Zosia

Jestem….Jesteśmy!!!!!

Zośka daje nam tyle emocji, że muszę koniecznie się z Wami podzielić. Nadeszły czasy, że każdego dnia moje dziecko mnie zaskakuje! Skończyłyśmy 4 miesiące i 2 tygodnie i muszę powiedzieć, że ten umowny skok rozwojowy po skończeniu 3 miesięcy dziecka to pikuś w porównaniu do ukończenia 4 miesięcy!!!! Coraz mniej ulewa ( są dni, że wcale), ślini się hektolitrami ( śliniaki to podstawowy sprzęt!) i nie daje spać rodzicom ( budzi się co godzinę, dwie i stęka niemiłosiernie, domagając się uwagi )- ale to może być zapowiedź pierwszego ząbka- wczoraj w nocy nawet smarowałam dziąsełka Calgelem ( skuteczny!!) Codziennie wychodzimy na spacer i coraz mniej łez nam towarzyszy :) Są dni, że w ogóle nie marudzi i chętnie przygląda się drzewom ( zanim zapadnie w standardową drzemeczkę 30-40 min).

Zofia ślicznie składa rączki razem i bawi się paluszkami ( najczęściej pakuje je do buzi, im więcej paluchów tym lepiej!), bawi się już zabawkami, precyzyjnie sięga już rączkami po co chce, łapie już zabawki w obie ręce ( zaczyna też nimi potrząsać, jednak najchętniej pakuje je do buzi!!!!) lubi też łapać się za kolanka, wyciąga rączki żeby wziąć ją na ręce ( i wmusza to rzewnymi łzami!), ma już swoje preferencje! a co! Nie obraca się jeszcze na brzuszek, ale spokojnie przyjdzie na to czas! Kopie nogami i ma tyle siły w tych swoich kopytkach! Rwie się też do siadania, ale plecki jeszcze za słabe. Zwraca już uwagę na szczegóły: kropelki wody na wanience ( oj jak zaczyna szaleć w kąpieli!!!! chlapie jak szalona, a ile ma z tego radochy!!!) Z wielkim zaciekawieniem przygląda się cieniom i innym „dziwnym” rzeczom. Często gada różnymi głoskami, ale do siebie- do mamy jakoś ostatnio nie chce.  Nooo i hit! Mamy już za sobą 3 dni jedzenia marchewki! Bardzo chętnie otwiera buzię, ale dopiero uczy się posługiwania jęzorem ( który najchętniej pokazuje wszystkim dookoła i też ma z tego wielką radochę!!!) i przełykania. Marchewka była ze słoiczka, ale już zaopatrzyłam się w potrzebny sprzęt i dziś gotowałyśmy ziemniaczka na parze. Pierwsze łyżeczki traktujemy póki co jak zabawę- Zosia od kilku tygodni tak nam zagląda w talerze, że już głupio jeść przy niej! Jak piję herbatę z kubka to najchętniej wyrwałaby mi go z ręki i sama wychyliła zawartość- wariatka mała! Jest niesamowita i daje tyle radości!!!! Oczywiście ma też chwile kiedy marudzi tak niemiłosiernie, że wymiękam- ale zwalam to na zęby ;) Jest na maksa kontaktowa! Reaguje na swoje imię i szuka źródła dźwięku. Nie lubi być sama i rzadko sama się bawi, zawsze potrzebuje towarzystwa i kompana do zabawy.

