nadszedł czas…. to 40 tydzień

Dokładniej 39 +4… Termin porodu mam za 3 dni.Byłam dziś na ostatniej wizycie u mojego lekarza. Nie ukrywam szłam z lękiem…Nie wiedziałam co powie. Ostatni raz badał Zosieńkę i mnie. Na szczęście wszystko jest w porządku. Zosia ma ok 3500- porządna, zdrowa dziewczynka :) Oczywiście waga jest tylko szacunkowa na podstawie USG. Mamusia ma na plusie 15 kg, ale tragedii nie ma, wizualnie rzeczywiście większość poszło w brzuszek i piersi. Mam też rozwarcie ok 2 cm, ale skurczów brak ( KTG nic nie wykazało). Mój lekarz określił mój stan jednym krótkim zdaniem:

i co??? Czas już rodzić!

I wypisał mi skierowanie do szpitala na oddział porodowy. Na sobotę- godzina 8.00. Domyślam się, że ma w ten dzień dyżur i chce mnie objąć opieką ( z tego co wiem właśnie tak robi ze swoimi pacjentkami). Podejrzewam, że jeśli nic się nie wydarzy do tej pory to będę miała poród wywoływany oksytocyną….Czuję ogromny strach, który miesza się z  podnieceniem. Mój mózg pracuje na najwyższych obrotach. Czy wszystko już gotowe??? Wstawiam ostatnie pranie, żeby mąż miał czyste skarpetki i koszule ;) Mieszkanie już wysprzątałam dzisiaj. Kołyska zaścielona, gondola zaścielona…Jeszcze raz poukładam w torbie do szpitala….Jestem tak nakręcona, że nie wiem czy dzisiaj zasnę! Chociaż zdrowy rozsądek podpowiada mi, że powinnam przespać te najbliższe 2 dni, bo takie chwile już nigdy nie wrócą. Strasznie się denerwuję!

To mój ostatni wpis w stanie błogosławionym… Dziewczyny trzymajcie kciuki. Jak tylko będę miała chwilę dam znać co się działo. Bo oczywiście zakładam, że wrócimy na początku następnego tygodnia do domu. Razem. Ja i Zosia. Zosia i Ja. I oczywiście Tatuś :) Całuję i życzę wytrwałości tym które dopiero zaczynają swoją podróż….

39 tydzień- nie ma lekko!

Dzięki Bogu w przyrodzie istnieje równowaga i nastało parę chłodniejszych dni!!!! To był dla mnie koszmar! Prawda jest taka, że praktycznie całą ciążę nie miałam większych powodów do narzekań- ale przez tę parę ostatnich, upalnych dni szybko nadrobiła bym zaległości :) Jeśli są wśród Was takie które dopiero planują ciążę to zalecam na ostatnie miesiące ciąży inne niż letnie!!! I w czasie tych dni ponownie uświadomiłam sobie jak dobrze, że wyprowadzamy się na wieś- mieszkanie w bloku podczas takich upałów jest nie do zniesienia! Już sama nie wiedziałam czy otwierać okna i próbować robić przeciągi, czy szczelnie zamykać i siedzieć w duchocie. Nie mogłam spać, moje ciało ciągle pokrywała cienka warstwa potu, mogłabym non stop siedzieć pod prysznicem. Pomijam to, że ja całą ciążę czuję się jak piec kaflowy to dodatkowe stopnie Celsjusza powodowały, że miałam obawy, że nastąpi u mnie denaturacja białek :)  Nie miałam siły robić NIC w domu , ani z niego wyjść. Leżałam w majtkach i w staniku (a i tak wydawało mi się to za wiele) w zacienionej sypialni pod malutkim wentylatorem. I tak mijały mi upalne dni. Nie polecam! A zapomniałam napisać, że miałam tak spuchnięte i zgrabiałe dłonie, że miałam problem z utrzymaniem szklanki w rękach. A moje stopy wyglądały jak u słonia! Aż mnie cała skóra bolała i ogólnie stopy rwały i nie pomagało ani  moczenie w zimnej wodzie, ani trzymanie wysoko…

Jejku ale się rozpisałam w tym moim narzekaniu! Ale zawsze mi troszkę lepiej jak sobie pomarudzę :) Teraz znów wróciłam do formy, wszystkie dolegliwości minęły jak ręką odjął ! Pogoda orzeźwiająca :) Wczoraj nadrobiłam zaległości w sprzątaniu i dziś nabrałam ochoty aby zajrzeć tutaj :) Ogólnie czuję się bardzo dobrze i nic nie zapowiada, że Zosia ma ochotę opuścić łono mamy :) Coś tam czasem pobolewa, brzusio bardzo często twardnieje ale nic nadzwyczajnego. Wygląda na to, że dotrzymam do środy- czyli do ostatniej wizyty u lekarza. Już nie mogę się doczekać co nowego u mojej Kruszynki! To nic czekamy dalej :) Oj! Zośka nie wierć się już tak!!!!

