21, 22,23 miesiąc- czyli życie z prawie dwulatkiem

Jeszcze tylko miesiąc i będę miała w domu dwuletnie dziecko! Szok! Trudno mi w to uwierzyć…często patrzę na nią kiedy się bawi i zastanawiam się kiedy to zleciało. Spędzając z nią każdy dzień wydaje mi się, że nie zauważam tych zmian, które niewątpliwie zachodzą, ale przeczytanie kilku poprzednich wpisów, bardzo szybko wyprowadziło mnie z błędu! I właśnie dlatego tak bardzo się cieszę, że jeszcze będąc w ciąży założyłam tego bloga. To wszystko tak szybko ucieka! Człowiek tak szybko zapomina! Polecam coś takiego każdej mamie, jeśli nie w formie elektronicznej to wystarczy w papierowej. Cudowna pamiątka! I nic nam już nie umknie!

Zosia rozwija się wspaniale, prócz kataru-średnio co 2 miesiące (i czasem gorączki, ale nie dłuższej niż 3 dni) nic więcej nam nie dokucza. Z zębów zostały nam do wyklucia wszystkie cztery piątki ( które zapewne nie długo rozpoczną natarcie, bo za długo był spokój, a Zośka gryzie paluchy jak oszalała). W nawyku mamy już szczotkowanie naszych perełek 2 x dziennie- po śniadaniu i po kolacji. W rozkładzie dnia też niewiele zmian: pobudka koło 7 + cycuś i kokoszenie  w łóżku ; 9 śniadanie; 12.30 zupa; po 13 drzemka (najczęściej 1,5-2 godz); po 16 drugie danie; 19.30 kolacja, kąpiel i koło 20.30 sen. Czego tu brakuje? Karmienia przed snem!  Już nie cyckujemy na dobranoc. I jaka wygoda- bo teraz najczęściej tata kładzie Zofię do snu, a ja ogarniam i mam szybciej czas wolny. Wystarczył 1 wieczór i dziecko zapomniało, że jest coś takiego jak zasypianie przy cycku :) wydawało się nieprawdopodobne, ale stało się! Zasypia sama, we własnym łóżeczku, ale ktoś musi być w pokoju ( tzn. w sypialni, bo nadal nie mam sumienia jej przenieść do własnego pokoju, bo jest mi tak wygodnie). Przed zasypianiem jest obowiązkowa pogadanka- krótkie wspomnienie z mijającego dnia. Śpi dobrze, je ładnie- czego chcieć więcej????To na prawdę fajny okres u dziecka. Pomimo, że jest to okres ” buntu dwulatków”- u nas nie ma tragedii. Wiadomo, że najczęściej odpowiada na pytania jednym krótkim ( i ulubionym przez wszystkich rodziców): nie! Ale zauważyłam ostatnio, że nie robi już tego tak bezmyślnie jak wcześniej. Coraz częściej mówi: tak…. i to jest mióóóóód na moje uszy :) Podoba mi się też, że coraz częściej odkłada rzeczy na swoje miejsce :) A jak odnosi talerzyk do zlewu to już w ogóle…..w głowie się nie mieści….. :)

Największy postęp to rozwój mowy. To nieprawdopodobne ile się u nas zmieniło w tej dziedzinie przez ostatnie 2 miesiące! Zofia zaczyna już składać krótkie zdania i często mnie zaskakuje! Kiedy pierwszy raz powiedziała ( siedziała na huśtawce przed domem- a było to jakiś miesiąc temu): Pies szczeka- słyszysz??? zrobiło mi się gorąco :) Dużo mówi i często dodaje wyrazy pytające: widzisz? słyszysz? wiesz? Szybko łapie nowe słówka, chłonie jak gąbeczka. Od miesiąca mówi też do mnie: Mamuniu, Mamusiu….i ja wtedy mięknę……niezależnie od tego co przeskrobała….a zdarzyło się ostatnio malowanie kredą po ścianie w przedpokoju. Często pyta: Co to? ,Co to jest?, Mamuniu co robisz? Ma kilka swoich słówek, które uwielbiam, w stylu: akałała ( to ogórek), eń eń ( to napisy, literki), hamak to ślimak :)