Ale oczywiście nie może być za kolorowo. Mamy też kilka problemów. A dokładnie 2. Dwa duuuże zmartwienia. Jeśli macie jakieś doświadczenia w temacie to piszcie proszę!!!! Po pierwsze: wysypka. Na twarzy. Od kilku dobrych tygodni. Czerwona, kaszka,sucha, spękana skóra. Boląca i swędząca. Policzki, broda pod brodą. Kaszka (nie taka czerwona, rzadziej występująca) na czole, główce i za uszami. Dwa tygodnie temu pediatra powiedziała nam, że to od ślinienia- ale gówno prawda- wygląda mi to na alergię. Często wysypuje ją też delikatnie na powiekach i pod oczkami. Dermatolog nie podjął się leczenia bo za mała. Zapisała jakiś kremik ( robiony w aptece, jakieś 2 proste składniki, grosze kosztował). Jest troszkę lepiej i chyba mniej swędzi. Moja biedula kochana. Były momenty, że wyglądało tak strasznie, że płakać mi się chciało na jej widok. Wróciłam do emolientów w kąpieli, wywaliłam Ziajkę. Próbowałam alantanu ( maść i krem), kremu Oilatum, oliwki emolium z lipidami i kilka innych i nic. Od tygodnia jedziemy tylko na kremiku z apteki, od wczoraj podaję wapno i jest jakby lepiej. Czerwień zanika, ale kaszka zostaje. Co to może być? Napiszę od razu: nie zmieniałam proszku do prania, ani płynu, ani swojego kremu do twarzy. Moje dieta też nie ma wpływu na wysypkę, unikam największych alergenów- codziennie jem coś innego, a na wszelki wypadek przestałam pić mleko. Nie mam już pomysłów :( Jak jej pomóc???????

Sprawa druga: kilka dobrych tygodni temu zauważyłam, że Zofia chętniej korzysta z prawej strony ciała: głownie rączki i chętniej patrzy w prawą stronę. Śpi tylko z mocno przechyloną główką na prawo. Przed przeprowadzką jak miała parę tygodni często zmieniałam jej stronę w kołysce, ale później mi to chyba jakoś umknęło….Myślałam, że sama dam radę, wymuszając na niej patrzenie na lewo ( siadam z lewej strony, zabawki podaję z lewej, wszystko staramy się robić na „lewo” ;)  ) Na noc nie mam patentu jak jej coś podkładać pod główkę, bo tak długo szoruje głową, aż wymości sobie wszystko po swojemu i psuje wszystkie moje barykady. Stwierdziłam jednak, że nie ma na co dłużej czekać i poszłam do pediatry. Dostałyśmy skierowanie na rahabilitację- niestety musimy jeszcze 10 dni poczekać :( Na skierowaniu wpisała kręcz szyji….mam jednak nadzieję, że sprawa nie jest aż tak poważna, widzę, że już po naszych staraniach jest lepiej, ale poczekamy co powie specjalista…. Dziewczyny jak zauważycie, że z Waszymi maluszkami coś nie tak, też przechyla główkę tylko w jedną stronę to nie czekajcie jak ja….czym prędzej do lekarza!!! Mam nadzieję, że wszystko skończy się dla nas dobrze…..Trzymajcie kciuki!

 

różne takie sprawy pielęgnacyjne

Oczywiście za pięknie by było…musiało się zesrać…Ale chyba i tak jesteście przyzwyczajone, że u mnie wieczna sinusoida……góra..dół…góra… dół….teraz jest dół….dół taki, że nie wiem czy sobie z tym poradzę…próbuję czerpać siłę spędzając każdą chwilę z córeczką…czerpię trochę radości z tego, że rozumiemy się już dość dobrze i przestałam się na nią złościć nawet kiedy jest nieznośna…po prostu zawsze próbuję ją zrozumieć… Ale uzewnętrznię się jutro…będę miała samotny wieczór- mąż wyjeżdża.

Chciałam Wam napisać, że przetestowałam pieluchy z Rossmana- Baby Dream i jestem mega zadowolona :) Dady z Biedry się chowają (ale o tym już pisałam). Pampersów używamy więc tylko na noc i jak wiem, że nie będę mogła zmienić pieluszki w ciągu 3 godzin. I tak o to można troszkę zaoszczędzić :) A kaska się przyda bo ja już myślę o gadżetach do karmienia..piękne takie…kolorowe…. W końcu Zosia ma już 4 miesiące :)

