niesamowity 17 miesiąc

Po chorobie nie zostało śladu. Nadal mała złośnica. Ucieka jak czegoś od niej chcę, Ale przyzwyczajam się- nawet mnie to śmieszy :) ( wyłączając sytuacje kiedy się gdzieś spieszymy). Łatwo wpada w złość kiedy coś nie idzie po jej myśli, krzyczy, płacze, potrafi się położyć na ziemi ( na szczęście tylko w domu- póki co). Często się buntuje, ale przestrzega zasad- chociaż próbuje czasami sprawdzić moją cierpliwość. Zawsze staram się być konsekwentna, chociaż robi się to momentami trudne!

Wprowadziłam zmiany! Przestawiłam Zofię na jedną drzemkę! Poszło od razu :) Zmieniłam więc również godziny posiłków i zrezygnowałam z 1 karmienia piersią ( bo karmienie było po każdej drzemce, więc teraz jest tylko po 1 drzemce, na noc i po przebudzeniu). Kładziemy ją też spać o godzinę wcześniej i nie uwierzycie, ale zaczęła dłużej spać!

Nasz dzień wygląda teraz tak: pobudka koło 7, cycuś, śniadanko o 9 ( do samodzielnego jedzenia), zupka koło 12 , 12.30- 13 drzemka ( dążę do tego aby spała 1,5 h, ale zazwyczaj śpi koło 1H),po przebudzeniu cycuś,  koło 15 drugie danie ( do samodzielnego jedzenia), 18.30 kolacja ( kaszka z owocami), 19 kapiel i szykowanie się do snu, cycuś. 19. 40 SEN. Zyskałam godzinę czasu dla siebie wieczorem :) Zaczyna znów przesypiać nocki i śpi czasem do 7. 30! Obawiałam się, że jak zacznę kłaść ją wcześniej to będzie budzić się wcześniej- guzik prawda! Teraz śpi koło 12-13 godzin na dobę, ładnie się rozwija i wreszcie ładnie przybiera na wadze. To była dobra zmiana, która służy całemu domowi :) A najbardziej Zosi :)

Widzę, że zaczyna się czas zmian- już nie takich wizualnych, widocznych gołym okiem ( chociaż oczywiście „wyciąga się” i traci wygląd malutkiego „niemowlaka”)- ale są to zmiany w rozwoju intelektualnym, psychicznym. Zofia jest już pełnoprawnym członkiem rodziny, chętnie bierze udział w życiu rodzinnym, chętnie je wspólne posiłki. Kiedy jedziemy na zakupy i zostawimy ja u babci ( do tej pory max 2,5 h) to zdaje się nie zauważać naszej nieobecności ( babcia jest specjalistką od zabaw i wygłupów), ale jak tylko pojawiam się na horyzoncie to chciałaby być tylko u mamusi i najlepiej na rączkach- taka cwaniara!

Nadal uwielbia się tulić, daje buziaka :) zaczyna też tulić lale i miśki. Nadal jej ulubionym zajęciem jest przeglądanie i czytanie (przez mamę) książeczek. Dodatkowo zakupiłam karty obrazkowe np. ze zwierzątkami, warzywami czy tzw pierwsze słowa- i uwielbia się nimi bawić!

Nowe umiejętności:

- coraz lepiej idzie zabawa z sorterem ( ciężko idą skomplikowane kształty)

-dostała wózek dla lalek i lubi go pchać

- z babcią tańczy łącznie z podskokami i zniżaniem do kucania, kręci rączkami, jak się poprosi o taniec w kółeczko to kręci się – przezabawnie!

- bawi się w chowanego, ale tylko jako szukacz ;)

- często już potrafi się dłuższą chwilkę sama pobawić i mogę w spokoju wziąć rano szybki prysznic- ona biega między łazienką i pokojem i się bawi (wcześniej miałam czas na prysznic podczas pierwszej drzemki)

-boi się kiedy samochód przejezdza koło nas- biegnie do mnie

- od ok 2 tygodni z niewiadomych powodów boi się odkurzacza! nigdy się nie bała- wręcz przeciwnie- lubiła ze mną odkurzać

- wie kiedy coś jest gorące i mówi ssssssss a jak jest zimno to mówi bbbbbb!

- kiedy mówimy o siusianiu łapie się za pieluszkę i wie, że kupka to e-e- ale nic z tego nie wynika- nie sygnalizuje, że chce coś zrobić.