Pogoda nas rozpieszcza, więc większość czasu spędzamy na dworze. Lubi się bujać, jeździć na swoim rowerku ( trójkołowy, który ja oczywiście pcham), dużo zajęć wymyśla sobie sama, zbiera skarby ( patyki, kamienie, pety, kapselki, szyszki, liście, kwiatki i inne tego typu rzeczy), lubi kopać piłkę, podlewać kwiatki, czasem porysuje ( ale bardzo krótko). Ogólnie bardzo łatwo ją czymś zainteresować, zawsze dużo do niej mówiłam, opowiadałam jej co widzę dookoła- ale kiedyś to były moje monologi- teraz już sobie rozmawiamy. Teraz sama zwraca uwagę na śpiew ptaków, na ptaki, które skaczą po trawie, na kwiaty przydrożne ( no chwasty tak na prawdę :) ), szuka samolotów na niebie, autobusów na drogach. Teraz widzę jak bardzo opłacało się mówić do dziecka, nawet kiedy wydawało się, że totalnie nic nie rozumie…. Jest taka otwarta na otaczający ją świat!!!!! Każdego dnia podziwiam jej zapał z którym wykonuje wszystkie czynności i czerpię z tego całymi garściami!

Zastanawiam się czy to całkiem przyzwoite zachowanie mojego dziecka to tylko cisza przed burzą??? Czy prawdziwy bunt dwulatka uderzy nas któregoś dnia jak gigantyczne tsunami…a może to mit????? Zobaczymy :) Teraz nie mam się czego czepiać. Nie mogę narzekać. Radzimy sobie :) Pewnie ta wiosna, która w tym roku przyszła szybko i intensywnie tak pozytywnie mnie nastroiła. Bo wspomnienie zgniłej jesieni i zimy, kiedy wychodzi się na dwór tylko na chwilę wywołuje u mnie nieprzyjemnie odczucia. Teraz dlłłuuugie godziny spędzamy na powietrzu- do domu przychodzimy się najeść i wyspać. Na deszczowe dni zostawiłam kredki, ciastolinę playdoh i długie oglądanie bajek. Właśnie! Bajki! Na tym etapie życia Zosi jej największą miłością jest świnka Peppa. Powiem szczerze, że i ja ją lubię, nawet kiedy widzę dany odcinek po raz 100. Jest to idealna baja dla maluchów :) i na YouTube jest ich caaała masa- na szczęście :) Na YouTube mogę wam też polecić kanał ” Śpiewające Brzdące”, które również uwielbiamy. Można znaleźć playlistę z aktualnie 27 fajnymi i wpadającymi w ucho piosenkami i jeszcze fajniejszymi teledyskami- w sam raz dla maluchów. Tak jakby Wam się nudziło :)

20 miesiąc życia dziecka

No i wykrakałam…..początek tego miesiąca był ciężki :( wszystkie trójki idą…. znów brak apetytu, humoru, ciężki sen….do tego przypałętała się gorączka i sama już nie wiem, czy to były tylko zęby- czy grypsko jakieś się przypałętało…..Gorączka była wysoka (jak na Zośkę)- ponad 39 stopni i bardzo szybko nachodziła. Ibuprofen forte jaki zazwyczaj działa u nas od 6 do 8 godzin działał ledwo 4. Pierwszy raz zastosowałam metodę naprzemiennego stosowania ibuprofenu i paracetamolu ( co 4 godz), a i tak cholernie się bałam, że zrobię jej krzywdę przedawkowaniem. W nocy fatalnie, bałam się spać, że przegapię jak znów najdzie jej gorączka, albo, że nie usłyszę jak mnie woła ( bo po kolejnej nocy z rzędu byłam już nie przytomna). Byłam w ciągłym lęku….W ciągu dnia leżała mi na rękach, troszkę przysypiała, tylko krótkie chwile jak zeszła jej gorączka- była w stanie zając się zabawą. Popłakiwała, stękała, marudziła….. Męża przegoniłam z sypialni i spałam z nią w naszym łóżku, żeby kontrolować sytuację. Byłam u lekarza, ale z powodu braku innych objawów niż cieknący, bezbarwny katar- nie zapisała nam nic specjalnego. Po kilku dniach zrobiło się trochę lepiej, a potem znowu 2 dni koszmaru….Cholernie się bałam!!!!!! Na szczęście te ciężkie chwile pozostały tylko koszmarnym wspomnieniem, wszystko wróciło do normy. Powrócił spokój, apetyt ( oj apetyt chyba jeszcze większy!) i spokojne noce… Boże, w takich chwilach zastanawiam się jak funkcjonują rodzice którzy maja chore dzieci ” na stałe”….Nie jestem w stanie tego pojąc, skąd czerpią siły? I najgorsza jest ta BEZSILNOŚĆ……składam im wszystkim hołd….chylę czoła….podziwiam….

