2 lata za nami

2 lata i prawie 2 miesiące dokładniej :) zleciało…. lato już prawie minęło- bo nie wiem jak u Was, ale z nastaniem dnia 1 sierpnia- w powietrzu czuć już jesień…ja czuję…to inne powietrze….chłodne wieczory…wilgoć….czas leci nieubłaganie. Patrząc w lustro mam wrażenie, że czas stoi w miejscu ( ha! mam wrażenie, że czas zatrzymał się dla mnie jakieś 10 lat temu- oczywiście to tylko moje wrażenie ;) ), ale gdy patrzę na moją córkę- widzę, że czas nie próżnuje….

2 urodziny Zofii pozostały tylko wspomnieniem z kilkoma zdjęciami do albumu. A była to impreza jakich mało :) Motywem przewodnim była Świnka Peppa- od kilku miesięcy codziennie oglądamy parę odcinków, chociaż od paru dni została wyparta przez piosenkę Boysów- Jesteś szalona ;) – nie pytajcie mnie jak to się stało….z mojej własnej głupoty pozwoliłam się zauroczyć rodzonej córce rodzimą muzyką Disco polo :) tak od słowa do słowa, ale ty jesteś szalona, tralalala i już było po sprawie ;)

Ale wracając do imprezy- wieczór przed urodzinami, w towarzystwie 2 butelek wina i męża- cały dom przeobrażony został w krainę Peppolandii- z toną balonów, zawieszek, serpentyn i czego tylko można chcieć. Ale widząc radość córki o świcie- wiem, że było warto :) Gości może było niewielu, ale zabawa była przednia- łącznie z tańcami i śpiewami. Zofia była zachwycona tortem i musiała dmuchać świeczkę 2 razy- tak jej się podobało :)

Parę dni po urodzinkach byłam na bilansie dwulatka…..tzn. próbowałam być…….miałam wielkie plany zrobić z tego osobny wpis…wiecie……ale…..to co odwaliło moje dziecko to przechodzi najśmielsze oczekiwania. Była psychicznie nastawiona, że pójdziemy do Pani doktor, wiedziała co będziemy robić ( często odgrywałyśmy tą scenkę  z zabawkowymi przedmiotami do diagnostyki lekarskiej ;), puszczałam jej odcinki z Peppą u lekarza- serio myślałam, że pójdzie nam gładko. W samochodzie było ok…w poczekalni było ok…ale jak weszliśmy do gabinetu…….rzuciła się na ziemię i tak się darła i wiła, że nie można było NIC z nią zrobić. Ani rozebrać, ani zważyć, ani zmierzyć, ani nawet wziąć na ręce. Nic, darła się jakby ją ktoś ze skóry obdzierał- aż do porzygania. Ja myślałam że spalę się ze wstydu…..Czegoś takiego nie widziałam, nie słyszałam i powiedziałabym, że to nie moja córka! W książeczce mamy więc wpisane takie farmazony, że głowa mała :( a ja tak czekałam na to badanie, miałam tyle pytań….i dupa z tego wyszła…..I ja zupełnie nie wiem co się stało- Zośka nigdy nie miała żadnych negatywnych doświadczeń  z lekarzami, nie choruje…..zupełnie nie pojmuję. Od tamtej pory jak widzi jakąś bajkę w której mowa jest o lekarzu- natychmiast się spina i przybiega do mnie żeby ją wyłączyć :( no łapy i cycki opadają :(

Ale żeby nie było tak pesymistycznie to opowiem Wam, że  prawie 2 tyg. po urodzinkach wybraliśmy się na pierwsze nasze tygodniowe wakacje nad polskim morzem :) Pojechaliśmy do Chłopów i mieszkaliśmy w „luksusowej” przyczepie kempingowej ( byliśmy już kiedyś z mężem 2 razy w tym miejscu)- wszystko trochę daje starością i wilgocią- ale wszystko jest: 2 sypialnie, salon, kuchenka, lodówka, jadalnia, toaleta, prysznic, tv- no wszystko :) i to w dodatku 10 metrów od plaży :) za całkiem rozsądne pieniądze! Tylko 1 dzień padało, 2 dni było mega upalnie z idealną pogodą na plażę- a w pozostałe dni troszkę wiało. Zośka bawiła się super :) Na plaży wariactwo, ciężko było ją przez pierwsze 2 dni utrzymać- tak pchała się do wody, później na szczęście się oswoiła. Było z nami dużo innych dzieci, przed przyczepami plac zabaw gdzie cały dzień coś się działo. Nie było żadnych problemów, wszystko tak jak w domu- a dla nas frajda, że ruszyłyśmy się trochę z miejsca :) Ładnie spała, z jedzeniem też ok- czego chcieć więcej????Droga też w tę i z powrotem ( koło 5 godzin) jakoś przetrwaliśmy. Nie było tak strasznie jak to mówią :) A najważniejsze, że podczas tego wyjazdu odstawiłam Zosię od piersi- a w zasadzie sama się odstawiła- już 1 dnia :) Pomimo, że spałyśmy razem w 1 łóżku ( z konieczności- bo ja za tym nie przepadam)- od razu po przebudzeniu biegła zobaczyć co się dzieje na dworze i zapomniała o naszym porannym karmieniu :)

Z jednej strony trochę mi smutno- bo nasza mleczna podróż właśnie dobiegła końca….Ale – nadchodzi nowe!!!! To nieuniknione :)

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.