na huśtawce…

tak właśnie się czuję… jak na huśtawce! Raz w górę, raz w dół z dużą częstotliwością…aż czasami kręci mi się w głowie od tych wahań…Ogólnie nastały u nas gorsze dni….nie wiem- może to kolejny skok rozwojowy ( teraz 3 -no w sumie to prawie 12 tydzień- więc możliwe!). Zofia ma takie perfidne dni..ostatnio cały dzień trzymałam ją na rękach, a ona wciąż płakała…a ja razem z nią. Brakuje mi już sił normalnie. Nie wiem co robić w takich chwilach! Co ja robię źle? Czy coś zjadłam nie tak, czy coś ją boli ? Ryczę nad sobą, bo czuję się bezsilna….ryczę nad Zośką bo ma głupią matkę, która jej zupełnie nie rozumie. Zła, niedobra, wyrodna…..Czasami wściekła i musi się na chwile oddalić, żeby te łzy złości wylać jak najszybciej….Bo mi już młoteczek i kowadełko dobrze w uszach nie pracuje- nie wspominając o bębenku….masakra.. te wibracje tak podnoszą mi ciśnienie i głupieje już zupełnie….zmieniam pieluchę, karmię, tulę, kocham, potem rzyg i kolejny ( coraz więcej i coraz częściej  mi to moje dziecko ulewa…) to jak był rzyg to musi być i  czkawka i tak w kółko….nie wydaje mi się żeby ją bolał brzuszek, ale już sama nie wiem i czasem i krople podaję (sab simplex lub bobotic). Oczywiście są lepsze chwile, że moja córka ma dobry humor, chwilkę się pośmieje, pobawi, ale trwają one tak krótko, że nie zdążę się nimi nacieszyć….I już te usteczka w grymas się wyginają ( odwrócona podkowa) i już wiem…znowu się zaraz zacznie….

Ale miało być o huśtawce…jest i druga strona tego medalu…bo prócz tego nagromadzenia negatywnych emocji i bólu uszu to są we mnie jeszcze inne pokłady emocji..tych ciepłych i pozytywnych….tej miłości która mnie wszechogarnia kiedy patrzę na moje dziecko, jak rośnie i każdego dnia się rozwija…kiedy karmię ją w nocy przez sen i jest łagodna i odprężona..mogłabym godzinami na nią patrzeć.. I znowu łzy mi lecą ze szczęścia, że mam ten mój skarb….

I tak te przeciwstawne emocje burzą się we mnie jak w szklance wody… jak tornado przechodzą przez mój mózg z jakąś szaloną prędkością światła…i najgorsza jest ta zmienność i głowa mnie już najczęściej boli…Nie nadaję się do tego….a jak mój mąż wspomni jeszcze raz o kolejnym dziecku- to Bóg mi świadkiem- kopnę go w dupę tak mocno, że mu gówno zęby wybije……( przepraszam Kochanie- tak mi to najlepiej tutaj pasowało…. :-* )

kolejne łzy rozgoryczonej matki

I tym razem nie są to łzy szczęścia :( i smutno mi i jestem nieszczęśliwa i pewnie jak to przeczyta mój małżon to uśmiechnie się pod nosem ( z czego HA?) Ciężko mi, chyba jestem przemęczona. Odkąd urodziła się Zofia nie potrafię spać w dzień. Chociaż kiedyś nie miałam z tym najmniejszego problemu. A teraz jest tyle do zrobienia! Zofia też znowu nie śpi w dzień :( Jeśli to ciąg dalszy tego cholernego skoku to chcę żeby on już sobie poszedł! Zośka przysypia mi tylko przy cycu (i to max pół godziny-40 min). Budzi się po to żeby mamie pomarudzić i popłakać (powyć wręcz czasem!), zmieniamy pieluchę, znowu cyc i drzemka- i tak w kółko… Tym sposobem siedzę cały dzień, nieumyta i głodna (sama jestem) we wczorajszych dresach i wszystkiego mi się odechciewa…próbuję dla mojej córki zatańczyć nawet na rzęsach, a i tak nic to nie daje :( Jeszcze do niedawna wieczór przynosił ulgę i chwilę wytchnienia- ale od paru dni jak po kąpieli idziemy w nasze miejsce na wieczorne karmienie to wrzask jakby mi córkę ze skóry ktoś obdzierał! Każdego dnia zaskakuje mnie siła i natężenie jej wrzasku! Zachowuje się jakby ją parzył nawet cycuś!!! I tak usypianie 2 miesięcznego niemowlaka trwa ostatnio 3 godziny :( Siedzę wieczorem na naszym fotelu do karmienia jak na karnym jeżu i ryczę….Mój mądry mąż zapytał mnie ostatnio z nutą rozbawienia chyba: Macierzyństwo daje Ci w kość? No zabawne- ale daje…

Żeby to chociaż ta głupia baba miała do kogo gębę otworzyć i komu się wyżalić…to po co! siedzi sama z dziecięciem i nawet tymi wieczorami co w ciemności próbuje łzy gorzkie ukoić- siedzi..sama.. godzinę..dwie… bo praca ważniejsza, bo telewizor jest w salonie…może przyjdzie, może nie…lepiej niech nie przychodzi bo będzie marudzić, narzekać, albo co….prawda ? gówno prawda.