W naszym rozkładzie bez żadnych zmian. Z tygodnia na tydzień Zośka gada więcej i próbuje powtarzać coraz to nowe wyrazy. Chętnie się uczy, potrafi np. wymienić  z imienia wszystkich najbliższych członków rodziny ( tych z którymi się najczęściej widzi), oczywiście są litery, których nie potrafi jeszcze wymówić, ale idzie jej na prawdę świetnie!

Weszła w kolejny etap :) Opiekuje się lalkami :) wozi je wózkiem, karmi, kładzie spać, lula, otula …..uroczy widok!

Z klubu malucha oczywiście nic nie wyszło :( W końcu się zlitowali i przyznali, że nie ma miejsc i prawdopodobnie do września nic się nie zmieni…..Trochę się tym podłamałam, ale zaczęłam szukać. I znalazłam całkiem niedaleko ( autobusem 10 min) przedszkole ( sportowe niby) i przyjmują dzieciaki od 2 r.ż.- miejsca też są! Więc obgadaliśmy z mężem, pojechaliśmy zobaczyć i podpisaliśmy umowę ( gwarancją miejsca jest wpisowe 100 zł), a opłata to 250 zł miesięcznie plus 8 zł za posiłki- chyba nie jest tak źle????? Oczywiście byłoby zbyt pięknie- jest parę warunków- Zofia musi skończyć 2 latka ( spoko i tak wcześniej niż w czerwcu nie zamierzałam jej oddać, ale od kwietnia mogę ją zawozić tak na pół godziny, godzinę ze 2x w tyg żeby się oswoiła) , drugi warunek, musi jeść samodzielnie ( owszem je, ale z łyżeczką mamy problem- oczywiście z mojej winy- przyznaję się! cały czas obraca łyżkę wkładając ją do buzi) ostatni warunek- dla mnie najgorszy i najtrudniejszy do zrealizowania: o-d-p-i-e-l-u-c-h-o-w-a-n-i-e. Nie chcę tego robić pod presją, bo i ja będę miała stres i ona….W teorii niby dużo wiem, ale w praktyce……Nie wiem jak się za to zabrać!!????Wie do czego służy nocnik, toaleta ( kupiliśmy tez ostatnio nakładkę), puszczam ją bez pieluchy, próbuję wysadzać, ale jeszcze nic nie „złapałam”. I tak przychodzi moment, że ubieram jej pieluchę bo idziemy na dwór, albo gdzieś jedziemy i wtedy robi swoje. Dziewczyny czy można to przejść w miarę bezboleśnie???? Bez stresu i nerwów?????Proszę Was o podpowiedzi!!!!

Z tym przedszkolem, pomimo tego, że i tak nie mam zamiaru puszczać jej przez parę miesięcy na pełen wymiar godzin, a powiedzmy na 4 max ( bo po co, nie mamy takiej potrzeby)- to jak pewnie każda matka mam tyle obaw…z tego co widziałam -będzie najmłodsza….czy sobie poradzi, czy dzieciaki nie będą jej dawać popalić???Czy nie jestem wyrodną matką??????To będzie bardzo trudne…nie będę udawać, że „ona przecież beze mnie nie wytrzyma!”- prawda jest taka, że to ja bez niej nie dam rady :( moja mała córeczka…:(

Więc po co to robię????? Bo już dłużej tak nie mogę….Coraz częściej myślę, że już czas wracać do pracy. Oczywiście do poprzedniej nie mogę wrócić, więc przyjdzie mi szukać czegoś nowego- a to oczywiście trochę potrwa- jeśli w ogóle się uda!?! Zabiorę się za to jesienią- mam nadzieję, że Zosia już wtedy będzie dobrze prosperować w przedszkolu. Męczę się już w domu, brakuje mi „życia”, brakuje mi innych ludzi, brakuje mi innych spraw niż pieluchy i obiady, brakuje mi potrzeby, żeby ładnie się ubrać, umalować. Czuję się bezwartościowa, wycofana z życia, nieprzydatna. Mam obawy, że już do niczego się nie nadaję :( Że nie poradzę sobie w żadnej pracy, bo nic już nie umiem, nie pamiętam….. Ale muszę, muszę coś zrobić w końcu dla siebie! Bo JA przestałam istnieć już jakiś czas temu…..

