alergii ciąg dalszy…

Pod koniec zeszłego tygodnia Zofia miała niespokojny dzień już od rana. Była poddenerwowana, marudna i nie mogła wysiedzieć w miejscu. Nie mogła też spać. Koło południa zaczęła się drapać po buzi, więc podałam jej wapno.Dwie godziny później miała taką straszną buzię jak za pierwszym razem- albo i jeszcze gorszą! Żywa, czerwona, pulsująca- jakby obdarta ze skóry ( głównie dolna część policzków, podgardle) i sącząca. M A S A K R A. Oszalałam, nie wiedziałam co robić. Przeryczałam całe popołudnie rozmyślając co znowu zrobiłam nie tak. Nie przychodziło mi nic do głowy! Jestem na diecie i nie zjadłam nic z rzeczy zakazanych. Myśl,myśl, myśl !!!!!!!!!!! Udało nam się umówić do dobrego pediatry, który przyjmuje popołudniu- oczywiście prywatnie. Do mojej Pani w przychodni przecież nie pójdę bo znowu bzdury będzie pieprzyć!

Pani doktor określiła to jako bardzo, bardzo duży stan zapalny skóry, która całkowicie pozbawiona jest warstwy ochronnej. Przeprowadziła z nami dokładny wywiad, obejrzała małą. Podczas naszej rozmowy olśniło mnie. Wczoraj wieczorem- jak to codziennie prałam śliniaki Zosi, a ponieważ ostatnio dosyć je poplamiła dynią albo marchewką postanowiłam je odplamić. Użyłam Vanisha. ……. Możliwe, że źle wypłukałam. Obie stwierdziłyśmy, że na jej już wcześniej podrażnioną buzię mogło to być jak gwóźdź do przysłowiowej trumny. Bo dietetycznie to wykluczone, żebym coś zjadła nie tak. No chyba, że do serów kozich dodają mleko krowie i zapomnieli o tym uprzedzić. Poczułam się okropnie. To moja wina. Bardzo prawdopodobne, że to przeze mnie. I tu prośba: proszę nie używajcie tego ścierwa na ubranka dla waszych dzieci. Pani doktor stwierdziła, że od tego w końcu są śliniaki i mają prawo być poplamione- do grobu ich przecież nie zabiorę. W sumie racja. Jeśli już to są specjalne odplamiacze na dziecięce ubrania. Ja wiem, że już nie użyję. Żadnego!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Dostałyśmy sporą ilość leków ( fenistil krople, syrop ketitofen hasco, maść elosone [niestety sterydowa] – 6 dni- potem kremik robiony, do przemywania Rivanol), ale Zofia była bardzo dzielna.Nie kosztowało to aż majątku: całość ok 60 zł. I nie uwierzycie, ale niecałe 24 godziny później jej buzia była w lepszym stanie niż przez ostatnie tygodnie. Nie dość, że pięknie wyglądała, to nie swędziała! Po 3 dniach praktycznie nie było śladu po jakichkolwiek problemach! Teraz żałuję, że tak późno poszłam do dobrego lekarza! Tyle tygodni się męczyłyśmy! Maść już odstawiona i póki co nawrotów nie ma. Miejmy nadzieję, że tak zostanie. Człowiek się uczy całe życie. A my mamy nowego pediatrę!

ps.zapomniałam dodać, że po zważeniu Zofii Pani sprawdziła siatki centylowe- 50 centyl jak w mordę strzelił! Kolejny raz moja intuicja mnie nie zawiodła. Gdyby nie szczepienia to więcej bym do tej baby z przychodni nie poszła!

Dalsze perypetie życia pięciomiesięcznej Panienki Zofii

Ogólnie jest dobrze, buzia wygląda coraz to lepiej, chociaż zaczerwienienie dalej nie chce odpuścić. Mama dalej na diecie eliminacyjnej ( białko kurze i mleko krowie + pochodne) i dalej jeździmy na odczulanie. W poniedziałek ostatni zabieg i zobaczymy co dalej.