A matka potrzebuje! Bo na głowę dostanie. A co gorsza przestanie cieszyć się życiem.

A mężowi zaczyna pasować, że córa nasza wpatrzona w matkę jak w święty obraz- u nikogo innego nie spędzi w ramionach dłużej niż 5 minut, więc jak zaczyna marudzić to siup! idz do mamy. Niech się mama buja. znowu. Po co się wysilić i córkę próbować zabawić, pobawić żeby matka chwilę odetchnęła? Przecież matka to terminator!!!

A matka to NIE terminator! Ani batman czy spiderman. Nie ma żadnych nadludzkich sił, ani zdolności.  I bywa wykończona. Ale jest matką..i zawsze nią będzie…zawsze musi dać radę… czasem tylko mógłby ktoś wesprzeć…pogłaskać…pomyziać…przytulić…żeby wiedziała, że ktoś te wysiłki zauważa i docenia. tylko tyle….

takie tam łzy….

Muszę- po prostu muszę się z Wami podzielić tym uczuciem….Tak mnie nagle któregoś ostatniego dnia napadło… Że zaczęłam się zastanawiać, czy to nadal wina hormonów (od porodu minęło 8 tygodni)- czy już ze zmęczenia płaczliwa się robię…Ale rozkleiłam się…ryczałam jak bóbr….ze szczęścia oczywiście! Podczas karmienia- kiedy to Zofia zajadając sobie patrzyła mi głęboko w oczy tym swoim spojrzeniem pełnym ufności… Patrzyłyśmy na siebie tak bardzo mocno i zdałam sobie sprawę jaka ona jest krucha, delikatna i bezbronna! Jak bardzo uzależniona ode mnie! Taki mój mały okruszek. Istotka, którą nosiłam pod sercem przez 9 miesięcy- leży teraz przy mojej piersi i spogląda na mnie…. Ogrom tego uczucia tak bardzo mnie ” przygniótł ” ! Nie potrafiłam opanować łez! Mój mały, własny, osobisty Cud! :)

???? skok rozwojowy 2 ?????

Jeszcze 3 tygodnie temu nie miałam pojęcia o istnieniu czegoś takiego jak skoki rozwojowe. Moje pierwsze uczucia były mieszane, bo tyle się naczytałam tych  poradników i nigdzie na ten temat ani słowa- jak to możliwe???? Nie wiem, ale poszperałam więcej na ten temat i teraz już wiem- że to ustrojstwo dotyczy także nas… :(

A dlaczego w ogóle zaczęłam szukać? Od kilku dni z moją Zofią dzieją się dziwne rzeczy…Coraz gorzej idzie nam wieczorne usypianie- płacz, płacz i jeszcze raz płacz. Nawet cycuś nie pomaga! Nic nie pomaga! Nocka w miarę normalnie, ale w ciągu dnia znowu same problemy! Zofia wcale nie śpi, bujaczek to wróg publiczny numer jeden (!) ( a już mięliśmy przynajmniej 2 kilkugodzinne drzemki!), nie ma apetytu jak zawsze i Cycuś nie jest magicznym lekarstwem na wszystko- jak płacze to i cycuś nie pomoże! Nic nie pomaga: noszenie, przytulanie, zabawianie,zagadywanie, opowiadanie, bujanie-nic! Ciągle tylko marudzenie, rozdrażnienie, płacz,ciągła potrzeba bliskości, czułości, przytulenia, a i to czasem nie pomaga. Moje dziecko zachowuje się jakby samo nie wiedziało czego chce. Wszystko źle! Byłam pełna obaw, że dzieje się coś złego- jakieś choróbsko, ból brzuszka ( i poczucie winy, że to z mojego powodu, że zjadłam coś nie tak), że tracę pokarm, ewentualnie, że to wina tego, że miewaliśmy ostatnio dość często gości i córcia mi się rozregulowała….Zdesperowana zaczęłam szukać w internecie i tak trafiłam na wyżej wymienione SKOKI ROZWOJOWE.

Zainteresowanych odsyłam do wujka Googla- nie będę bezsensownie powielać informacji. Ale wszystko się zgadza- Zofia skończyła dziś 8 tygodni (!!!), więc mamy do czynienia z drugim skokiem rozwojowym. Jeśli za parę dni wszystko wróci do normy, a Zośka zyska nowe umiejętności- na tym etapie oczekuję zainteresowania swoimi rączkami i nóżkami- to jest to strzał w dziesiątkę i na pewno dam Wam znać. Muszę tutaj dodać, że odkąd jestem świadoma tego wszystkiego, moje samopoczucie znacznie się poprawiło, bo wiem czego mogę teraz oczekiwać od mojego biednego skarbka, rozumiem, że źle się czuje i zdecydowanie łatwiej mi przejść przez jej humorki. Więc tulę, głaskam i całuję jeszcze mocniej. I razem czekamy na lepsze dni :)