Jest jeszcze inny powód dla którego uważam, że nadszedł czas żeby coś zmienić. Mam wrażenie, że  moje „siedzenie” z Zosią w domu w niczym już jej „nie pomaga”. Ja nie potrafię się już z nią bawić ( na chwilę tak, ale dłużej to już kiepsko), nie potrafię jej już stymulować do rozwoju ( mnie się tak wydaje). Czytam dużo, ale nie potrafię być takim fajnym, kreatywnym rodzicem, który potrafi zafundować dziecku każdego dnia jakąś kreatywną rozrywkę. Nie mam już cierpliwości. Z jednej strony ja wiem, że można tyle rzeczy robić z dzieciakami: farby, plastelina jakiś tam piasek kinetyczny…ale mnie się wydaje, że ona jest jeszcze do tego za mała! Wszystko nadal bierze do buzi, poza tym nie lubię bałaganu……beznadziejna jestem, nie????? Wiem! I właśnie tak się czuję! A ja chcę, żeby moja córka miała wszystko co najlepsze i żeby była szczęśliwa, a wydaje mi się, że siedzenie w domu ze znudzoną, sfrustrowaną, wkórwioną matką wariatką nie da jej radości. Dlatego czas na zmiany. Bardzo powoli……ale już czas!!!!!

19 miesiąc Zofii

Niestety z Klubem Malucha nic nie wypaliło :( nie ma miejsc :( ale czekam w kolejce i mam nadzieję, że niebawem się uda! Może sytuacja wyjaśni się już w tym tygodniu. Na szczęście pogoda u nas sprzyja i dużo czasu spędzamy na dworze, nawet jak były mrozy to musiałyśmy zaliczyć chociaż pół godzinki. Zazwyczaj 1-1,5 godz, a i tak Zośce mało i często płacze kiedy wracamy do domu. Jest tyle rzeczy do zrobienia! Zabawa z psem sąsiada, zbieranie suchych listków, patyków, kamieni, muszli po ślimaczkach- wszystko ją interesuje! Znajdzie jakąś dziurę i potrafi na dłuższy czas się nią zająć, grzebiąc tam patykiem, wrzucać i wyciągać swoje znaleziska. Najlepiej jak jest błotko- zabawa podwójna! A jak są kałuże to frajda na całego! Potrafi tak długo skakać, aż wychlupie całą wodę z kałuży- niestety po takiej zabawie musimy szybko gnać do domu, bo buty, spodnie, wszystko od pasa w dół przemoczone- ale pozwalam jej na to, widzę ile ma radochy- w końcu jak nie teraz to kiedy????

Z rozkładu dnia za wiele się nie zmieniło, prócz tego, że zrezygnowałam z karmienia po drzemce. Zostały więc tylko 2: po przebudzeniu (koło 7) i na dobranoc (po 19). Poszło zupełnie bez problemu, spróbowałam raz, drugi- nie upominała się i tak już zostało :) Ale muszę Wam przyznać, że właśnie tego karmienia brakuje mi najbardziej….To było takie najbardziej nasze karmienie :) Takie świadome, patrzyłyśmy sobie w oczy, ja mogłam ją oglądać, jak bawi się paluszkami, pod koniec zawsze mnie zaczepiała i był to czas na wariactwa i wygłupy…..tęsknię do tych chwil….Ale uznałam, że pora iść do przodu….

