Spokojnie i leniwie płyną nasze dni. Mąż do 6.01 na urlopie więc dużo czasu spędzamy razem, tak rodzinnie :) Sylwester spędziliśmy w dresach, jedząc pyszną kolację ( krewety- mniaam!), a potem oglądając tefałen na zmianę z polsatem. Na szczęście Zofia spała spokojnie, a dzięki szumowi- żadne petardy nie dały rady jej wybudzić :)

Zofia dalej zaskakuje nas każdego dnia- czasem mniej, czasem więcej…zaczyna się przewracać na boki,a zdarza się też, że obróci się z placów na brzuch i odwrotnie.  Pamiętacie jak pisałam o macie piankowej ( 1,6 cm grubości)???? Zdecydowanie polecam- naprawdę fajna rzecz. Nie dość, że dobrze izoluje to jak Zofia się kula to nie uderza się w głowę. W zębach cisza (!).

Alergia- całkiem możliwe, że nie mamy już żadnej alergii :)  Nie pisałam nic wcześniej, bo czekaliśmy na efekt końcowy odczulania. Przed świętami byliśmy na kontroli. Okazało się, że potrzebujemy powtórnego odczulenia na wełnę. A z mlekiem i białkiem jaja już jest po. Od Świąt NIE jestem więc na diecie :) Do tej pory nie mam odwagi napić się mleka, ale wszystkie jego przetwory są już za mną. Jajecznica też. I co???? I niiic :) Nic się nie dzieje, Zofia nie ma żadnych objawów. Od świąt raz musieliśmy smarować maścią- ale cały czas obserwuję i smaruję kilka razy dziennie euceryną (tym kremem robionym co mi pierwszy lekarz przepisał). Będę Was informować o ewentualnych problemach, ale wygląda na to, że metoda biorezonansu o której Wam kiedyś pisałam przynosi całkiem dobre efekty! Ale myślę, że potrzebuję jeszcze parę tygodni żeby to potwierdzić.  W związku z tym wzięłam się troszkę za rozszerzanie diety Zofii. Zamiast kaszek ryżowych na wodzie- robię kaszki na mleku modyfikowanym. Co II dzień podaję pół żółtka. Od kilku dni robię ekspozycję na gluten. Po stałych posiłkach zaczęłam podawać Zosi wodę- którą o dziwo chętnie pije- ale w butelce- bo nasz niekapek jeszcze za ciężki do jej łapek. Póki co wszystko nam idzie bez zastrzeżeń, a Zofii apetyt dopisuje jak nie wiem co! Oczywiście nadal karmimy się piersią – 5 razy na dobę. Skoro piszę o karmieniu to muszę napisać, że etap luźnych, głośnych kupek też już odszedł w zapomnienie. Teraz to trudno mi czasem uwierzyć, że moje maleństwo robi ” coś takiego” ;) . Odnośnie rozszerzania diety- próbowałam coś podpatrzeć u innych mam na różnych forach internetowych- i szybko z tego zrezygnowałam…..Czy wiecie, że są mamy, które 7 miesięczne maluchy karmią parówkami?????? I jeszcze się tym chwalą! Zgłupiałam normalnie!!! Brak słów. Pozostawię to bez dalszego komentarza.

Zastanawiałam się też czy nie powinnyśmy zrezygnować powoli z jednego karmienia i tej ostatniej drzemki półgodzinnej. Stwierdziłam, że Zofia sama „powie” kiedy będzie już gotowa i nie będę robić nic na siłę. Jeśli potrzebuje spać niech śpi. Wypracowałyśmy sobie już stały plan dnia, który zadowala nas obie :) wygląda to mniej więcej tak : 7- pobudka i karmienie + aktywność, 9-10.30 drzemka, 11-karmienie+ aktywność ( w tym czasie również spacer) 12.30 obiadek ( 1 danie, gęsta zupka)13-14.30 drzemka, 15- karmienie + aktywność, 16.30-17 drzemka. 17. 30 podwieczorek ( sinlac lub kaszka z owocami), 18. 30 kąpiel+ karmienie. Po 19 sen. 23 karmienie przez sen.   Co daje nam : 5 karmień piersią (7,11,15,19,23), dwa posiłki stałe (12.30 obiad i 17.30 podwieczorek), oraz 3 drzemki: dwie 1,5 godzinne i jedna 0,5 godzinna. Myślę, że jak na 7 miesięczne dziecko to jest ok?