- odpowie jak podasz rękę i odpowie ceś!

- przybija pionę

- rozpoznaje i pokazuje coraz więcej szczegółów w książeczkach

- ma świetną pamięć (ponad 3 tygodnie temu widziałyśmy przy drodze jeża- nadal prowadzi mnie w to miejsce i go szuka :) )

- jak mówimy, że idziemy na górę to idzie na schody i czeka żeby otworzyć bramkę, ładnie też wchodzi po schodach- ze schodzeniem troszkę gorzej

W słowniku:

Nie!, tak, auto,mama, tata, baba, oko, oko (na okno), kaka (kaczka), mimi (miś), naśladowanie odgłosów zwierząt ( nawet tych dziwnych jak krokodyl, dinozaur, ryba), to ( jak chce konkretną rzecz), nazwy czynności: am-am, myj-myj, e-e ( kupa- ale nie jak sama chce tylko jak widzi toaletę, albo jak mama siedzi ;) ) ziuuuuum (samolot), eoeo (straż pożarna), bam ( jak się przewraca lub cos spadnie), alo (halo- w telefonie), tik-tak (zegar), pa-pa (na pożegnanie i macha rączką, ciu-ciuuuu (pociąg), lala na lale, Olo na brata przyrodniego (Olek)

Ogólnie naprawdę można się już z nią dogadać i ją zrozumieć :) Jest naprawdę super i jak ma dobry nastrój ( nie choruje) to spędzanie z nią czasu robi się przyjemne :)

Mamy za sobą ostatnie szczepienie 5 w 1. Następne za dobre kilka lat. Minęło ponad 30 godzin i odpukać nic się nie dzieje. Czy wy też tak bardzo się bałyście po każdym szczepieniu??? Ja strasznie! Dzięki Bogu do tej pory nie miała nigdy żadnych objawów.

Milky Way

I wcale nie mam tu na myśli Galaktyki :)

Parę miesięcy temu dwie wspaniałe dziewczyny wpadły na pomysł utworzenia niezwykłego, ogólnopolskiego projektu fotograficznego dla Mam Karmiących. Jego celem jest  upowszechnianie karmienia naturalnego i wspieranie młodych Mam. Po co? Bo jak się okazuje, mimo iż żyjemy w XXI wieku, widok karmiącej Mamy dalej dla naszego społeczeństwa często jest nieprzyzwoity i gorszący. Wystarczy wspomnieć historię Mamy karmiącej z Centrum Handlowego, która została „poproszona” o nakarmienie dziecka w toalecie.

Ja osobiście nigdy nie spotkałam się z nieprzychylnymi uwagami, ani spojrzeniami- chociaż nie zdarzało mi się karmić publicznie zbyt często. A nawet jeśli takowe były- nie zauważałam tego- bo szczerze mówiąc mam to głęboko w poważaniu. Jeśli w porze karmienia byłam poza domem i moje dziecko było głodne (lub spragnione) to zaspokojenie tej potrzeby było dla mnie rzeczą najważniejszą, nawet wtedy gdy moje dziecko przestało być już niemowlakiem.

Ponieważ chętnie wzięłam udział w tym projekcie i miałam zaszczyt przy tej okazji współpracować z samymi jego  twórczyniami , śledziłam jego rozwój na bieżąco- w sieci , prasie, a nawet TV. Jakie było moje zdziwienie kiedy w wielu miejscach  spotkałam się z negatywną opinią i falą krytyki dla Mam karmiących. Wdałam się w wiele dyskusji, często mniej lub bardziej potrzebnych, mniej lub bardziej przyzwoitych- ale nie uwierzyłybyście z jakim hejtem się spotkałam! Co dziwne najczęściej atakowały kobiety, które w mojej opinii ( uwaga! tutaj przestaję być poprawna) muszą być strasznie zakompleksionymi, niedopchniętymi (wiecie- brak bolca powoduje pierdolca) i strasznie pokrzywdzonymi przez los „osobami”, skoro uważają, że karmienie piersią jest obrzydliwe i zboczone i, że tylko „dziwki” pokazują publicznie cycki i się nimi szczycą, że to tak samo naturalne jak sranie i skoro robi się to publicznie to niepotrzebnie istnieje coś takiego jak toaleta publiczna, bo można przecież się wysrać na ulicy. Jeśli chodzi o Panów to oczywiście zdarzały się komentarze, że to uchodzi za pornografię i chętnie zwaliłby sobie konia ( a żeby Ci usechł złamasie!). Najzabawniejsze były głosy młodych mam, które uważają, że idea projektu dyskryminuje je- matki karmiące mlekiem sztucznym ( a kto wam kazał dziecko karmić butelką?- zazwyczaj jest to wybór Matki- pomijam sytuacje w których jest to konieczne z medycznego punktu widzenia) Uwierzycie? To zaledwie tylko garstka przykładów.