Co cieszy mnie najbardziej: Zofia z niejadka zrobiła się żarłoczkiem :) Pałaszuje dużo i chętnie, nie omija posiłków, nie grymasi. Zupełne przeciwieństwo tego co było! Kamień spadł mi z serca bo jej niejedzenie spędzało mi już sen z powiek. Odmieniło jej się jakoś po grudniowej chorobie, ładnie się już zaokrągliła i wygląda tak jak powinna, a nie jak szczypiorek :) Teraz już zmieniłam podejście do jej jedzenia- nie ma ochoty jeść więcej- to jej nie zmuszam- bo wiem, że za chwilę będzie głodna i sama się upomni- i cudownie się z tym czuję! Zależy mi, aby jadła co 3-4 godziny, aby wpoić jej zdrowe nawyki żywieniowe. Ja niestety ich nie miałam, mimo wiedzy, którą posiadam jadłabym najchętniej tylko 2-max 3 x na dobę- a to niestety pokutuje…. Jest jeszcze jedna rzecz, która się zmieniła od czasu grudniowej choroby- niestety nie jest już tak dobra- Zofia kiepsko śpi w nocy. Popłakuje co chwilę, stęka, przebudza się. Od tamtej pory nie było ani jednej normalnej nocki :( Ale wypatrzyłam, że te nieszczęsne trójki w końcu przeprowadzają atak. Bardziej dolne- przy czym jeden koniuszek jest już na wierzchu, ale od 3 tyg dalej nie idzie. Będzie pewnie tak, że jak się wezmą to zaczną wyłazić wszystkie na raz………..Już to czuję……

Rośnie mi mała pomocnica :) Oswaja się na nowo z odkurzaczem i lubi udawać, ze odkurza. Lubi wstawiać ze mną pranie, pakuje mi ubrania do pralki, potem wyciąga i podaje jak wieszam na suszarce- komentując które ubranie do kogo należy ( aż byłam na początku w szoku, że tak dobrze rozróżnia, które ubrania są moje, a które męża! Nie myli się wcale!). Jak się poprosi aby wyrzuciła coś do kosza to idzie i wyniesie, talerzyk odniesie koło zlewu ( chociaż ledwo sięga). Gorzej jest ze sprzątaniem zabawek, pomimo wielu próśb- zazwyczaj sama muszę sprzątać, ale może potrzebuje jeszcze trochę czasu :) Nie cisnę jej, na wszystko przyjdzie czas.

Jeśli chodzi o rozwój mowy to już zupełnie normalnie można się z nią porozumieć. Ale pomimo, że często powtarza po kimś nowe wyrazy- w życiu codziennym używa tych najprostszych: am-am, e-e, aaa, gul-gul itp. Nie powie pies, kot- to nadal dla niej hał-hał i miał. Oczywiście staram się już tych zwrotów nie używać, ale nie zawsze mi to wychodzi ;) Dużo, bardzo dużo gada po swojemu i nie wszystko mam rozszyfrowane, ale potrafi już ‚opowiedzieć’ tacie, że na spacerze był Pan ( wszyscy ją już tu znają u nas na wiosce, wszystkim skradła serducha :) ) i widziałyśmy kota i psa i samochód. Jest już fajnie, że wszystko rozumie, zgłasza swoje potrzeby, wykonuje polecenia. Życie staje się ciut łatwiejsze :)

Oczywiście dalej jest straszną przekorą. Ulubione słowo to NIE!!! Wszystko jest na nie, nawet jak myśli : tak to i tak powie nie :) Jest głodna i zapytana, czy chce jeść- oczywiście wykrzyknie NIE!, a potem zabiera się do jedzenia, aż jej się uszy trzęsą :) I tak ze wszystkim. Pytam ją  o wszystko, zawsze odpowiada nie!, a ja i tak swoje robię :) Od 8 godziny przynosi mi buty i kurtkę bo chce iść na dwór, a jak jest już pora spaceru- to nie chce iść, a potem znowu nie chce wracać do domu. I tak w kółko :) Łapki czasami opadają, ale przyzwyczaiłam się już do tego. Po prostu robię swoje.

Byłam z Zośką ostatnio 2 x na zajęciach sensoplastycznych. Wiecie to takie „brudne ” zajęcia- robienie domowych farb, domowej ciastoliny, dużo mąki, barwników, kolorowych, fajnych rzeczy i na końcu duuuuuużo prania :) Ale była zachwycona! Obie miałyśmy wielką frajdę! Szkoda, że tak mało jest zajęć tego typu! Byliśmy też kilka razy na sali zabaw dla dzieciaków- fajnie tak poobserwować swoje dziecko w nowym otoczeniu, jak wszystkiemu się przygląda, jak próbuje, jak naśladuje- to niesamowite i  dlatego zawsze staram się jak najmniej ingerować, pozwalam jej samej odkrywać świat, a ja przyglądam się z boku i często w ukryciu się rozczulam.

