Bezsenność….

….dopada mnie coraz częściej. Już jakieś 2 tygodnie…Mój mąż śpi słodko za ścianą (zmęczony po trasie), a ja po prostu wiem, że nie ma po co kłaść się do łóżka, bo będę się wiercić i przewracać- a mąż przecież musi się wyspać. Mimo iż mój rogal do spania spisuje się świetnie, jakoś nie mogę sobie znaleźć w łóżku miejsca. Źle mi się leży na lewym boku, bo Zofia zajmuje całą lewą część mojego brzucha (jakoś sobie ten kącik upodobała). Standardowo w telewizji nie ma nic ciekawego, więc postanowiłam zajrzeć tutaj. Zośka od wczoraj bardzo się wierci, przekręca- mam jednak nadzieję, że nadal pozostaje głową w dół. Rozpoczęłam też okres częstych wizyt w toalecie. W nocy budzę się (jeśli w ogóle zasnę) 2 razy na siusianie. W ciągu dnia to średnio co 2 godziny. Zaobserwowałam też u siebie takie zjawisko, że jak się zapomnę i przyspieszam kroku to czuję takie nieprzyjemne kłucie jakby w pochwie, głęboko, czasem też odczuwam tam taki nieprzyjemny nacisk. Nie wspomnę też o tym, że te 2 dni upałów dały trochę w kość. A co to będzie później? Ograniczyłam się do wyjścia do najbliższego sklepu po drobne zakupy, ale po powrocie byłam już tak umęczona, że ani mi w głowie jakieś dłuższe spacery. Czy tak już będzie do końca? Do terminu zostały mi 4 tygodnie- czy właśnie tak je spędzę? Nie mogąc sobie znaleźć nigdzie miejsca, siedząc w domu na kanapie lub leżąc w sypialni? Czy właśnie tak wygląda to najgorsze oczekiwanie??? Już nie mam ochoty myśleć nawet o jakichkolwiek spotkaniach towarzyskich, z których trzeba wracać nocną komunikacją, czy taksówką. Nie mam też ochoty na żadne odwiedziny w domu. Nie mam ochoty na żadne dłuższe spacery, ani nawet połazić po starówce- co jeszcze do niedawna tak lubiłam. I w sumie sama ze sobą źle się czuje, że tak właśnie jest. W ogóle  kiedy jestem w takim kiepskim nastroju- cała moja radość i optymizm gdzieś się ulatniają. I wszystko jakoś takie w ciemno- szarych barwach jest. Czuję głęboko w środku, że coś się kończy i ogarnia mnie strach i smutek. Widzę już drzwi za którymi jest zupełnie inna rzeczywistość, zbliżam się do nich i wiem, że klamka jest tylko po jednej stronie. Kiedy przekroczę ich próg- nie będzie już odwrotu…

brzuchowe wariacje Zofii

Kto śledzi mój blog na bieżąco- ten wie, że długo pisałam o Zośce, że jest bardzo spokojnym dzieckiem……Hehehe Ale się myliłam! W zeszłym tygodniu (a był to 31 tydzień) z moim brzuchem zaczęło się dziać coś mega kosmicznego!!! Nie dość, że jego wielkość znowu gwałtownie wzrosła, to jeszcze czasami mam wrażenie, że mi brzuch pęknie! Ostatnio 2 nocki z rzędu obudziły mnie jej gwałtowne ruchy i nie mogłam potem zasnąć. Czasami wykonuje tak dziwne ewolucje, że aż się wystraszę!!! :) To niesamowite uczucie- bałam się, że mnie to ominie :) Coraz częściej przeciągając się wystawia różne części ciała i nareszcie mogę pobawić się w zgadywanie- czy to kolanko, piąstka, główka czy pupka :) Totalna wariacja!  I na szczęście- póki co nie sprawia mi bólu-jeszcze nie kopie w pęcherz i żebra ;) to mogłoby mnie ominąć- wcale bym się nie obraziła ;)   Silna ta moja córcia się robi….I kto by pomyślał- za 2 miesiące powinno być już po wszystkim! Pomyślałam nawet ostatnio, że jak już urodzę- to będzie mi bardzo brakować czegoś pod serduszkiem, że tak nagle nic już nie będzie się we mnie wierciło…na samą myśl mam olbrzymie poczucie pustki. Ale nie ma co- będę już miała swój skarb przy sobie i pewnie nie będę miała nawet czasu o tym pomyśleć :)