Za nami też kolejne szczepienie po którym dzięki Bogu nie było żadnych objawów! Za każdym razem po 48 h kamień spada mi z serca! Cała wizyta u pediatry niestety nie należała do udanych :( Pani stwierdziła, że Zofia za mało przybiera na wadze. Nie wiem jak patrzyła, ale w siatki centylowe nie zajrzała nawet. Zofia skończyła 5 miesięcy, mierzy 65 cm (przez 6 tyg urosła 3 cm) i waży 6950 g. Czy to mało? Nie wygląda mi na chudzinkę i nadal ma na rączkach i nóżkach cudne wałeczki. Czy dziecko musi wyglądać jak słoń żeby być okazem zdrowia? Ja nie wiem, ale nie znoszę tej baby. Już ostatnio mi podpadła jak nie potrafiła zdiagnozować alergii u dziecka i wmawiała mi, że podrażniona buzia to efekt nadmiernego ślinienia. Powiedziała mi, że muszę małą dokarmiać. Powiedziałam jej, że owszem, ale muszę mieć specjalne mleko, bo mała ma alergię na mleko krowie. Ona na to, że mleko Ha wystarczy i mam spróbować. Co za głupi babsztyl. Żeby nie było- spróbowałam, ale Zofia za żadne skarby nie chciała napić się z butelki. I dobrze, może przeczuwała, że to mleko jej zaszkodzi ( trochę jednak zmartwiło mnie, że zapomniała jak się pije z butli :( macie jakieś patenty jak odświeżyć dziecku pamięć w tym temacie?)

Stwierdziłam, że skoro Zofia musi jeść więcej, a nie chce z butelki to dołożę jej posiłek stały w formie podwieczorku. Od siebie przecież więcej mleka nie wyczaruję, a poza tym wcale mi się nie wydaje, żeby mała ważyła za mało. Prócz cycusia Zofia dostaje więc koło 12 papkę z warzywka gotowanego na parze ( nadal wcina aż jej się uszy trzęsą) i koło 17 owoc: jabłko lub banan ( posmakowało! w końcu poznała słodki smak!). Dziecko wygląda na zadowolone takim obrotem spraw :)

Żeby jeszcze nie budziła się tak często w nocy! Od momentu ostrych objawów alergii, kiedy to cała buzia ją piekła i swędziała z przyzwyczajenia budzi się w nocy kilka razy. Najczęściej w tych samych godzinach. Wtedy żeby ulżyć jej w cierpieniu podawałam jej pierś i teraz tak się przyzwyczaiła, że nadal domaga się swojego. I teraz mam za swoje…. Mama nieprzytomna, tata niewyspany. Musimy coś z tym zrobić!

różne takie sprawy pielęgnacyjne

Oczywiście za pięknie by było…musiało się zesrać…Ale chyba i tak jesteście przyzwyczajone, że u mnie wieczna sinusoida……góra..dół…góra… dół….teraz jest dół….dół taki, że nie wiem czy sobie z tym poradzę…próbuję czerpać siłę spędzając każdą chwilę z córeczką…czerpię trochę radości z tego, że rozumiemy się już dość dobrze i przestałam się na nią złościć nawet kiedy jest nieznośna…po prostu zawsze próbuję ją zrozumieć… Ale uzewnętrznię się jutro…będę miała samotny wieczór- mąż wyjeżdża.

Chciałam Wam napisać, że przetestowałam pieluchy z Rossmana- Baby Dream i jestem mega zadowolona :) Dady z Biedry się chowają (ale o tym już pisałam). Pampersów używamy więc tylko na noc i jak wiem, że nie będę mogła zmienić pieluszki w ciągu 3 godzin. I tak o to można troszkę zaoszczędzić :) A kaska się przyda bo ja już myślę o gadżetach do karmienia..piękne takie…kolorowe…. W końcu Zosia ma już 4 miesiące :)

