trochę wyjaśnienia….

Moje Drogie, żebyście nie myślały, że jest tak pięknie i kolorowo…..Mam jeszcze dużo do napisania o tym co działo się potem, ale czasu mi brakuje. A jak czas znajdę to sił mi brak i litery się zlewają… Teraz jednak chciałabym napisać co nieco, bo chyba wkradła mi się jakaś niekonsekwencja. Pamiętacie moje rozważania na temat wykupienia położnej na poród? Wiecie też, że się zdecydowałam. Jednak sytuacja zupełnie się odmieniła po ostatniej wizycie u lekarza. Zadzwoniłam do mojej położnej i opowiedziała jej o mojej  wizycie, o skierowaniu i okazało się, że potwierdziła to- co wiem o moim lekarzu. Że sam odbiera poród swoim pacjentkom i nikogo do nich nie dopuszcza. Że prócz tego, że jest świetnym ginekologiem to jest też wspaniałym położnikiem, który bardzo sprawnie przeprowadza porody. Potwierdziło się więc wszystko co o nim słyszałam od wielu znajomych i znajomych- dalszych znajomych. Położna ta sama stwierdziła, że nie ma sensu, żebyśmy się umawiały, bo ona i tak nic nie pomoże- bo będę w najlepszych rękach w jakich to możliwe. Ale oczywiście jak na miejscu okaże się, że jest inaczej to mam zadzwonić- ale ona jest przekonana, że nie będzie takiej potrzeby! SZOK- co za uczciwość- osiem stów przeleciało jej koło nosa!

Miała rację. Mój lekarz był wspaniały. Same widzicie jaki miała gładki i szybki poród. Dla mnie znalazła się sala ( bez zbędnego czekania), co chwilę ktoś do mnie zaglądał, on co jakiś czas przychodził mnie badać. Ale jak już się zaczęło to był przy mnie cały czas. Od początku- do samego końca. On mnie też mnie zszywał ( zrobił to PIĘKNIE!). Dzięki niemu miałam też salę 2 osobową na położniczym ( z inną jego pacjentką) przy samej dyżurce pielęgniarek. Zaglądał do nas codziennie. I żeby było jasne- nic nie dostał w łapę. I z tego co wiem nigdy nie przyjmuje ani przed ani po. Zgadza się- brał za każdą wizytę 150 zł ( ale inny profesor  z mojego szpitala bierze 350!!!!!), ale to chyba niewiele za takie przeżycia i komfort????? Bo ja widziałam jak traktuje się pacjentki niczyje :(  to przykre- ale taka prawda. Rozmawiałam z jedną rano na korytarzu- chodziła po korytarzu i gimnastykowała się w dziwnym rozkroku- powiedziała, że czeka na rozwarcie. Jak wieźli mnie koło 18 na położniczy to widziałam ją po drodze jak nadal łaziła. Cały dzień!!!!

Chciałam Wam tylko powiedzieć, że może jednak warto poszukać lekarza ze szpitala w którym zamierzacie rodzić. Wiem jedno- jestem mu niezmiernie wdzięczna i jak będę szła na następną wizytę ( koło 30 lipca- po połogu) to podaruję mu kosz kwiatów od całej naszej rodziny i pysznego torta. Nie mam innego pomysłu. A może Wy macie?

płacić nie płacić ?????

To bardzo trudny temat….jak dla mnie nawet trochę niesmaczny…. od kilku miesięcy rozważam tą kwestię, a im bliżej do rozwiązania tym bardziej jestem skłonna ku temu. Chodzi mi tu o opłacenie położnej, która będzie miała na mnie oko w szpitalu- kiedy już się zacznie. Z jednej strony jestem temu zupełnie przeciwna- bo po to chyba płacimy składki, żeby w razie potrzeby być obsłużonym w państwowym szpitalu jak należy!!! A z drugiej strony- nie chciała bym trafić na zmęczone położne, którym akurat tego dnia nic się nie chce, albo w w tym momencie rodzących będzie tyle, że będą musiały się rozdwajać, albo roztrajać, albo co gorsza Pani będzie tego dnia przed okresem i będzie wściekła i obrażona na cały świat. W końcu położna to też człowiek ;) Nie od dziś wiadomo, że tak naprawdę cały poród i atmosfera wokół niego zależy od „ekipy” na jaką się trafi. Niby ten sam szpital- a jedna powie, że nigdy więcej, że trauma, że nikt się nią nie interesował, a mąż pół godziny szukał położnej, bądź lekarza, że położna upominała ją, że ma się nie drzeć, że była niemiła, że źle ją zszyli, że za późno/ zbyt wcześnie podano znieczulenie, musiała się o wszystko prosić, ciągle miała wrażenie, że wszystkim przeszkadza….a inna będzie dziękować i chwalić, że opiekę miała cudowną, że wszyscy się interesowali, położna była przy niej, mówiła co się dzieje, pomagała oddychać, zszyli pięknie,nic nie bolało, potem pomogła i wyjaśniała przy dziecku, przy karmieniu i w ogóle wspaniale i  nigdzie więcej- tylko tam i oczywiście nic nie płaciła!  Znam całą masę różnych, różnistych historii- moje znajome, znajomych znajome i inne znajome znajomych moich znajomych (!). A wszystkie one rodziły w tym samym szpitalu. Zdarzało się oczywiście, że niektóre faktycznie nic nie płaciły, a po prostu miały szczęście, bo trafiły na dobry dzień. Ale wiele z nich miało opłacone położną- taka przyjemność kosztuje u nas do 1000 zł (zazwyczaj 800). Ale tu nie chodzi o finanse, bo jeśli już się zdecyduję to należy to potraktować jak inwestycję w dziecko- w końcu nie rodzi się co dzień ( a ja planuję tylko jeden poród w swoim życiu). Poza tym jest to wydatek na coś ważnego- a nie na kaprys, zachcianka lub pobyt w spa. Im więcej o tym rozmyślam tym bardziej jestem za. Numer już mam ( większość znajomych podaje numer do tej samej położnej).

Zdecydowałam się. Zadzwoniłam. Było mi strasznie głupio i czułam się okropnie. Miałam wrażenie jakbym robiła coś złego. Pani była bardzo miła. Zaprosiła mnie na spotkanie. Mam przyjechać  na porodówkę. Pokaże mi co i jak i ustalimy szczegóły. I wiecie co???? Jakoś mi ulżyło. I w sumie, myślę teraz, że dzięki temu będę spokojniejsza, będę wiedziała co i jak, zawsze będę mogła do niej zadzwonić jak już coś się będzie działo- a ja nie będę wiedziała co robić. Kupiłam sobie spokój i pewność, że jak coś się będzie działo- to ktoś się mną zajmie. I najważniejsze, że boję się teraz trochę mniej :)

A Wy, macie jakieś doświadczenia w tej dziedzinie?????