Jak widzicie nie karmimy, ani nie budzimy się w nocy :)  ( yuppiiii- udało się!!!!!) Zofia przyzwyczaiła się już do drzemek w łóżeczku, więc wszystko ogarnięte :)  Oczywiście zdarzają się odstępstwa- na przykład dzisiaj- Zofia chciała wstać już o 5 ! I za nic w świecie nie dała się przekonać, że jeszcze pora spania :(  Trudno- miejmy nadzieje, że dziś będzie lepiej.

Chciałam napisać parę słów dla mam młodszych szkrabków, którym się wydaje, że świat stanął na głowie i nic nie jest tak jak powinno. U nas też nie było łatwo- same wiecie ( jeśli przeczytałyście ;P). Nie traćcie nadziei, uzbrojcie się w cierpliwość ( wiem, wiem, że łatwo się tak mówi- nie raz sama ją traciłam), ale na wszystko trzeba czasu. Trzeba wsłuchiwać się w dziecko. Próbować je zrozumieć. Posłuchać co próbuje nam powiedzieć. Nie przyspieszać nic na siłę. Będzie lepiej. Naprawdę!

dieta matki karmiącej

Zofia poszła już grzecznie spać. Ja zamiast kolacji zafundowałam sobie budyń czekoladowy z sokiem malinowym (mniaam!!). Rozmyślając potem na temat tego co zjadłam (miałam troszkę wyrzuty sumienia) natchnęło mnie żeby coś to do was napisać. Jak byłam na ostatnich nogach zaczęłam rozczytywać się na temat żywienia kobiet karmiących. Niby to proste i oczywiste, raczej mnie nic nie zaskoczyło- ale na wszelki wypadek podrukowałam sobie parę ciekawostek. Miałam już konkretny plan co do swojego żywienia, ale okazało się, że teorii na ten temat jest kilka. Przekonałam się o tym będąc już na oddziale położniczym podczas odwiedzin Pani z poradni laktacyjnej ( przyszła do nas 2 razy, potępiając mój smoczek dla Zosi leżący na stole, a jeszcze bardziej widok do połowy opróżnionej butelki). Ogólnie pomijając obsesję na temat karmienia piersią rozmawiało się z tą Panią dość ciekawie. To wtedy dowiedziałam się, że kobieta karmiąca piersią w zasadzie nie powinna stosować żadnej konkretnej diety i raczej nie powinna nic wykluczać ze swojego jadłospisu skoro w czasie trwania ciąży odżywiała się zdrowo i urozmaicała swoją dietę (naturalnie pomijamy w rozważaniach wszelkie używki). Skoro kobieta będąc w ciąży jadła pomidory czy truskawki to nie ma przeciwskazań, żeby podczas karmienia miała z nich rezygnować. To samo mówiła na temat innych rzeczy- brokuła ( będąc 5 dni w szpitalu, 2 razy miałam brokuła na obiad), fasolki itp. Oczywiście mówiła też, że dziecko należy bacznie obserwować. Biłam się z myślami…

Powiem szczerze, że ja wolę być bardziej ostrożna i stosuję lekką dietę której się trzymam do tej pory (a Zosia skończyła dziś już 7 tygodni) i jeszcze trochę tak pociągnę, zwłaszcza, że nie jest to jakieś problematyczne. Wolę unikać potraw smażonych, tłustych i ciężkich. Z przypraw stosuję tylko sól i zioła. Nie jestem też zwolennikiem spożywania cebuli, czosnku, brokuła, kalafiora, kapusty, fasoli i tego typu wzdymających warzyw. Unikam też słodyczy, cytrusów, orzechów i innych produktów alergennych. Oczywiście w zapomnienie poszły też fast-foody, tuczące przekąski. Myślę, że takie odżywianie wyjdzie mi tylko na zdrowie. Mnie i małej Zosi.