Wczoraj przyjęłyśmy 2 dawkę szczepienia 5 w 1. Póki co wszystko w porządku. Czopki nie są potrzebne, a Zosieńka zachowuje się normalnie :) Poza tym  została przebadana ( niestety na szybko, bo dość późno przyjechaliśmy do przychodni i była kolejka), ale też jest ok. Zosia rośnie jak na drożdżach- ma już 6400 i 62 cm ( w 16 tygodniu życia). Zgłosiłam problem obfitego ulewania-a Zofia dała nawet pokaz- chlustając mi w dekolt. Pani doktor zaleciła nam Nutriton 2-3 razy dziennie przed karmieniem. Nie wiem czemu myślałam, że to jakieś krople albo syrop…okazało się, że to substancja zagęszczająca Bebilonu. Miałyście z tym jakieś doświadczenie? Nie podałam go jeszcze córce i chyba nie podam..bo niby jak- skoro karmimy się tylko piersią i nie zamierzam tego zmieniać jeszcze przynajmniej przez 1,5 miesiąca? Jest napisane, że prócz podania w butelce można zrobić papkę i podać łyżeczką…no ale helloooołłłł???? smaczne to to na pewno nie jest i nie mam zamiaru zniechęcać Zosi do pokarmów stałych przez taką bezsmakową papkę! I jestem w dupie. Czarnej. Nie wiem co robić. Jakieś inne propozycje na ulewanie???? Dodam, że Zosia ulewa najczęściej w ciągu dnia, bo w nocy rzadko (chyba, że ma problem z zaśnięciem i się denerwuje).

Ze spraw pielęgnacyjnych- APEL-nigdy, ale to nigdy nie używajcie przeterminowanych kosmetyków dla dziecka! I najlepiej sprawdźcie jaką ważność mają wasze! Bo ja po tym jak nieświadomie używałam przeterminowanego Sudocremu, który wywołał brzydkie odparzenia nie chcące się niczym wyleczyć ( to pierwszy problem tego typu u nas)- sprawdzam często z ciekawości na sklepowych półkach ( zdarzyło się niejednokrotnie, że dany produkt jest tuż przed terminem ważności).  Jak się zorientowałam i nic innego nie pomagało kupiłam nowy Sudocrem i po 1 dniu dupka się zagoiła. Teraz używamy go tylko na noc. W ciągu dnia stosujemy coś natłuszczającego : Aquastop (taki  krem dla noworodków) lub zielonego linomagu lub Alantan plus maść (zależnie co mi wpadnie w ręce). Zalety ich wszystkich to dobra skuteczność i niska cena!

Zapomniałam się też pożalić na swoją laktację….Zauważyłam, że coś jest nie tak jakieś 2 tygodnie temu….Miałam notorycznie miękkie piersi, a Zofia sprawiała wrażenie jakby nie mogła uciągnąć mleczka. Szarpała i rwała sutka i bardzo się denerwowała…Ja prawie posiwiałam !!! Miałam już czarną wizję powrotu do butelek… :( Ale nawiązałam kontakt z doradcą laktacyjnym- z Panią Bogusią- która wspierała mnie już podczas początkowych problemów. Dowiedziałam się, że koło 3 miesiąca występuje coś takiego jak kryzys laktacyjny. Wyjaśniła mi też, że miękkie piersi nie są objawem braku pokarmu- a unormowaniem się laktacji. Dodatkowo za jej poradą przyjrzałam się też swojej diecie i okazało się, że zdecydowanie piję za mało wody- po tym jak nastały chłodniejsze dni- praktycznie zupełnie wyeliminowałam wodę mineralną! Piłam co prawda więcej ciepłych napojów, ale to i tak za mało! Powróciłam do picia ponad 2 litrów dziennie, dodatkowo 2x dziennie zioła na laktację Herbapolu, popijam sobie wieczorami Karmi, a co najważniejsze często przykładam Zosię do cycunia. Kamieni w piersiach nie mam, ale pokarmu mam tyle ile powinnam, a  Zosia znowu jest spokojna przy karmieniu. I o to nam chodziło :)