38 tydzień

Kolejna wizyta za nami :) Zofia dużo urosła- ma ok 3200 kg i jest to waga odpowiednia do tygodnia ciąży. Na Ktg tak się kręciła, że hej! Na usg znów mogłam podziwiać jej kształty :) Pozycje ma taką samą jak ostatnio-leży główkowo :) Wiem teraz na pewno którą część ciała gdzie wystawia. Najczęściej oglądam kolanko, ale często również pupę , a po drugiej stronie stópki. Wyniki bardzo dobre, znowu zbliżone do tych z 17 t.c. z tą różnicą, że wyszły mi ketony w moczu- ale podobno nie ma się czym martwić jak nie mam problemów z cukrem. Ich obecność może być spowodowana zbyt małą ilością spożywanych płynów, a także zbyt rzadkie spożywanie posiłków- co powoduje pobieranie przez organizm tłuszczu do uzyskania energii (zamiast węglowodanów). Wymaz na paciorkowce wyszedł ujemny, ilość wód płodowych w normie, przepływy odpowiednie. Jednym słowem nie ma się do czego przyczepić! Dostałam zalecenie odstawienia Luteiny (hura! w końcu!). Szyjka skrócona, ale bez rozwarcia- mój doktorek powiedział, że w najbliższym czasie nic się nie szykuje. Szkodaaaaaaaaa…. następna wizyta na 18.06. i to będzie już ostatnia- na pewno :) To oczekiwanie robi się nie do zniesienia.

Z moich dolegliwości to standardowo częsta bezsenność, zaparcia i zgaga (najczęściej jak się położę do łóżka, ale rennie daje radę!) oraz bóle stawowe ( najbardziej palców rąk oraz bioder), zwiększająca się ilość rozstępów na brzuchu (no trudno-już się z tym pogodziłam), ogólna ociężałość i trudności w oddychaniu (szybko łapię zadyszkę i sapię jak stara lokomotywa). Często mam też odczucie zatkanego nosa ( a w nosie sucho), ale może to na tle alergicznym. Należy naturalnie dodać częste wizyty w toalecie – przeciętnie co 2 godziny w dzień i w nocy. Zwiększa się też ilość wydzieliny pochwowej, czasem wodnista, czasem biaława. Nie mam żadnej siary w piersiach, próbuję coś wycisnąć, ale nic nie leci. Często twardnieje mi brzuch, ale jest to bezbolesne i podejrzewam, że są to skurcze Braxtona-Hicksa. Ot takie standardowe objawy, wszystko przebiega wręcz książkowo.  Najgorsze, że zbliża się kolejna fala upałów i znowu będę w fatalnym stanie…bezsenne noce, napuchnięta do granic możliwości znowu będę się bała z domu wychodzić… Zośka wychodź już !!!!!!! Idę poskakać na piłce, albo co….

przywileje ciążowe – czy coś takiego istnieje???

Brawo Onet! Dziś na tapecie ciekawy (dla mnie) wpis:
http://z-perspektywy-matki.blog.pl/2014/04/18/kasa-dla-uprzywilejowanych-2/
.  Po przeczytaniu go poczułam, że i ja muszę dołożyć swoje trzy grosze w tym temacie. Pomyślałam, że jak trafi on do jak najszerszej grupy odbiorców, to może razem uda nam się coś z tym zrobić. Kto wie, może i Onet pomoże? Jakaś kampania uświadamiająca społeczeństwo ? Bo nie ma co ukrywać- to jest problem. I od paru miesięcy jestem jego częścią. Jestem w 9 miesiącu ciąży. Ponieważ znoszę ciążę całkiem przyzwoicie- prowadzę normalne życie i praktycznie codziennie wychodzę z domu, załatwiam sprawy domowe, robię zakupy. I niezależnie od tego gdzie jestem- supermarket, poczta, urząd (wymieniałam wszystkie dokumenty) czy inne miejsce gdzie trzeba stać w kolejce- nie spotkały mnie żadne przywileje. Wyjątkiem są tu środki komunikacji miejskiej- w tramwaju zawsze znajdzie się ktoś kto z uśmiechem ustąpi miejsca i są to zazwyczaj młodzi ludzie- na oko studenci- najczęściej jednak studentki.

Jeśli zaś chodzi o kasy pierwszeństwa w supermarketach to jest to jakaś abstrakcja. Rzadko kiedy widuje przy nich kobiety ciężarne lub z dzieciakami. Najczęściej są to ludzi starsi (na moje oko koło 50), często małżeństwa. I rzeczywiście podchodząc do takiej kasy często obserwuję zjawisko oglądania ciekawych sufitów czy mocno ożywionej, porywającej dyskusji. Kasjerka nigdy nic nie widzi. A zwróć komuś uwagę- to jakby sami głuchoniemi mnie otaczali- sama czuję się wtedy jak debil, bo chyba mówię do siebie. Ale najlepsze są takie  Panie, które już zupełnie zapomniały jak to jest- kiedy na dworze upał, człowiek ledwo chodzi, sapie jak lokomotywa-im się wydaje, że z racji wieku wszystko im się należy- owszem- jak najbardziej- ale „pierwsze pierwszeństwo” ma kobieta w ciąży- ale niestety wszyscy o tym zapominają. Ta sama starsza Pani jak wsiądzie do tramwaju i nikt jej nie ustąpi to potrafi głośno upominać się o swoje i oczekuje, że wszyscy będą jej prawa respektować.