Ostatnio rozczulam się praktycznie codziennie jak idziemy na drzemkę. Nauczyła się zasypiać przytulona do mnie na naszym dużym łóżku, a po paru minutach przekładam ją do swojego łóżeczka. Nawet jak się przebudzi to nie protestuje i zasypia od razu z powrotem. Kiedy tak leżymy razem i słyszę jak jej oddech zwalnia, ciało się rozluźnia, zaczyna pochrapywać…..mogłabym patrzeć na nią godzinami….Patrzę, podziwiam i ubolewam jaka już duża….. Ogólnie uwielbiam jej spokojny oddech kiedy śpi, bardzo mnie się ten spokój udziela… W nocy kiedy się przebudzę to lubię posłuchać jak oddycha, zanim przewrócę się na drugi bok….Wtedy czuję się jakoś tak szczęśliwa……

niesamowity 17 miesiąc

Po chorobie nie zostało śladu. Nadal mała złośnica. Ucieka jak czegoś od niej chcę, Ale przyzwyczajam się- nawet mnie to śmieszy :) ( wyłączając sytuacje kiedy się gdzieś spieszymy). Łatwo wpada w złość kiedy coś nie idzie po jej myśli, krzyczy, płacze, potrafi się położyć na ziemi ( na szczęście tylko w domu- póki co). Często się buntuje, ale przestrzega zasad- chociaż próbuje czasami sprawdzić moją cierpliwość. Zawsze staram się być konsekwentna, chociaż robi się to momentami trudne!

Wprowadziłam zmiany! Przestawiłam Zofię na jedną drzemkę! Poszło od razu :) Zmieniłam więc również godziny posiłków i zrezygnowałam z 1 karmienia piersią ( bo karmienie było po każdej drzemce, więc teraz jest tylko po 1 drzemce, na noc i po przebudzeniu). Kładziemy ją też spać o godzinę wcześniej i nie uwierzycie, ale zaczęła dłużej spać!

Nasz dzień wygląda teraz tak: pobudka koło 7, cycuś, śniadanko o 9 ( do samodzielnego jedzenia), zupka koło 12 , 12.30- 13 drzemka ( dążę do tego aby spała 1,5 h, ale zazwyczaj śpi koło 1H),po przebudzeniu cycuś,  koło 15 drugie danie ( do samodzielnego jedzenia), 18.30 kolacja ( kaszka z owocami), 19 kapiel i szykowanie się do snu, cycuś. 19. 40 SEN. Zyskałam godzinę czasu dla siebie wieczorem :) Zaczyna znów przesypiać nocki i śpi czasem do 7. 30! Obawiałam się, że jak zacznę kłaść ją wcześniej to będzie budzić się wcześniej- guzik prawda! Teraz śpi koło 12-13 godzin na dobę, ładnie się rozwija i wreszcie ładnie przybiera na wadze. To była dobra zmiana, która służy całemu domowi :) A najbardziej Zosi :)

Widzę, że zaczyna się czas zmian- już nie takich wizualnych, widocznych gołym okiem ( chociaż oczywiście „wyciąga się” i traci wygląd malutkiego „niemowlaka”)- ale są to zmiany w rozwoju intelektualnym, psychicznym. Zofia jest już pełnoprawnym członkiem rodziny, chętnie bierze udział w życiu rodzinnym, chętnie je wspólne posiłki. Kiedy jedziemy na zakupy i zostawimy ja u babci ( do tej pory max 2,5 h) to zdaje się nie zauważać naszej nieobecności ( babcia jest specjalistką od zabaw i wygłupów), ale jak tylko pojawiam się na horyzoncie to chciałaby być tylko u mamusi i najlepiej na rączkach- taka cwaniara!