Prócz akrobacji Zojki u mnie niewiele się zmienia. Może mam większe zaparcia (ale ja zawsze mam więc trudno powiedzieć)- ale motywuje mnie to, żeby pić więcej wody. Zauważyłam też, że praktycznie każdej nocy odczuwam ból łydek ( nie skurcze- chociaż wydaje mi się, że to blisko już do tego momentu), który ustępuje jak wstanę i chwilę pochodzę. Zdecydowanie szybciej się męczę. Ostatnio podczas odkurzania (2 pokoje!) zmęczyłam się jak bym przebiegła maraton i musiałam koniecznie odpocząć. Często mam też odczucie suchości  w nosie- zwłaszcza jak się położę- to mam wrażenie, że nie mogę oddychać. Zauważyłam, że moje ogólne samopoczucie w dużej mierze zależy od pogody, ostatnio często jest burzowo, powietrze ciężkie i duszne…i ja wtedy wiem..już od rana mam beznadziejny dzień i nie mam sił totalnie na nic. A innym razem chodzę niczym nakręcona wysprzątam mieszkanie i jeszcze mi mało ;) ale takich dni już coraz mniej i to chyba normalne. Wszystko się zmienia i gna do przodu coraz szybciej. Czasami chciałabym żeby czas trochę zwolnił- bo niby mamy 9 miesięcy na przygotowanie się do macierzyństwa, a im bliżej tym bardziej się boję, że jednak to za mało!

 

30 tydzień

Tak, tak to już 30 :) wczoraj byłam u lekarza- kolejna wizyta za miesiąc. Wyniki w normie (nawet odrobinkę lepsze niż ostatnie).Tylko waga nie zachwyciła doktora-bo od ostatniej wizyty przybrałam 3 kg….ograniczyłam słodycze i w ogóle staram się żeby nie miało co mi w dupę wejść- a i tak włazi :( no i zażartował, że na Święta to tylko rzeżucha…..nie wiem z czego mam jeszcze zrezygnować…..szkoda gadać… Zosia ma się bardzo dobrze, waży już ok 1,3 kg :) i pierwszy raz była ułożona główkowo :) więc jest dla mnie nadzieja!!!! Mam wrażenie, że pierwszy raz obróciła się w ostatnią sobotę wczesnym rankiem- bo pierwszy raz poczułam ruchy powyżej pępka! Co prawda lekarz powiedział, że ma jeszcze sporo miejsca do fikołków- ale ja mam nadzieje, że któregoś dnia już zostanie w tej pozycji. Jej kopnięcia są coraz silniejsze- ale w dalszym ciągu bardzo, bardzo przyjemne :) Moja mała akrobatka :) Prócz wózka zostało nam parę rzeczy do kupienia- ale to już drobiazgi. Ostatnio zabrałam się za segregowanie ciuszków dla Zojki wg rozmiarów. Te większe zostały zapakowane i pochowane, a te od 1-3 mca czekają na pranko :) Jejku ile ja ich mam! Babcia spisała się na medal- mam obawy, że nawet jak będę Zośkę przebierać 10 razy dziennie-to i tak nie wynosi wszystkiego :) Kochana Babcia!!!!!!!!

Jeśli chodzi o mnie to to nie mam żadnych nowych, dokuczliwych objawów. Mam dni, że w ogóle nie czuję zmęczenia- a czasem jestem nie do życia i po prostu muszę się położyć. I niestety dalsze wyprawy też już  nie wchodzą w grę. A z takich ciekawostek to kupiłam sobie podkolanówki i pończochy medyczne (uciskowe) o pierwszym poziomie kompresji- takie przeciwżylakowe. Koszt śmiesznie mały, a zawsze lepiej zapobiegać niż leczyć. I przestało mi dokuczać takie nieprzyjemne odczucie w nogach kiedy się położę po ciężkim dniu. Poza tym to doskonały sposób na opuchnięcia nóżek. Moja siostra przelatała w takich połowę ciąży i była bardzo zadowolona- i ja też jestem :) Naprawdę polecam!

26 tydzień

Kolejna wizyta za nami :) przerażające jest to, że uświadomiłam sobie, iż do końca pozostało jeszcze 3 może 4 wizyty i będzie po wszystkim….ten czas leci nieubłaganie ! Moje wyniki (morfologia, mocz i TSH) w normie, no morfologia oczywiście w dolnej granicy normy (co miesiąc wyniki odrobinę gorsze)- ale to normalne. Zofia ma ok 730 g i wg lekarza rozwija się zgodnie z oczekiwaniami, macica i szyjka macicy oki, wymierzyliśmy obwód główki, brzuszka i długość kości udowej, posłuchaliśmy i zbadaliśmy bicie serduszka. Zojka znów siedziała pośladkowo- to chyba jej ulubiona pozycja, bo siedzi tak przez 2 ostatnie wizyty. Miejmy nadzieje, że nie będzie niespodzianek i do porodu odwróci się jak powinna :) Podczas wizyty standardowo była spokojna i grzeczna, nie wierciła się za bardzo. Lekarz kolejny raz potwierdził płeć :) Niestety nie ominie mnie najprzyjemniejsze badanie ciężarnych- test obciążenia glukozą…dostałam skierowanie….i wskazówkę by zabrać ze sobą sok z 3 wyciśniętych cytryn (podobno można też kupić glukozę o smaku cytrynowym!). Badanie planuję zrobić 7 kwietnia, więc opowiem później jak przeżyłam :)

