20 miesiąc życia dziecka

No i wykrakałam…..początek tego miesiąca był ciężki :( wszystkie trójki idą…. znów brak apetytu, humoru, ciężki sen….do tego przypałętała się gorączka i sama już nie wiem, czy to były tylko zęby- czy grypsko jakieś się przypałętało…..Gorączka była wysoka (jak na Zośkę)- ponad 39 stopni i bardzo szybko nachodziła. Ibuprofen forte jaki zazwyczaj działa u nas od 6 do 8 godzin działał ledwo 4. Pierwszy raz zastosowałam metodę naprzemiennego stosowania ibuprofenu i paracetamolu ( co 4 godz), a i tak cholernie się bałam, że zrobię jej krzywdę przedawkowaniem. W nocy fatalnie, bałam się spać, że przegapię jak znów najdzie jej gorączka, albo, że nie usłyszę jak mnie woła ( bo po kolejnej nocy z rzędu byłam już nie przytomna). Byłam w ciągłym lęku….W ciągu dnia leżała mi na rękach, troszkę przysypiała, tylko krótkie chwile jak zeszła jej gorączka- była w stanie zając się zabawą. Popłakiwała, stękała, marudziła….. Męża przegoniłam z sypialni i spałam z nią w naszym łóżku, żeby kontrolować sytuację. Byłam u lekarza, ale z powodu braku innych objawów niż cieknący, bezbarwny katar- nie zapisała nam nic specjalnego. Po kilku dniach zrobiło się trochę lepiej, a potem znowu 2 dni koszmaru….Cholernie się bałam!!!!!! Na szczęście te ciężkie chwile pozostały tylko koszmarnym wspomnieniem, wszystko wróciło do normy. Powrócił spokój, apetyt ( oj apetyt chyba jeszcze większy!) i spokojne noce… Boże, w takich chwilach zastanawiam się jak funkcjonują rodzice którzy maja chore dzieci ” na stałe”….Nie jestem w stanie tego pojąc, skąd czerpią siły? I najgorsza jest ta BEZSILNOŚĆ……składam im wszystkim hołd….chylę czoła….podziwiam….

W naszym rozkładzie bez żadnych zmian. Z tygodnia na tydzień Zośka gada więcej i próbuje powtarzać coraz to nowe wyrazy. Chętnie się uczy, potrafi np. wymienić  z imienia wszystkich najbliższych członków rodziny ( tych z którymi się najczęściej widzi), oczywiście są litery, których nie potrafi jeszcze wymówić, ale idzie jej na prawdę świetnie!

Weszła w kolejny etap :) Opiekuje się lalkami :) wozi je wózkiem, karmi, kładzie spać, lula, otula …..uroczy widok!

Z klubu malucha oczywiście nic nie wyszło :( W końcu się zlitowali i przyznali, że nie ma miejsc i prawdopodobnie do września nic się nie zmieni…..Trochę się tym podłamałam, ale zaczęłam szukać. I znalazłam całkiem niedaleko ( autobusem 10 min) przedszkole ( sportowe niby) i przyjmują dzieciaki od 2 r.ż.- miejsca też są! Więc obgadaliśmy z mężem, pojechaliśmy zobaczyć i podpisaliśmy umowę ( gwarancją miejsca jest wpisowe 100 zł), a opłata to 250 zł miesięcznie plus 8 zł za posiłki- chyba nie jest tak źle????? Oczywiście byłoby zbyt pięknie- jest parę warunków- Zofia musi skończyć 2 latka ( spoko i tak wcześniej niż w czerwcu nie zamierzałam jej oddać, ale od kwietnia mogę ją zawozić tak na pół godziny, godzinę ze 2x w tyg żeby się oswoiła) , drugi warunek, musi jeść samodzielnie ( owszem je, ale z łyżeczką mamy problem- oczywiście z mojej winy- przyznaję się! cały czas obraca łyżkę wkładając ją do buzi) ostatni warunek- dla mnie najgorszy i najtrudniejszy do zrealizowania: o-d-p-i-e-l-u-c-h-o-w-a-n-i-e. Nie chcę tego robić pod presją, bo i ja będę miała stres i ona….W teorii niby dużo wiem, ale w praktyce……Nie wiem jak się za to zabrać!!????Wie do czego służy nocnik, toaleta ( kupiliśmy tez ostatnio nakładkę), puszczam ją bez pieluchy, próbuję wysadzać, ale jeszcze nic nie „złapałam”. I tak przychodzi moment, że ubieram jej pieluchę bo idziemy na dwór, albo gdzieś jedziemy i wtedy robi swoje. Dziewczyny czy można to przejść w miarę bezboleśnie???? Bez stresu i nerwów?????Proszę Was o podpowiedzi!!!!

Z tym przedszkolem, pomimo tego, że i tak nie mam zamiaru puszczać jej przez parę miesięcy na pełen wymiar godzin, a powiedzmy na 4 max ( bo po co, nie mamy takiej potrzeby)- to jak pewnie każda matka mam tyle obaw…z tego co widziałam -będzie najmłodsza….czy sobie poradzi, czy dzieciaki nie będą jej dawać popalić???Czy nie jestem wyrodną matką??????To będzie bardzo trudne…nie będę udawać, że „ona przecież beze mnie nie wytrzyma!”- prawda jest taka, że to ja bez niej nie dam rady :( moja mała córeczka…:(

Więc po co to robię????? Bo już dłużej tak nie mogę….Coraz częściej myślę, że już czas wracać do pracy. Oczywiście do poprzedniej nie mogę wrócić, więc przyjdzie mi szukać czegoś nowego- a to oczywiście trochę potrwa- jeśli w ogóle się uda!?! Zabiorę się za to jesienią- mam nadzieję, że Zosia już wtedy będzie dobrze prosperować w przedszkolu. Męczę się już w domu, brakuje mi „życia”, brakuje mi innych ludzi, brakuje mi innych spraw niż pieluchy i obiady, brakuje mi potrzeby, żeby ładnie się ubrać, umalować. Czuję się bezwartościowa, wycofana z życia, nieprzydatna. Mam obawy, że już do niczego się nie nadaję :( Że nie poradzę sobie w żadnej pracy, bo nic już nie umiem, nie pamiętam….. Ale muszę, muszę coś zrobić w końcu dla siebie! Bo JA przestałam istnieć już jakiś czas temu…..

Jest jeszcze inny powód dla którego uważam, że nadszedł czas żeby coś zmienić. Mam wrażenie, że  moje „siedzenie” z Zosią w domu w niczym już jej „nie pomaga”. Ja nie potrafię się już z nią bawić ( na chwilę tak, ale dłużej to już kiepsko), nie potrafię jej już stymulować do rozwoju ( mnie się tak wydaje). Czytam dużo, ale nie potrafię być takim fajnym, kreatywnym rodzicem, który potrafi zafundować dziecku każdego dnia jakąś kreatywną rozrywkę. Nie mam już cierpliwości. Z jednej strony ja wiem, że można tyle rzeczy robić z dzieciakami: farby, plastelina jakiś tam piasek kinetyczny…ale mnie się wydaje, że ona jest jeszcze do tego za mała! Wszystko nadal bierze do buzi, poza tym nie lubię bałaganu……beznadziejna jestem, nie????? Wiem! I właśnie tak się czuję! A ja chcę, żeby moja córka miała wszystko co najlepsze i żeby była szczęśliwa, a wydaje mi się, że siedzenie w domu ze znudzoną, sfrustrowaną, wkórwioną matką wariatką nie da jej radości. Dlatego czas na zmiany. Bardzo powoli……ale już czas!!!!!