Nadal uwielbia się tulić, daje buziaka :) zaczyna też tulić lale i miśki. Nadal jej ulubionym zajęciem jest przeglądanie i czytanie (przez mamę) książeczek. Dodatkowo zakupiłam karty obrazkowe np. ze zwierzątkami, warzywami czy tzw pierwsze słowa- i uwielbia się nimi bawić!

Nowe umiejętności:

- coraz lepiej idzie zabawa z sorterem ( ciężko idą skomplikowane kształty)

-dostała wózek dla lalek i lubi go pchać

- z babcią tańczy łącznie z podskokami i zniżaniem do kucania, kręci rączkami, jak się poprosi o taniec w kółeczko to kręci się – przezabawnie!

- bawi się w chowanego, ale tylko jako szukacz ;)

- często już potrafi się dłuższą chwilkę sama pobawić i mogę w spokoju wziąć rano szybki prysznic- ona biega między łazienką i pokojem i się bawi (wcześniej miałam czas na prysznic podczas pierwszej drzemki)

-boi się kiedy samochód przejezdza koło nas- biegnie do mnie

- od ok 2 tygodni z niewiadomych powodów boi się odkurzacza! nigdy się nie bała- wręcz przeciwnie- lubiła ze mną odkurzać

- wie kiedy coś jest gorące i mówi ssssssss a jak jest zimno to mówi bbbbbb!

- kiedy mówimy o siusianiu łapie się za pieluszkę i wie, że kupka to e-e- ale nic z tego nie wynika- nie sygnalizuje, że chce coś zrobić.

- odpowie jak podasz rękę i odpowie ceś!

- przybija pionę

- rozpoznaje i pokazuje coraz więcej szczegółów w książeczkach

- ma świetną pamięć (ponad 3 tygodnie temu widziałyśmy przy drodze jeża- nadal prowadzi mnie w to miejsce i go szuka :) )

- jak mówimy, że idziemy na górę to idzie na schody i czeka żeby otworzyć bramkę, ładnie też wchodzi po schodach- ze schodzeniem troszkę gorzej

W słowniku:

Nie!, tak, auto,mama, tata, baba, oko, oko (na okno), kaka (kaczka), mimi (miś), naśladowanie odgłosów zwierząt ( nawet tych dziwnych jak krokodyl, dinozaur, ryba), to ( jak chce konkretną rzecz), nazwy czynności: am-am, myj-myj, e-e ( kupa- ale nie jak sama chce tylko jak widzi toaletę, albo jak mama siedzi ;) ) ziuuuuum (samolot), eoeo (straż pożarna), bam ( jak się przewraca lub cos spadnie), alo (halo- w telefonie), tik-tak (zegar), pa-pa (na pożegnanie i macha rączką, ciu-ciuuuu (pociąg), lala na lale, Olo na brata przyrodniego (Olek)

Ogólnie naprawdę można się już z nią dogadać i ją zrozumieć :) Jest naprawdę super i jak ma dobry nastrój ( nie choruje) to spędzanie z nią czasu robi się przyjemne :)

Mamy za sobą ostatnie szczepienie 5 w 1. Następne za dobre kilka lat. Minęło ponad 30 godzin i odpukać nic się nie dzieje. Czy wy też tak bardzo się bałyście po każdym szczepieniu??? Ja strasznie! Dzięki Bogu do tej pory nie miała nigdy żadnych objawów.

niesforny 16 miesiąc

Słowo na ten miesiąc to : NIE  !!!!!!!!!  W zasadzie wszystko jest na nie. Z perspektywy czasu stwierdzam, że 15 miesiąc to był ostatni miesiąc posiadania „grzecznego” i współpracującego dziecka. Na każde pytanie odpowiada nie, nawet jeśli to wbrew logice. Nie pytana też często pokrzykuje i to by było na tyle :) Coraz większe problemy mam z przewijaniem i innymi czynnościami. Boże! strach pomyśleć co będzie dalej! Czy tak się zaczyna bunt dwulatka?  Zofia za wszelką cenę okazywać chce swoją indywidualność i niezależność. Często mi ucieka jak chcę coś przy niej Zrobić. Często się wścieka i rzuca wszystkim co ma pod ręką, często odpycha mnie lub moją rękę. Zaczyna się…….nie ma co. Mnie coraz częściej brakuje cierpliwości i zdarza się, że podnoszę głos. Wiem, że nie powinnam, ale już po mału wysiadam- serio!