A jak było u Was? Czy stosowałyście jakąś konkretną dietę? Zauważyłam, że podejście do żywienia w dużej mierze zależy od wieku ;) Moja mama ma dość restrykcyjne podejście do żywienia- ale dzięki temu mam pyszny, dietetyczny obiadek raz na 2-3 dni (przywieziony do domku)- którego nie wolno jeść mojemu mężowi ( to posiłek dla karmiącej!). Mama jest kochana :) i do tego wspaniale gotuje. Ja to mam dobrze..nawet jeśli czasem marzy mi się schabowy z frytkami….to i tak zajadam się tym co dla mnie przygotuje. Dużo gotowanych warzywek, ziół  delikatne, chude mięsko w lekkim sosie- na tysiąc sposobów! Tylko mama tak potrafi :)

witaminki, witaminki- dla chłopczyka i dziewczynki

Jestem po pierwszych zajęciach w bezpłatnej szkole rodzenia w moim mieście. Nasza grupa liczy 6 par, wszystkie jesteśmy między 20-28 t.c. i mamy nawet bliźniaki w grupie :) Na pierwszych zajęciach było dużo formalności i pogadanka.Dowiedziałam się, co oferują szpitale w moim mieście ( a jest ich sporo) kobietom na porodówce, gdzie na jakie znieczulenia można liczyć i inne takie ciekawostki.Ogólnie było ok. Zajęcia prowadzi młoda położna ( coś koło 30), ale jedna rzecz nie daje mi spokoju. Ze wszystkich rzeczy które nam opowiadała największy niesmak mam po tym jak powiedziała, że jest przeciwna suplementacji w czasie ciąży. Jej zdaniem należy propagować zdrowy styl odżywiania. Przypomniało mi się jak pisałam o pewnym konowale w jednym z moich pierwszych wpisów, który uważał, że zupełnie nie jest potrzebne stosowanie kwasu foliowego przed i w czasie ciąży- bo jak powiedział:… myśli Pani, że 30, 50 lat temu ktoś zażywał kwas foliowy???A i wtedy dzieci się zdrowe rodziły…(!!!bez komentarza) Wątek zdrowego odżywiania poruszałam już wcześniej i zdania na ten temat nie zmieniłam. To tzw książkowe, zdrowe odżywianie jest niestety bardzo kosztowne, bo nie chodzi przecież o to, żeby cały dzień wcinać marchewki i jabłka ( a tak byłoby najtaniej). Ja oczywiście staram się bardzo zwracać uwagę na to co jem, zwiększyłam spożycie owoców i warzyw oraz nabiału, ale oczywiście pozwalam sobie też czasami na kulinarne grzeszki. Mimo tego uważam, że odpowiednia suplementacja jest czymś czego absolutnie nie jest za wiele. Zaszkodzić- nie zaszkodzi (stosowana prawidłowo)- a może tylko pomóc. Kwas foliowy (Folik) zaczęłam stosować pół roku przed zajściem w ciąży, preparaty witaminowe (coby wzmocnić organizm) stosowałam 3 miesiące przed zajściem w ciążę. Po zajściu w ciążę odstawiłam witaminy i zdałam się na mojego lekarza prowadzącego, który wznowił suplementację specjalnymi preparatami dla kobiet w ciąży po zakończeniu mdłości- czyli na koniec 1 trymestru. I tak stosuję je do tej pory i mam zamiar stosować do zakończenia karmienia piersią albo i dłużej.

Ale się rozpisałam…Chciałabym oczywiście zaznaczyć, że to indywidualna sprawa każdej kobiety. To przecież wasza sprawa i nie mam tutaj zamiaru nikogo oceniać czy potępiać- przedstawiam tylko swój punkt widzenia. Ale cel tego wątku jest zupełnie inny… Jak już wspomniałam-mój lekarz zapisał mi suplementy na początku 2 trymestru i powiem szczerze, że nieco zdziwiłam się w aptece przy okienku, kiedy Pani wymieniła kwotę 74 złotych (pytałam w kilku aptekach- cena zbliżona)…zdziwienie to mało powiedziane… Kupowałam te witaminki pierwsze 3 miesiące, ale podliczyłam koszty związane z wizytą u lekarza co 4 tygodnie,  robieniem wyników przed  każdą wizytą, kupowaniem leków ( na szczęście luteina, kwas foliowy i eutyrox są częściowo refundowane) i troszkę mina mi zrzedła- zwłaszcza, że miałam już w planach robienie wyprawki…Zaczęłam porównywać składy i ceny i udalo się :) Znalazłam coś podobnego i dużo, dużo tańszego. Postanowiłam koniecznie się z Wami tym podzielić, bo może któraś z Was będzie zainteresowana :) Dla porównania sporządziłam tabelę.

