18 miesięcy i Święta Bożego Narodzenia

Kolejne wspólne Święta :) Nie mogłam się nadziwić- rok temu miała dopiero pół roczku i niewiele z tego wszystkiego rozumiała. Dwa lata temu…… to najpiękniejsze ze wspomnień- była w moim brzuszku i miała dopiero trzy miesiące-a ja cały czas głowiłam się jak to będzie za kolejny rok, jak będzie wyglądać, co będzie robić i trudno było mi uwierzyć, że będzie już wtedy na świecie i będzie miała już pół roku!!!

W tym roku to zupełnie inna bajka :) Pomagała mi i Babi ubierać choinkę (podawała mi bombki i nawet żadna się nie zbiła!), w czasie Wigilii rozdawała nam prezenty i sama chętnie swoje rozrywała z papieru pakowego. Bawiła się nowymi nabytkami z wielką przyjemnością ( tablica magnetyczna z pieczątkami i Szczeniaczek Uczniaczek Fisher Price- super- polecam dla maluszków-  oba!!!!)

Poza tym u nas za wiele się nie zmieniło- Zofia coraz bardziej krnąbrna, momentami już mi ręce opadają- nawet nie mam sił już krzyczeć….Ale podstawowych zasad bezpieczeństwa przestrzega- nie kręcą ja kontakty i tego typu bajery. Śpi różnie- czasami prześpi całą nockę ( coś tam marudząc przez sen czasami), a czasami budzi się kilka razy w ciągu nocy i płacze, ale w związku z tym, że nadal ma łóżeczko w naszej sypialni ( wiem, wiem….kiedyś mówiłam, że max pół roku……) to rozpoznaję kiedy mam ingerować, a kiedy nie reagować i najczęściej popłacze parę minut ( wstaje nawet na nogi!) i pada chrapiąc dalej w najlepsze… Ja natomiast  od 7 miesiąca ciąży czuję się ciągle zmęczona i niedospana i po takiej nocy mam wory pod oczami wielkości mojej poduszki do spania ( pomimo tego, że w weekendy mąż od rana przejmuje małą, a ja mam te 2-3 godzinki na spanie dalej- Serio????? na tym to polega?????? Że my matki już nigdy się nie wyśpimy?????? )

Gorzej u nas z jedzeniem….. Ja nie wiem, pomysłów mi już brakuje…Znowu przestała jeść moje zupy i mamy słoiczkowy okres…. Jak ma dobry dzień to wtrąbi przed drzemką cały słoik  250g, ale najczęściej to połowy nie zje- ani prośbą, ani groźbą nie idzie jej przemówić, śniadania też kiepsko, drugie danie to najlepiej sam makaron- a i też nie zawsze :( mięsa najlepiej wcale, do kolacji muszę ją zmuszać…….nooo!!!! masakra się tu robi!!!!! No nie chce jeść i tyle :( I próbuję już na różne sposoby i różne różnistości i dupa :(  I mówią niby- nie zmuszać- ale to już kolejny dzień…tydzień,……no ile można????? A ona przecież teraz rośnie i potrzebuje :( Rwę włosy z głowy… ona padnie z głodu…ale ja prędzej na nerwicę !!!!! Brak mi sił- zwłaszcza, że drobna taka się robi i waży 10,5 kg ( poznikały te magiczne wałeczki na rączkach i nóżkach :( )

Mało tego! Po świątecznych wizytach u rodziny-obie się rozłożyłyśmy ( no ale przecież dzieci tylko katar mają- nic poważnego! przyjeżdżajcie!- mówili! (grrrrrrrrr!!!!!!!)-a tu zasmarane po pas w zielonych gilach, cherlają tak, że płuca chcą wypluć….i gorączka gdzieniegdzie). Trzy dni po powrocie do domu Zosia dostała kataru i gorączki (ibuprofen działał tylko na chwilę), 4 dnia poszliśmy już do lekarza- z powodu braku innych objawów- przypuszczenia były nawet na zapalenie dróg moczowych! Dostaliśmy Bactrim na 8 dni- bardzo powoli gorączka zaczęła nas opuszczać…to znaczy Zofię- bo w momencie jak ona zaczęła się czuć lepiej- mnie dopiero rozbierało…..Przysięgam! Chyba z 10 lat nie byłam tak chora! Katar, ból gardła nie dający się niczym załagodzić i gorączka koło 39, a momentami chyba i więcej…..Bez antybiotyku ani rusz! Puls miałam taki, że miałam obawy, że mi serce zaraz wyskoczy i bałam się ruszać ( w sumie to nie miałam nawet siły)- teraz to jest śmieszne- ale łzy mi leciały z bezsilności, bo nie miałam sił ruszać ręką, ani nogą- a co dopiero dzieckiem się zajmować……na szczęście mąż spisał się na medal, troszczył się o mnie i bardzo mnie wspierał- nawet jak chciałam mu już przekazać moją ostatnią wolę…. ;)

Jak widzicie- atrakcji u nas co nie miara :) Nie można się z nami nudzić…..Zawsze coś!

Spoko, tak poza tym to wszystko ok! Przeżyłam :) Ale nie powiedziałam Najważniejszego! Od stycznia Zofia pójdzie do Klubu Malucha :) No spoko- póki co- 2X w tygodniu na 2 godzinki- tak na dobry początek. To moja inicjatywa- bo wydaje mi się, że dziecko już bardzo się ze mną nudzi w domu i z tych nudów ma dziwne pomysły. Ale tak serio to bardzo mi zależy, żeby miała trochę kontaktu z innymi dziećmi, z innym światem, bo najchętniej to by u mamusi na rączkach non stop siedziała. Poza tym mam też obawy, że w związku z tym, że rozumiemy się praktycznie „bez słów” Zośka może zacząć być leniwa jeśli chodzi o dalsze nawiązywanie kontaktu drogą werbalną. Myślę, że dobrze jej to zrobi- i teraz i tak na przyszłość. Zobaczymy co z tego wyniknie :) Na samą myśl mam już mega stres….. Jak to będzie?????? Kolejny etap……….