Chodzenie ma już dopracowane, potrafi sobie kucnąć, schylić się po jakiś przedmiot. Lubi mi „pomagać” kiedy wieszam pranie, lub wkładam rzeczy do pralki. Reaguje kiedy wzięła coś do ręki i proszę aby mi to oddała. Doskonalimy teraz wyrzucanie śmieci do kosza. Coraz chętniej bawi się piłką i „próbuje” rzucać krzycząc ” bam!” Lubi się bawić piaskiem, kamykami, wodą. Jak wracamy ze spacerków nasz rowerek ma wypełniony koszyk szyszkami, kamieniami i innymi takimi skarbami. Ogólnie to spacery w naszej okolicy zaczynają Zośkę już nudzić- w sumie wcale się nie dziwię! Wytrzymuje max 0,5 godziny. Brak ludzi, samochodów i innych ciekawych rzeczy do obserwacji. W tym miesiącu 6 dni spędziliśmy na wyjeździe w naszym ukochanym wielkim mieście :) Mąż miał targi i zabrał nas ze sobą. Spaliśmy w hotelu ( spanie bez problemów- jedzenie- jak zwykle problem), większość dnia spędzałyśmy na dworze- spacery, plac zabaw ( pogoda na szczęście nam dopisywała), spotykałam się z przyjaciółką i jej dziećmi. Co tu dużo gadać- ja odżyłam- a Zośka zachwycona! Ciągle się coś działo, nie marudziła wcale na dłuuugich spacerach, 2 razy nawet spala mi w wózku ponad 1,5, godz! Pierwszy raz w życiu !!!!! Dopiero w trakcie tego wyjazdu uświadomiłam sobie jak bardzo tęsknię do wielkiego miasta i jak bardzo mocno chcę tu wrócić! Wydaje mi się, że miasto ma też więcej do zaoferowania mojemu dziecku i , że wbrew temu co mi się ponad rok temu wydawało (podczas naszej przeprowadzki na wiochę)- izolacja dziecka w ciszę i spokój niekoniecznie jest dla niego dobre. A dla mnie to już na pewno! Trzeba to przemyśleć. Wiem, pomyślicie pewnie, że zwariowałam!!!!!!

W rozkładzie dnia nic się nie zmieniło. Nadal dwie drzemki- z tego pierwsza coraz krótsza- czasami 30min. Dłużej trwa jej zasypianie czasami. Kiepsko zasypia. Zanim zaśnie znów tak jak kiedyś musi sporo popłakać. W zasadzie podrzeć się. Wieczorem ostatnio też- nie chce już zasypiać przy cycusiu- kończy pić- odkładam ją do łóżeczka i chwilę popłacze- dopiero odlatuje. Często przesypia nocki, ale budzi się między 5-6  :( Wydaje mi się, że za mało śpi – jak zliczę to trochę ponad 10 godzin na dobę, czasem 11. Oczywiście jak dla mnie za mało je. Zachowuje się jakby nie miała czasu jeść i jakby jedzenie ją denerwowało :(

Pod koniec miesiąca przypałętała się choroba. Wszystko na raz: katar, gorączka,bóle brzuszka, luźne kupki, afty i zapalenie jamy ustnej. Przestała spać, przestała jeść (w najgorszym momencie ważyła 10 kg!), ciągle płakała i była anemiczna- poprawiało się na chwilę po ibuprofenie- ale ile można? Byłam dwa razy u lekarza- pierwsza diagnoza była nietrafiona- udało się za drugim razem. Niecałe dwa tygodnie to trwało- a ja czułam się jak wrak :( masakra….. i ta bezsilność…patrzysz na cierpienie dziecka i nie możesz nic zrobić! Dodatkowo zmęczenie, brak snu….byłam jeszcze bardziej poirytowana- nie to złe słowo- ja byłam wkórwiona ! Na wszystko i na wszystkich…. Okazało się, że to jakiś cholerny wirus. Krwawiące, opuchnięte dziąsła, napieprzające afty…..tego się nie da opisać :( i skąd to cholerstwo????? Tak rzadko przebywamy w towarzystwie innych ludzi i tu masz! nie wiadomo skąd i gdzie?

No i nasze przespane nocki szlag trafił…… Dupa zimna.