19 miesiąc Zofii

Niestety z Klubem Malucha nic nie wypaliło :( nie ma miejsc :( ale czekam w kolejce i mam nadzieję, że niebawem się uda! Może sytuacja wyjaśni się już w tym tygodniu. Na szczęście pogoda u nas sprzyja i dużo czasu spędzamy na dworze, nawet jak były mrozy to musiałyśmy zaliczyć chociaż pół godzinki. Zazwyczaj 1-1,5 godz, a i tak Zośce mało i często płacze kiedy wracamy do domu. Jest tyle rzeczy do zrobienia! Zabawa z psem sąsiada, zbieranie suchych listków, patyków, kamieni, muszli po ślimaczkach- wszystko ją interesuje! Znajdzie jakąś dziurę i potrafi na dłuższy czas się nią zająć, grzebiąc tam patykiem, wrzucać i wyciągać swoje znaleziska. Najlepiej jak jest błotko- zabawa podwójna! A jak są kałuże to frajda na całego! Potrafi tak długo skakać, aż wychlupie całą wodę z kałuży- niestety po takiej zabawie musimy szybko gnać do domu, bo buty, spodnie, wszystko od pasa w dół przemoczone- ale pozwalam jej na to, widzę ile ma radochy- w końcu jak nie teraz to kiedy????

Z rozkładu dnia za wiele się nie zmieniło, prócz tego, że zrezygnowałam z karmienia po drzemce. Zostały więc tylko 2: po przebudzeniu (koło 7) i na dobranoc (po 19). Poszło zupełnie bez problemu, spróbowałam raz, drugi- nie upominała się i tak już zostało :) Ale muszę Wam przyznać, że właśnie tego karmienia brakuje mi najbardziej….To było takie najbardziej nasze karmienie :) Takie świadome, patrzyłyśmy sobie w oczy, ja mogłam ją oglądać, jak bawi się paluszkami, pod koniec zawsze mnie zaczepiała i był to czas na wariactwa i wygłupy…..tęsknię do tych chwil….Ale uznałam, że pora iść do przodu….

Co cieszy mnie najbardziej: Zofia z niejadka zrobiła się żarłoczkiem :) Pałaszuje dużo i chętnie, nie omija posiłków, nie grymasi. Zupełne przeciwieństwo tego co było! Kamień spadł mi z serca bo jej niejedzenie spędzało mi już sen z powiek. Odmieniło jej się jakoś po grudniowej chorobie, ładnie się już zaokrągliła i wygląda tak jak powinna, a nie jak szczypiorek :) Teraz już zmieniłam podejście do jej jedzenia- nie ma ochoty jeść więcej- to jej nie zmuszam- bo wiem, że za chwilę będzie głodna i sama się upomni- i cudownie się z tym czuję! Zależy mi, aby jadła co 3-4 godziny, aby wpoić jej zdrowe nawyki żywieniowe. Ja niestety ich nie miałam, mimo wiedzy, którą posiadam jadłabym najchętniej tylko 2-max 3 x na dobę- a to niestety pokutuje…. Jest jeszcze jedna rzecz, która się zmieniła od czasu grudniowej choroby- niestety nie jest już tak dobra- Zofia kiepsko śpi w nocy. Popłakuje co chwilę, stęka, przebudza się. Od tamtej pory nie było ani jednej normalnej nocki :( Ale wypatrzyłam, że te nieszczęsne trójki w końcu przeprowadzają atak. Bardziej dolne- przy czym jeden koniuszek jest już na wierzchu, ale od 3 tyg dalej nie idzie. Będzie pewnie tak, że jak się wezmą to zaczną wyłazić wszystkie na raz………..Już to czuję……

Rośnie mi mała pomocnica :) Oswaja się na nowo z odkurzaczem i lubi udawać, ze odkurza. Lubi wstawiać ze mną pranie, pakuje mi ubrania do pralki, potem wyciąga i podaje jak wieszam na suszarce- komentując które ubranie do kogo należy ( aż byłam na początku w szoku, że tak dobrze rozróżnia, które ubrania są moje, a które męża! Nie myli się wcale!). Jak się poprosi aby wyrzuciła coś do kosza to idzie i wyniesie, talerzyk odniesie koło zlewu ( chociaż ledwo sięga). Gorzej jest ze sprzątaniem zabawek, pomimo wielu próśb- zazwyczaj sama muszę sprzątać, ale może potrzebuje jeszcze trochę czasu :) Nie cisnę jej, na wszystko przyjdzie czas.