W głowie się nie mieści. Trudno mi pojąc takie rozumowanie! Trudno mi zrozumieć, że w czasach kiedy praktycznie wszystkie środki masowego przekazu ociekają seksem, obnażanie się na ulicy uchodzi za rzecz najzupełniej normalną- mam tu na myśli dekolty do pępka i spódnice do pasa- Mama karmiące swoje dziecko wzbudza tyle niesmaku i kontrowersji.

Niedouczonym pragnę wyjaśnić, że My- ludzie znaczy się- nie bez powodu należymy do licznej gromady zwanej SSAKAMI ( ciekawa nazwa- nieprawdaż? ). Jedną z wielu cech charakterystycznych tej gromady jest posiadanie gruczołów mlekowych u samic, które mają za zadanie utrzymanie przy życiu potomstwa. Mamy zaszczyt ( My ssaki) być jedynymi zwierzętami, które wytwarzają mleko . Praktycznie wszystkie ssaki opiekują się potomstwem i karmią je mlekiem. Mało tego budowa podniebienia twardego, warg, języka i policzków jest zbudowana tak, aby umożliwić ssanie młodym zaraz po urodzeniu. Dopiero chora ludzkość wykreowała kobiece piersi na symbol seksu i zdaje się, zupełnie zapominać- po co one tak na prawdę, nam kobietom, zostały stworzone. To przykre…..

Dla mnie- Dla Matki Karmiącej ( już prawie 18 miesięcy), która pierwsze 3 tygodnie życia dziecka, z powodu braku wystarczającej ilości pokarmu, musiała karmić je mieszanką sztuczną- ale która walkę o laktację wywalczyła uporem i determinacją- karmienie piersią jest najwspanialszym darem jaki możemy ofiarować swojemu dziecku. Czasem jest to trudna, wyboista droga, która wymaga wielu poświęceń i wyrzeczeń. Nikt mi nie wmówi, że taką samą więź mają matki i ich dzieciątka karmione butelkami, bo to też przerobiłam i doskonale wiem jak to wygląda.

To jest wybór Każdej Matki. Za ten wybór- niezależnie jaki by był- nie wolno jej potępiać. Mam tylko nadzieję, że projekt o tak wdzięcznej nazwie- przyczyni się chociaż w minimalnym stopniu do tego, że kobiety nie będą miały obaw przed karmieniem, zwłaszcza w przestrzeni publicznej. Bo chyba każdy woli spożywać swój ulubiony posiłek w miłej, przyjaznej atmosferze- a nie w pośpiechu, w  toalecie, po kryjomu, w stresie i w poczuciu, że robi coś niewłaściwego?

Zainteresowanych odsyłam:

https://www.facebook.com/themilkywayproject/?ref=ts&fref=ts

http://www.themilkyway.pl/#our-story-1

niesforny 16 miesiąc

Słowo na ten miesiąc to : NIE  !!!!!!!!!  W zasadzie wszystko jest na nie. Z perspektywy czasu stwierdzam, że 15 miesiąc to był ostatni miesiąc posiadania „grzecznego” i współpracującego dziecka. Na każde pytanie odpowiada nie, nawet jeśli to wbrew logice. Nie pytana też często pokrzykuje i to by było na tyle :) Coraz większe problemy mam z przewijaniem i innymi czynnościami. Boże! strach pomyśleć co będzie dalej! Czy tak się zaczyna bunt dwulatka?  Zofia za wszelką cenę okazywać chce swoją indywidualność i niezależność. Często mi ucieka jak chcę coś przy niej Zrobić. Często się wścieka i rzuca wszystkim co ma pod ręką, często odpycha mnie lub moją rękę. Zaczyna się…….nie ma co. Mnie coraz częściej brakuje cierpliwości i zdarza się, że podnoszę głos. Wiem, że nie powinnam, ale już po mału wysiadam- serio!

