie! ( już? a co to będzie przy ząbkowaniu?) Coraz sprawniej rusza główką i próbuje skoordynować ruchy rąk i nóg- ale niezbyt to wychodzi ;)  Jeśli chodzi o drzemkę dzienną to udaje się raz, czasami 2 razy (koło 10 i  15)  w ciągu dnia. Oczywiście w bujaczku i za każdym razem zasypianie poprzedzone jest głośnym płaczo-protestem. Znalazłam jednak odpowiedni biały szum, który szybko ją uspokaja, zainteresowanym polecam:



tylko musi lecieć głośno! ( ja na tablecie mam dźwięk na max). Często Zofia szybciutko przy tym odlatuje :) Są też inne podobne nagrania, nawet 10 godzinne! U mnie to się sprawdza. Korzystamy przy każdym zasypianiu! Ze spaniem nocnym bywało różnie, były dni, że znowu w nocy się budziła 2 razy. Ale postanowiłam za radą pewnego poradnika, karmić ją jeszcze na śpiocha koło 23 ( jak ja idę spać) i wtedy budzi się na jedyne karmienie koło 4, a potem śpi do 7. Więc chyba nie jest tak źle? :) Idzie ku lepszemu…I oczywiście mam gorsze chwile, kiedy Zofia ma muchy w nosie i co bym nie robiła to i tak będzie źle…Ale wszystko mija…a potem znowu ten szczerbaty uśmiech widzę i śmieję się wtedy na głos zapominając o mojej złości…I rozczulam się kiedy to karmię moją córkę na śpika… taki mały człowieczek, któremu coraz bardziej nogi za poduszkę do karmienia wystają…tuli się wtedy nieświadomie, a ja czuję jak przepełnia mnie miłość…