dziecko jedno- wątpliwości miliony!

Zofia leży w swoim bujaczku na popołudniowej drzemce. No właśnie…wątpliwość nr 1- czy leżenie w elektrycznym bujaku przez ok 4 godziny dziennie jest ok? czy bujanie (poziom najniższy, ale i tak dość mocny) nie zaszkodzi dziecku? Nasz problem polega na tym, że Zośka śpi w swojej kołysce tylko na nocnym spaniu. W ciągu dnia zanim nie mieliśmy bujaka drzemała tylko przy cycku, a teraz nadal uwielbia drzemki przy cycusiu (i korzysta z nich bardzo często), ale dodatkowo mamy w ciągu dnia 2 ok 2 godzinne drzemki w bujaczku. Nie ma szans żeby spała w swojej kołysce lub w łóżeczku. Od razu otwiera oczy i jest bardzo niezadowolona. Próbowałam ją włożyć 2x w nosidło i raz w chustę, którą zakupiłam jak byłam w ciąży (pierwsza to pierścieniowa-mam jeszcze tkaną, ale nie próbowałyśmy)- ale za każdym razem kończyło się wielkim krzykiem! :( Niech wypowie się ktoś mądry w sprawie bujaczka- bo ja zgłupiałam! Ale przecież dziecko musi spać, a ja nie będę jej cały dzień na piersi trzymać…..

No właśnie a propos cycusiowania…. Dużo się naczytałam  odnośnie wprowadzenia „harmonogramu” dnia dziecka, aby wiedziało co po czym następuje i czuło się bezpiecznie. Powiedzmy, że spanie nam wychodzi jako tako ( kąpiel koło 20, zasypianie kolo 21, pierwsze karmienie koło 2, drugie karmienie koło 5 – pobudka- biorę Zosię do łóżka, przytula się do cycusia i drzemiemy do 9-10. W ciągu dnia parę króciutkich drzemek przy piersi i 2 dłuższe dwugodzinne koło 12 i koło 16). Pieluchy zmieniamy co 3 godziny (póki co używamy Pampersów)- no chyba, że nawali to wiadomo, że od razu. Chciałabym rzadziej, ale jak  pielucha twarda i pełna to chyba trzeba zmienić nie? Ale z karmieniami to już u nas kosmos….W nocy jak pisałam regularnie- ale w ciągu dnia? Pisałam Wam nie raz, że Zofia mogłaby od piersi nie odchodzić…Nie mamy żadnej regularności…średnio wychodzi jedzonko co 0,5 godziny co godzina to max…wiem..masakra….ale jak jej nie dam to płacze i co ja mam zrobić????? U nas cycuś jest dobry na wszystko- na bóle, na złe humory, na nudę….Każdego ranka zapieram się- dziś będzie inaczej- a po mega donośnym płaczu ( a płacze i łka i zalewa się łzami moja Córcia coraz mocniej i G ŁO Ś N I E J). Jak mam z tego wybrnąć ? Zofia ma już 7,5 tygodnia- czy mam już prawo oczekiwać stałego rozkładu dnia w systemie najlepiej trzygodzinnym: sen-karmienie-aktywność???? Czy dobrze rozumuję pojęcie karmienie na żądanie??? Pomocy! Niech znowu wypowie się ktoś mądry- albo mądrzejszy ode mnie!

A jeśli chodzi o aktywność- czy wasze pociechy też tak bardzo nie znoszą leżenia na brzuchu? No u nas ryk od razu! Próbuję owszem, ale zawsze kończy się tak samo :( Jednak pomimo braku ćwiczeń Zośka ma już bardzo silną główkę, którą potrafi już długo sama trzymać- całe szczęście bo ten latający, chwiejny łepek doprowadzał mnie czasem do zawału!

Oj trudne to wszystko! I nic nie chce być tak jak w tych wszystkich mądrych książkach, których tyle przeczytałam :( Teoria swoje, a rzeczywistość…..