Jeśli chodzi o rozwój mowy to już zupełnie normalnie można się z nią porozumieć. Ale pomimo, że często powtarza po kimś nowe wyrazy- w życiu codziennym używa tych najprostszych: am-am, e-e, aaa, gul-gul itp. Nie powie pies, kot- to nadal dla niej hał-hał i miał. Oczywiście staram się już tych zwrotów nie używać, ale nie zawsze mi to wychodzi ;) Dużo, bardzo dużo gada po swojemu i nie wszystko mam rozszyfrowane, ale potrafi już ‚opowiedzieć’ tacie, że na spacerze był Pan ( wszyscy ją już tu znają u nas na wiosce, wszystkim skradła serducha :) ) i widziałyśmy kota i psa i samochód. Jest już fajnie, że wszystko rozumie, zgłasza swoje potrzeby, wykonuje polecenia. Życie staje się ciut łatwiejsze :)

Oczywiście dalej jest straszną przekorą. Ulubione słowo to NIE!!! Wszystko jest na nie, nawet jak myśli : tak to i tak powie nie :) Jest głodna i zapytana, czy chce jeść- oczywiście wykrzyknie NIE!, a potem zabiera się do jedzenia, aż jej się uszy trzęsą :) I tak ze wszystkim. Pytam ją  o wszystko, zawsze odpowiada nie!, a ja i tak swoje robię :) Od 8 godziny przynosi mi buty i kurtkę bo chce iść na dwór, a jak jest już pora spaceru- to nie chce iść, a potem znowu nie chce wracać do domu. I tak w kółko :) Łapki czasami opadają, ale przyzwyczaiłam się już do tego. Po prostu robię swoje.

Byłam z Zośką ostatnio 2 x na zajęciach sensoplastycznych. Wiecie to takie „brudne ” zajęcia- robienie domowych farb, domowej ciastoliny, dużo mąki, barwników, kolorowych, fajnych rzeczy i na końcu duuuuuużo prania :) Ale była zachwycona! Obie miałyśmy wielką frajdę! Szkoda, że tak mało jest zajęć tego typu! Byliśmy też kilka razy na sali zabaw dla dzieciaków- fajnie tak poobserwować swoje dziecko w nowym otoczeniu, jak wszystkiemu się przygląda, jak próbuje, jak naśladuje- to niesamowite i  dlatego zawsze staram się jak najmniej ingerować, pozwalam jej samej odkrywać świat, a ja przyglądam się z boku i często w ukryciu się rozczulam.

Ostatnio rozczulam się praktycznie codziennie jak idziemy na drzemkę. Nauczyła się zasypiać przytulona do mnie na naszym dużym łóżku, a po paru minutach przekładam ją do swojego łóżeczka. Nawet jak się przebudzi to nie protestuje i zasypia od razu z powrotem. Kiedy tak leżymy razem i słyszę jak jej oddech zwalnia, ciało się rozluźnia, zaczyna pochrapywać…..mogłabym patrzeć na nią godzinami….Patrzę, podziwiam i ubolewam jaka już duża….. Ogólnie uwielbiam jej spokojny oddech kiedy śpi, bardzo mnie się ten spokój udziela… W nocy kiedy się przebudzę to lubię posłuchać jak oddycha, zanim przewrócę się na drugi bok….Wtedy czuję się jakoś tak szczęśliwa……