ze wsi na salony

I tak się stało, że mamy swoją pierwszą daleką podróż, we trójkę, za sobą :) Był to prezent od męża na naszą drugą rocznicę ślubu (kocham, kocham, kocham !). To tylko niecałe 4 dni, ale to najwspanialsze 4 dni w ostatnim czasie!  Spędziliśmy je w cudownym Paryżu !!!!! To była długo planowana podróż, ale im było bliżej tym miałam większe obawy! Największą było: jak to zniesie Zofia????? Jak zniesie podróż? Jak będzie spać w nowym miejscu? Jak wytrzyma nasze wyprawy w wózku (no wiecie – ona w wózku to max pół godziny)? Mnożyły się te moje pytania i noc przed wyjazdem miałam problemy ze snem. Powiem wam jedno: wszystkie moje obawy były bezpodstawne!!!!!! Świetnie daliśmy radę- Zofia- pomimo, że jest strasznym domatorem- spisała się na medal! Powiem więcej- miałam wrażenie, że bardzo jej odpowiadało to co się działo- ruch, zgiełk, hałas, pełno ludzi….Nasza córka skradła serca paryżanom- wszystkich zaczepiała (zwłaszcza w metrze)  i spotykała się z wielką sympatią. Wielu ludzi nas zaczepiało i zagadywało o nią. Pomimo bariery językowej- było to bardzo miłe ( daliśmy radę po angielsku). To był wspaniały czas i traktowaliśmy go jak mini urlop (w sumie odkąd Zofia się urodziła to nigdzie nie byliśmy na dłużej), cudownie było spędzić te kilka dni RAZEM „prawie” beztrosko! Było tak fajnie, że jak już wracaliśmy to było mi cholernie przykro, że musimy już wracać na naszą wieś do naszej szarej codzienności i powiem Wam, że złapałam się na tym, że przeszła mi przez głowę myśl, że chciałabym tu zostać…no wiecie…..już na zawsze!!!!

Jeśli chodzi o podróż samolotem- zero problemów. Chyba ja znosiłam najgorzej start i lądowanie- Na Zośce nie robiło to żadnego wrażenia- wkórzała się tylko, że musiała być przypięta do mnie pasami- co ograniczało mocno jej ruchy :)

Potem podróż autobusem z lotniska do Paryża ( ok 70 km), tu było gorzej- już była zmęczona, był czas drzemki- i tutaj cycuś uratował sytuację :)

Paryskie metro- pierwsze wrażenie- Masakra! W środku duchota, w korytarzach przeciągi, co kawałek długie schody i nigdzie schodów ruchomych, ani podjazdów dla wózków. Momentami bałam się też, że wózkiem nie zmieścimy się w bramce- bywało gorąco…walizka, wózek i mocno wkórzone już dziecko, ogólnie wszyscy głodni i zmęczeni!.Ale tutaj francuzi okazali nam swoją serdeczność- wszyscy ochoczo brali się do pomocy przy wózku- sami z siebie i to z uśmiechem na ustach! Uwierzycie? To samo metro już kolejnego dnia nie było takie straszne :) powiedziałabym nawet, że to idealny środek lokomocji! Wszędzie szybko, łatwo i przyjemnie :)

Kolejne dwa dni spędziliśmy na zwiedzaniu, dużo chodziliśmy i ogólnie narzuciliśmy sobie spore tempo- Zosi momentami trudno było wysiedzieć w wózeczku, ale wtedy robiliśmy przerwę na jej „rozprostowanie kości” :) Z okna naszego hotelu mięliśmy widok na Moulin Rouge, całkiem niedaleko Plac Pigalle ( totalnie nic nadzwyczajnego!) i bazylikę Sacre- Coeur ( na wzórzu- coś cudownego!!!!!) Sporo czasu spędziliśmy jedząc bagietki przy wieży Eiffla, oglądaliśmy Łuk Triumfalny, byliśmy też przy Katedrze Notre-Dame i zahaczyliśmy o Louvre- oczywiście tylko plac :) Sama już nie wiem czy coś pominęłam :)

Ogólnie mogę polecić :) Zdaję sobie sprawę, że to co widzieliśmy to zaledwie wierzchołek góry lodowej tego co w Paryżu można i należy zobaczyć, ale ograniczał nas czas i dziecko :) Jednak to, co udało nam się ogarnąć- totalnie mnie zachwyciło!!!! A najbardziej nasza dzielnica: Montmartre- jedyne wzgórze w Paryżu , z cudownymi widokami. Stara, klimatyczna część Paryża, pełna malutkich, klimatycznych knajpeczek. No coś niesamowitego! Poza tym ta część Paryża to dzielnica rozpusty! Tyle sex-shopów nigdy nie widziałam!

Ogólnie finansowo nie było źle- zakupy robiliśmy w pobliskim Carrfourze, posiłki jedliśmy z knajp na wynos ( Chiński, tajlandzkie, włoskie- pełno tego!), hotel zabukowany parę miesięcy temu ( podobnie jak bilety lotnicze) też był po cenie okazyjnej :) Czy warto było- nawet jeśli to tylko kilka chwil? Warto!!!!

Obiecałam sobie, że kiedyś, za parę lat- na kolejną rocznicę- tym razem ja zabiorę Męża ( tylko Męża) i sami oddamy się rozpuście w Paryżu……..O!

Paris, Paris…….