22 tydzień

Jestem po kolejnej wizycie u mojego lekarza :) Zosia ma już 450 g i nie mieści się na monitorze USG i oglądamy ją w kawałkach ;) urosła moja dziecina! Co prawda efekt takiego stanu rzeczy nie jest tak ekscytujący jak widok całego maluszka- ale trudno trzeba się tym zadowolić :) Przynajmniej posłuchałam bicia jej serduszka.Wyniki w normie, prócz tego, że przez ostatnie 5 tygodni przybrałam na wadze ponad 2,5 kg to nic mnie nie boli. Nie mam póki co żadnych nowych dolegliwości, do starych zdążyłam się tak przyzwyczaić, że już mi nie przeszkadzają :) Poczułam już pierwsze ruchy Zojki, nie potrafię określić którego dnia to było, ale jakieś 1,5 tygodnia temu. Mała miała takie 2-3 dni ze regularnie co 3-4 godziny tak harcowała, że aż miło- a teraz znów zrobiła się spokojna i nie czuję nic nadzwyczajnego…

Aktualnie prócz tego, że zajmuję się domem czytam poradniki o opiece nad noworodkiem- uspokaja mnie to, że chociaż w teorii będę wiedziała co robić. Po kolejnych zajęciach w szkole rodzenia, których tematem było przygotowanie do porodu i sam poród, kupiłam sobie piłkę do ćwiczeń i staram się codziennie przy you tubie (tam można znaleźć naprawdę wszystko) powyginać. Zgodnie z  zaleceniami próbuję też codziennie ćwiczyć mięśnie Kegla ( jakby któraś nie mogła ich zidentyfikować- to te które zatrzymują strumień moczu- spróbujcie podczas sikania, a łatwo je odkryjecie- tylko nie wykonujcie ćwiczeń podczas sikania!!!) oraz ćwiczyć oddychanie „do brzucha” czyli przeponowo, bez którego nie ma porodu ;) Dużo tego wszystkiego! Ciężkie życie ciężarnych ;)

Nie wiem czy Wy się nad tym zastanawiałyście, ale mnie bardzo się podoba jak mamy noszą swoje dzieci w chustach. U nas w Polsce nie jest to aż tak popularne, ale noszenie swoich dzieci „przy sobie” jest praktykowane z dawien dawna na całej kuli ziemskiej. Poczytałam trochę na ten temat- na początku strasznie zakręciło mi się w głowie od tych różnych rodzajów (kółkowe, elastyczne, tkane) i rozmiarów, a przede wszystkim od tych pięknych barw, wzorów i kolorów! !! Coś pięknego!!! No tak, ale żeby nie było zbyt kolorowo- ceny też są piękne..od 150 do ponad 400 – zależnie od rodzaju tkaniny i domieszki (len, konopie, jedwab, bambus lub wełna), od splotu (np skośnokrzyżowy, diamentowy), lub faktury na chuście ( a te naprawdę przyprawiają niekiedy o zawrót głowy!). Niektóre firmy uszyją chustę specjalnie pod zamówienie klienta. Oczywiście są chusty tańsze- od polskich producentów, ale nie cieszą się one takim poważaniem wśród kangurzych mam z powodu podobno gorszej jakości. Muszę się do czegoś przyznać……dałam się zwariować !!!! znalazłam na allegro niezłą ofertę- praktycznie można przyjąć, że kupiłam 2 chusty w cenie 1 (jedną kółkową- to taka bez zawiązywania na początek- a drugą zwykłą, tkaną, bawełnianą) od firmy Natibaby.  Spośród wielu producentów zdecydowałam się właśnie na tego- jakość pierwszorzędna. Póki co nie polecam- powiem jak obejrzę i wypróbuję…czyli za jakieś 5 miesięcy…Boże! ja naprawdę zwariowałam!!!!!