1 tabletka Vita-miner                                                       PRENATAL+DHA

% zalecanego spożycia

Femibion Natal  2 PLUS

% zalecanego spożycia

 opakowanie 30+30

30+30

 cena ok. 23 zł

ok.70 zł

Beta-karoten 3 mg (*)

3mg(*)

wit. D3 10µg

200

10µg

200

wit.E 10 mg

83

12 mg   +

100

tiamina 1,66 mg    +

151

1,5 mg

136

ryboflawina 2mg          +

143

1,6mg

114

wit .B6 2,2mg

157

2,2mg

157

wit. B12 1,2µg

48

2,7µg     +

108

wit.C 100mg

125

180mg   +

225

Niacyna 17,8mg

111

20mg     +

125

biotyna 150µg       +

300

100µg

200

kwas foliowy 400µg

200

600µg    +

300

kwas pantotenowy 10,3mg     +

172

10mg

167

magnez 50mg

13

70mg     +

19

cynk 15mg

150

15mg

150

żelazo 28mg

200

28mg

200

Mangan 1mg

50

1mg

50

Miedź 1mg

100

1mg

100

Jod 150µg

100

150µg

100

wapń 200mg      +

25

0

0

selen 20µg         +

36

0

0

kwas DHA 220mg      +

200mg

kwas EPA 44mg        +

0

0

(*)odp. 480µg ekwiwalentu retinolu, co stanowi 60% zalecanego spożycia wit.A

dieta ciążowa- czyli dietowy zawrót głowy

W jednej z mądrych książek na temat ciąży (pierwsza i jedyna jaką postanowiłam przeczytać- W oczekiwaniu na dziecko- H.Murkoff i in.) czytałam ostatnio na temat diety ciążowej. O zgrozo!!!! jak ja się zdołowałam!!!!! Według tej książki należy spożywać dziennie:

  • 3 dawki białka,
  • 3 dawki pokarmów z wit. C,
  • 4 dawki pokarmu zaw. wapń,
  • zielenina, żółte warzywa i owoce -3 lub więcej dawek,
  • inne owoce i warzywa-2 dawki lub więcej,
  • produkty pełnoziarniste i rośliny strączkowe: 6-11 dawek,
  • pokarmy bogate w żelazo: kilka dziennie,
  • pokarmy tłuste: 4 pełne lub 8 połówek dawek

Przecież jak ja bym tyle żarła to z moją tendencją do tycia przytyłabym ze 30 kg (a zalecany przyrost masy to 0,5 kg tygodniowo od 3 miesiąca-co daje ok 14 kg na całą ciążę- zależy to też od wagi przed ciążą), poza tym musiała bym stale siedzieć w lodówce, nie mówiąc już, że jak spojrzałam na spis sugerowanych produktów to wszystkie pieniądze musiałabym przeznaczyć na moje zdrowe odżywianie ! kogo na to stać? Zawsze uważałam, że zdrowe odżywianie jest dla ludzi bogatych!

Jak ja mam się aż tak zdrowo odżywiać, kiedy w ogóle nie mam apetytu, od kilku tygodni nie mogę patrzeć na mięso, mimo że przed ciążą ze słodyczy najchętniej jadłabym schabowe. Nie mam ochoty na żadne sałatki, a mleka pić nie mogę bo od wielu lat mam po mleku niestrawność. Staram się jeść w MIARĘ zdrowo i wtedy kiedy robię się głodna, jak mam się zmuszać do posiłku kiedy nie czuję głodu i jest mi niedobrze????Poza tym odkąd zaszłam w ciążę w ogóle nie mam głowy do gotowania, jak już jakimś cudem się zabiorę, to najczęściej nic mi nie wychodzi i mi nie smakuje! A muszę to dodać, że ja uwielbiałam stać przy garach i kombinować w kuchni! I uważam, że byłam naprawdę dobrą, pomysłową kucharką. No właśnie- byłam :(

Teraz mam poczucie, że jestem niedobra dla mojego dziecka i, że je głodzę i w ogóle, że nie dostaje ode mnie tak wiele dobrego, jak powinno. To może ja nie nadaję się na matkę. I dupa- bo znowu mam doła.

Co jak co, jedno muszę przyznać, odkąd przeczytałam zalecenia na temat diety ciążowej, mimo iż mam świadomość, że nie jestem w stanie sprostać jej do końca- to zwracam uwagę na każdy kęs który wkładam do ust, rozważając co w danej chwili oferuję mojemu dzidziusiowi. Będę czytać to za każdym razem kiedy będę chciała troszkę kulinarnie pogrzeszyć. I może o to w tym wszystkim chodzi????