Czy to naprawdę taki problem?  Przecież i tak jesteśmy w mniejszości. Ludzie podchodząc do takiej kasy powinni mieć świadomość, że w każdej chwili może podejść osoba z pierwszeństwem i należy jej wtedy ustąpić. To wina kierownictwa sklepu, powinni wyszkolić kasjerki żeby potrafiły reagować w takich sytuacjach. „Normalni” ludzie mają do dyspozycji 10 innych kas i coraz częściej kasy samoobsługowe.

Pamiętam jak byłam małą dziewczynką- kobiety ciężarne cieszyły się szacunkiem z racji tego, że dawały początek nowemu życiu. Ale takie podejście odeszło razem ze swoją epoką. A szkoda. Społeczeństwo narzeka, że rodzi się mało dzieci, że nie będzie miał kto na emerytury pracować- ale może zamiast narzekać zacznijmy od najprostszych rzeczy. To naprawdę tak niewiele. A dla takiej ciężarówy na ostatnich nogach- jak ja- odrobina uprzejmości może zmienić nastrój na resztę dnia :)

moja pierwsza sesja zdjęciowa

Już od początku ciąży zastanawiałam się czy robienie czegoś takiego ma sens….naoglądałam się trochę ślicznych zdjęć w necie i stwierdziłam, że chyba jednak to zrobię :)  Co prawda większość ciężarnych „modelek” wygląda naprawdę świetnie, mają śliczne zgrabne ciałka- i takie zdjęcia ogląda się wtedy naprawdę fajnie. Ja może nie wyglądam tak korzystnie- ale to w końcu ja! Nigdy nie byłam specjalnie szczupła- zawsze miałam parę kilo nadwagi, a na tym etapie ciąży (kończę dziś 35 tc) mam następne 12 kg do przodu- ale w końcu jestem w ciąży i mam prawo trochę przytyć. Ale tak naprawdę to czuję się ze sobą bardzo, bardzo kobieco! Duże okrągłe piersi, bioderka na swoim miejscu i śliczna piłeczka z przodu :) I taką chcę siebie zapamiętać z tego okresu życia. To ma być pamiątka dla mnie, dla nas i dla Zosi :) Oczywiście, żeby nie było- od 3 dni chodziłam zestresowana jak nie wiem co! Wymyśliłam 5 stylizacji- przymierzałam się kilka razy, narobiłam sobie sporo zdjęć i byłam bardzo niezadowolona z efektu! Targały mną różne odczucia i myślałam nawet o tym, żeby sesję odwołać. Patrzyłam na siebie bardzo krytycznym okiem i zastanawiałam się: po co mi to??????? Dobrze jednak, że tego nie zrobiłam…tłumaczyłam sobie, że w końcu tylko raz w życiu będę miała okazję ( nie planujemy więcej dzieci). A poza tym miałam tyle przygotowań za sobą! Tyle pomysłów i rekwizytów!

Ten dzień miał miejsce dzisiaj. Od rana pilingi, maseczki. Paznokcie zrobione wczoraj (naturalne) podobnie jak farba ( oj! siwych to ja już sporo mam). Makijaż- delikatny, świeży i taki jak noszę na co dzień- ale troszkę bardziej zdecydowany. Ogólnie postawiłam na naturalny wygląd- bo nie sposób zrobić z siebie jakiegoś wampa- którego nikt potem nie rozpozna. Chciałam jak najbardziej przypominać siebie- taką codzienną Alex :) Byłam tak zestresowana, że nie miałam nawet apetytu na śniadanie, ale zupełnie niepotrzebnie! Już po rozmowie z fotografem- a w zasadzie z fotografką ;) (jest to moja stara znajoma) i paru klatkach zupełnie się wyluzowałam :) Potem już było tylko lepiej! Śmiechu było co niemiara! Nakombinowałyśmy się z ubiorem, różne rekwizyty poszły w ruch :) Było naprawdę przemiło! Męża odesłałyśmy do domu, ale przyjechał godzinkę przed końcem i porobiłyśmy parę zdjęć „rodzinnych” ( muszę pochwalić mojego ukochanego-spisał się na medal, super współpracował i nawet nie próbował kręcić nosem :) ). Czas tak szybko nam zleciał (ponad 3 godziny!), a ja czułam, że mogłabym jeszcze sporo tam wykombinować ( chyba minęłam się z powołaniem ;) ). Teraz pozostaje nam tylko czekać na efekty naszej pracy. Świadomie piszę pracy- bo to naprawdę ciężki kawał chleba- zarówno dla modelki jak i fotografa! To ustawianie, przestawianie lamp i czasem dziwne pozycje fotografa- nie wspominając już o moich! Ogólnie jestem bardzo szczęśliwa, że się zdecydowałam :) Nie chciałabym żadnej z Was namawiać- ale jeśli chociaż trochę lubicie siebie- spróbujcie! Pamiątka na całe życie! Dajcie znać jakie macie zdanie na ten temat- jesteście za czy przeciw? Trzymajcie się mocno!