Mamo, idę!!!!!!

Tymi dwoma słowami można opisać 15 miesiąc życia Zosi.

Pierwsze świadome kroczki zrobiła w dzień naszego wyjazdu do Paryża, potem przez kolejne 3 tygodnie zmuszała każdego kogo miała pod ręką do prowadzania za dwie rączki. Po domu wolała jednak jeszcze zasuwać na czworakach. Potem już z wielką ostrożnością i uwagą nasza córka zaczęła dreptać na własnych nóżkach :) Kamień milowy! Oczywiście miewała trudności z równowagą i często się przewracała , ale nie dawała za wygraną. Miała też za sobą wypadek- tak się rozpędziła, że zaliczyła hamowanie twarzą po chodniku -efekt? morze łez i zdarty nosek. Na szczęście szybko się  zagoiło i poszło w niepamięć. Bez problemu  też włazi na kanapę :)

I w końcu! Doczekałam się- jestem 100 % mamą :) Mama teraz pada nawet częściej niż tata ! Zapytana gdzie jest Mama, Tata, Zosia- wskazuje uroczo paluszkiem na każdą osobę :) Wskazuje też bez problemu różne części twarzy, większość zwierzątek w książeczkach i część zwierzęcych odgłosów sama już naśladuje.

W naszym planie dnia nic się nie zmieniło, drzemki coraz krótsze, ale nadal są dwie. Nocki z reguły przesypia i wstaje koło 6. :) Z jedzeniem różnie… śniadanie i z obiadu drugie danie dostaje pokrojone na kawałeczki i sama rączką wcina (oczywiście jak dla mnie nadal za mało :( ), kaszki i zupki podaję jej sama. Je już w zasadzie wszystko to co my i nie wybrzydza.  Posługuje się tak samo chętnie lewą i prawą ręką. Pije z niekapka- pije to za dużo powiedziane- bo moja córka w ogóle nie ma potrzeby spożywania płynów! Próbowałam już wszystkiego! Wody, herbatek, soczków, różnych kubków i nic….rzadko kiedy weźmie porządnego łyka, nie wiem- trudno mi uwierzyć, że napija się piersią- karmimy się cały czas 4 razy na dobę.

Nadal najchętniej przebywa w ramionach mamy. Jest to dla mnie już trochę męczące. Liczyłam na to, że jak zacznie sama chodzić to będę miała trochę wytchnienia- o ja naiwna! Ciężko mi zrobić cokolwiek w domu- zwłaszcza w kuchni. Nie jestem w stanie ugotować obiadu, bo pałęta mi się pod nogami i przeraźliwie płacze :( Nie potrafi się jeszcze niczym zająć i sprawia wrażenie, że nie interesują ją żadne zabawki :(  To znaczy interesuje ją rozrzucanie ich wszędzie dookoła- ale zabawa już nie. Tak samo jest i innymi przedmiotami- fajnie jest powyrzucać wszystko z szafki, ale pobawić się tym już niekoniecznie :/  Lubi pudełka i pojemniczki, wkładać do nich mniejsze rzeczy i ponosi chwilę po domu.

Zosia wie do czego służy szczotka do włosów, zębów i lubi z nimi chodzić i udawać, że ich używa. Ogólnie zadziwia mnie to jak dużo rozumie! Wie, że po szuru-buru ( mycie zębów) będzie myju-myju (mówi to :)) będzie am ( czyli cycuś- też mówi- jak zawsze kiedy jest pora posiłku) i aaaaa ( mówi i rozumie, że to spanie). To szok, że chociaż tak mało słów jeszcze w jej słowniku- tak doskonale wszystko rozumie i wie o co chodzi!

A ja? Ja mam coraz częściej dni, że jestem już zmęczona. Że mam ochotę uciec jak najdalej i pobyć parę chwil sama- najlepiej z kołderką i poduszką- w ciszy- absolutnej ciszy- bez płaczu, marudzenia, stękania, kwękania. Coraz częściej myślę, że chętnie poszłabym do prazy na pół etatu. Do ludzi! Do normalnego życia, do tematów innych niż dzieci. Z drugiej strony po takim czasie siedzenia w domu mam obawy, że nie potrafię już rozmawiać o innych tematach, że nie mam nic ciekawego do powiedzenia, że już do niczego się nie nadaję. Macierzyństwo uwstecznia. I to jak!!!!