Wczoraj przyjęłyśmy 2 dawkę szczepienia 5 w 1. Póki co wszystko w porządku. Czopki nie są potrzebne, a Zosieńka zachowuje się normalnie :) Poza tym  została przebadana ( niestety na szybko, bo dość późno przyjechaliśmy do przychodni i była kolejka), ale też jest ok. Zosia rośnie jak na drożdżach- ma już 6400 i 62 cm ( w 16 tygodniu życia). Zgłosiłam problem obfitego ulewania-a Zofia dała nawet pokaz- chlustając mi w dekolt. Pani doktor zaleciła nam Nutriton 2-3 razy dziennie przed karmieniem. Nie wiem czemu myślałam, że to jakieś krople albo syrop…okazało się, że to substancja zagęszczająca Bebilonu. Miałyście z tym jakieś doświadczenie? Nie podałam go jeszcze córce i chyba nie podam..bo niby jak- skoro karmimy się tylko piersią i nie zamierzam tego zmieniać jeszcze przynajmniej przez 1,5 miesiąca? Jest napisane, że prócz podania w butelce można zrobić papkę i podać łyżeczką…no ale helloooołłłł???? smaczne to to na pewno nie jest i nie mam zamiaru zniechęcać Zosi do pokarmów stałych przez taką bezsmakową papkę! I jestem w dupie. Czarnej. Nie wiem co robić. Jakieś inne propozycje na ulewanie???? Dodam, że Zosia ulewa najczęściej w ciągu dnia, bo w nocy rzadko (chyba, że ma problem z zaśnięciem i się denerwuje).

Ze spraw pielęgnacyjnych- APEL-nigdy, ale to nigdy nie używajcie przeterminowanych kosmetyków dla dziecka! I najlepiej sprawdźcie jaką ważność mają wasze! Bo ja po tym jak nieświadomie używałam przeterminowanego Sudocremu, który wywołał brzydkie odparzenia nie chcące się niczym wyleczyć ( to pierwszy problem tego typu u nas)- sprawdzam często z ciekawości na sklepowych półkach ( zdarzyło się niejednokrotnie, że dany produkt jest tuż przed terminem ważności).  Jak się zorientowałam i nic innego nie pomagało kupiłam nowy Sudocrem i po 1 dniu dupka się zagoiła. Teraz używamy go tylko na noc. W ciągu dnia stosujemy coś natłuszczającego : Aquastop (taki  krem dla noworodków) lub zielonego linomagu lub Alantan plus maść (zależnie co mi wpadnie w ręce). Zalety ich wszystkich to dobra skuteczność i niska cena!

Zapomniałam się też pożalić na swoją laktację….Zauważyłam, że coś jest nie tak jakieś 2 tygodnie temu….Miałam notorycznie miękkie piersi, a Zofia sprawiała wrażenie jakby nie mogła uciągnąć mleczka. Szarpała i rwała sutka i bardzo się denerwowała…Ja prawie posiwiałam !!! Miałam już czarną wizję powrotu do butelek… :( Ale nawiązałam kontakt z doradcą laktacyjnym- z Panią Bogusią- która wspierała mnie już podczas początkowych problemów. Dowiedziałam się, że koło 3 miesiąca występuje coś takiego jak kryzys laktacyjny. Wyjaśniła mi też, że miękkie piersi nie są objawem braku pokarmu- a unormowaniem się laktacji. Dodatkowo za jej poradą przyjrzałam się też swojej diecie i okazało się, że zdecydowanie piję za mało wody- po tym jak nastały chłodniejsze dni- praktycznie zupełnie wyeliminowałam wodę mineralną! Piłam co prawda więcej ciepłych napojów, ale to i tak za mało! Powróciłam do picia ponad 2 litrów dziennie, dodatkowo 2x dziennie zioła na laktację Herbapolu, popijam sobie wieczorami Karmi, a co najważniejsze często przykładam Zosię do cycunia. Kamieni w piersiach nie mam, ale pokarmu mam tyle ile powinnam, a  Zosia znowu jest spokojna przy karmieniu. I o to nam chodziło :)