Chodzenie ma już dopracowane, potrafi sobie kucnąć, schylić się po jakiś przedmiot. Lubi mi „pomagać” kiedy wieszam pranie, lub wkładam rzeczy do pralki. Reaguje kiedy wzięła coś do ręki i proszę aby mi to oddała. Doskonalimy teraz wyrzucanie śmieci do kosza. Coraz chętniej bawi się piłką i „próbuje” rzucać krzycząc ” bam!” Lubi się bawić piaskiem, kamykami, wodą. Jak wracamy ze spacerków nasz rowerek ma wypełniony koszyk szyszkami, kamieniami i innymi takimi skarbami. Ogólnie to spacery w naszej okolicy zaczynają Zośkę już nudzić- w sumie wcale się nie dziwię! Wytrzymuje max 0,5 godziny. Brak ludzi, samochodów i innych ciekawych rzeczy do obserwacji. W tym miesiącu 6 dni spędziliśmy na wyjeździe w naszym ukochanym wielkim mieście :) Mąż miał targi i zabrał nas ze sobą. Spaliśmy w hotelu ( spanie bez problemów- jedzenie- jak zwykle problem), większość dnia spędzałyśmy na dworze- spacery, plac zabaw ( pogoda na szczęście nam dopisywała), spotykałam się z przyjaciółką i jej dziećmi. Co tu dużo gadać- ja odżyłam- a Zośka zachwycona! Ciągle się coś działo, nie marudziła wcale na dłuuugich spacerach, 2 razy nawet spala mi w wózku ponad 1,5, godz! Pierwszy raz w życiu !!!!! Dopiero w trakcie tego wyjazdu uświadomiłam sobie jak bardzo tęsknię do wielkiego miasta i jak bardzo mocno chcę tu wrócić! Wydaje mi się, że miasto ma też więcej do zaoferowania mojemu dziecku i , że wbrew temu co mi się ponad rok temu wydawało (podczas naszej przeprowadzki na wiochę)- izolacja dziecka w ciszę i spokój niekoniecznie jest dla niego dobre. A dla mnie to już na pewno! Trzeba to przemyśleć. Wiem, pomyślicie pewnie, że zwariowałam!!!!!!

W rozkładzie dnia nic się nie zmieniło. Nadal dwie drzemki- z tego pierwsza coraz krótsza- czasami 30min. Dłużej trwa jej zasypianie czasami. Kiepsko zasypia. Zanim zaśnie znów tak jak kiedyś musi sporo popłakać. W zasadzie podrzeć się. Wieczorem ostatnio też- nie chce już zasypiać przy cycusiu- kończy pić- odkładam ją do łóżeczka i chwilę popłacze- dopiero odlatuje. Często przesypia nocki, ale budzi się między 5-6  :( Wydaje mi się, że za mało śpi – jak zliczę to trochę ponad 10 godzin na dobę, czasem 11. Oczywiście jak dla mnie za mało je. Zachowuje się jakby nie miała czasu jeść i jakby jedzenie ją denerwowało :(

Pod koniec miesiąca przypałętała się choroba. Wszystko na raz: katar, gorączka,bóle brzuszka, luźne kupki, afty i zapalenie jamy ustnej. Przestała spać, przestała jeść (w najgorszym momencie ważyła 10 kg!), ciągle płakała i była anemiczna- poprawiało się na chwilę po ibuprofenie- ale ile można? Byłam dwa razy u lekarza- pierwsza diagnoza była nietrafiona- udało się za drugim razem. Niecałe dwa tygodnie to trwało- a ja czułam się jak wrak :( masakra….. i ta bezsilność…patrzysz na cierpienie dziecka i nie możesz nic zrobić! Dodatkowo zmęczenie, brak snu….byłam jeszcze bardziej poirytowana- nie to złe słowo- ja byłam wkórwiona ! Na wszystko i na wszystkich…. Okazało się, że to jakiś cholerny wirus. Krwawiące, opuchnięte dziąsła, napieprzające afty…..tego się nie da opisać :( i skąd to cholerstwo????? Tak rzadko przebywamy w towarzystwie innych ludzi i tu masz! nie wiadomo skąd i gdzie?

No i nasze przespane nocki szlag trafił…… Dupa zimna.