Jeśli chodzi o moje samopoczucie to ogólnie czuję się oki, ale….no właśnie…przyszedł czas żeby pojawiło się jakieś ale.W dalszym ciągu nie mam ochoty na mięso, nawet na moje ukochane schabowe. Znowu przybrałam na wadze, od ostatniej wizyty jakieś 2,5 kg :( przeraża mnie to :( a tak się staram uważać na słodkie zachcianki!!!Oczywiście nie zawsze jest to możliwe… Brzuszek coraz większy i mam już problem żeby się TAM ogolić ;) I zaobserwowałam też obniżenie mojego libido (mąż raczej nie narzeka-bo w końcu będzie miał trochę spokoju ;) ) A skoro już mówimy o rzeczach intymnych to zaobserwowałam też zwiększoną ilość wydzieliny intymnej. W wyglądzie nic się raczej nie zmieniam, tzn nie brzydnę (chodzi mi to o to, że rzekomo córki odbierają matkom urodę), włosy i zęby póki co na swoim miejscu ;) Zgaga póki co dokucza mi  rzadko, głównie po napojach- zwłaszcza jak się nachylam i ubieram buty ;) Staram się wykonywać tą czynność na siedząco. Zrobiłam się troszkę roztrzepana ( taki głuptasek jak to mówi mąż) co bardzo mnie wkórza, bo należę do osób, które wszystko mają zaplanowane i ułożone. A z objawów typowo fizycznych to rzeczywiście zaczynam się szybciej męczyć, do czego też nie jestem zbytnio przyzwyczajona. Ostatnio zabrałam się za pomycie okien w mieszkaniu i tego dnia musiałam uciąć sobie 2 drzemki w ciągu dnia taka czułam się wykończona! Byłam też ostatnio połazić i na zakupach- to po 3 godzinach- myślałam, że mi nogi z tyłka wyjdą! Ból obejmował stopy, pięty i łydki, nie wspomnę o kręgosłupie!!!  Czułam się jakbym połknęła kij od miotły! Tak więc moje drogie….zaczyna się…… :)

coraz lepiej :) o ciąży czasem przypomina mi lustro!

taraaaam! mdłości mi minęły! totalnie, zupełnie! Jakie to cudowne uczucie! Mam nadzieję, że teraz to już tylko będzie lepiej, lada chwila rozpocznę 2 trymestr :) Jutro idę do lekarza i już nie mogę się doczekać !!! Pewnie zrobimy jutro badania maluszka i troszkę się denerwuję, ale będzie dobrze, musi być!!!! A może dzidzia zrobi niespodziankę i pokaże co tam ma między nóżkami :D podobno w tym tygodniu narządy rozrodcze są już znacznie zróżnicowane i z łatwością można odróżnić chłopca od dziewczynki :) tak bardzo chciałabym już wiedzieć!!!! Na moje „nieszczęście” wszyscy znajomi wróżą mi synusia, ale ja im jeszcze pokażę! ;)

Ogólnie czuję się coraz lepiej, bez tych całodziennych mdłości zapominam momentami, że w ogóle jestem w ciąży! Przypomina mi się, gdy przechodzę koło lustra i w profilu zobaczę mój mały brzuszek…mały- ale mam momenty, że jak mnie wysadzi to wyglądam jak w 6 miesiącu. Badania porobiłam w zeszłym tygodniu, wszystkie wyniki mam w normie, na wadze zbyt wiele nie przybyło i ogólnie wszystko jakoś zaczęło wyglądać pozytywniej.Na początku miesiąca zmieniliśmy mieszkanie, które jest o wiele cieplejsze i przytulniejsze od poprzedniego.I przede wszystkim ma duuużą sypialnię, gdzie spokojnie wejdzie łóżeczko i pozostałe rzeczy dla naszej kruszynki :) Mam blisko do szpitala, gdzie robię badania (chodzę pieszo spacerkiem) i gdzie urodzi się moje dziecko.Mam blisko do mojego lekarza prowadzącego, a w ogóle to wszędzie mam blisko :) Jest mi tutaj tak dobrze,że nie chce mi się nigdzie wychodzić.Lubię sobie sprzątać, układać i może znowu zacznę gotować :) AAA zapomniałam się pochwalić, ostatnio upiekłam moje pierwsze dwa ciasta w życiu !!! A tak mnie naszło jakoś :)    Muszę też dodać, że nawet z moim mężem kochanym układa mi się jakby lepiej, już mnie nie wkórza i znalazłam na to złoty środek: jeżdżę z nim czasem w delegację, wtedy dużo czasu spędzamy razem,jemu się przyjemniej jeździ, bo ma z kim gadać kiedy prowadzi, a ja jestem szczęśliwa bo jestem blisko mojego ukochanego :) nnnnoooo i te noce w hotelu………