Cesarz jest nagi, a Twoje dziecko wcale nie musi!

Lato zmierza ku końcowi, wieczory coraz  chłodniejsze….ale nie ma co narzekać-pogoda w tym roku bardzo dopisała! Co prawda nie byliśmy nigdzie na urlopie, ale zdarzyło nam się być nad jeziorem tu i tam. No i po prostu muszę się uzewnętrznić!

Bo pojąć nie mogę. Nie no, róbcie jak chcecie, ale….. te biegające NA GOLASA  maluchy………Nie tu nie chodzi o to, że mnie to gorszy czy coś, ale wytłumaczcie mi drogie Mamy o co Wam chodzi???? Że to niby słodkie jest? Że nie chce Wam się pieluchy pełnej pilnować? czy zmieniać Wam się nie chce?

Czy fajnie jest mieć piasek w tyłku, a o sisi już nie wspomnę. A już o higienie tych miejsc to już w ogóle nie będę wspominać, bo wiadomo, że woda niezbyt czysta, a w piachu pełno mikrobów i śmieci. Poza tym bądźmy szczerzy- Takie miejsca aż roją się od zboczuchów, pedofili. Oni tylko czekają na lato i te słodkie, tłuściutkie dupki- ale gdybyś wiedziała co on myśli patrząc na Wasze dzieci…. Myślisz, że takie rzeczy to tylko w telewizji się dzieją???? No ludzie!  Spoko, nie zauważysz nawet jak zdjęcia twojego malutkiego, NAGIEGO dziecka pójdą w świat i jakiś oblech będzie sobie walił konia patrząc na monitor ( no sory, ale inaczej tego nie ujmę!).

W tych czasach, kiedy nawet w biedronce czy w rossmanie są jakieś pieluchy do kąpieli ( w rozsądnych cenach), w necie pełno majteczek kąpielowych ( od najmniejszych rozmiarów), Twoje dziecko musi świecić przyrodzeniem? Szkoda Ci kasy na takie pierdoły? Spoko, rozumiem, ale zwykłe bawełniane majciochy zakrywające to co najważniejsze – też będą ok!

A ty? Dlaczego nosisz majtki na plaży? Zakrywasz się szczelnie ręcznikiem przy przebieraniu? dlaczego? Twoje dziecko jest takim samym człowiekiem jak Ty. Ma taki sam tyłek i sisię co ty. No ewentualnie siusiaka jak tata :) ( niech zgadnę- tata też chodzi w majtkach, prawda?). Jest tylko jedna różnica- dziecko nie ma jeszcze świadomości swojego ciała. Kropka. Tylko tyle i aż tyle.

W domu- jasna sprawa- niech sobie maluszek biega- jak Go Pan Bóg stworzył- czemu nie! Ale w miejscu publicznym- Kobieto ubierz majtki swojemu dziecku!!!!

Koniec.

dziękuję za uwagę!

14 miesiąc życia dziecka

U nas niby wiele się nie zmieniło- ale jednak :) W tym miesiącu  najważniejsza kwestia, która nam spędza sen z powiek ( dosłownie :(  ) to kolejne ząbki: wyszły te cholerne dolne dwójki (obie na raz) – zaczęło się od bardzo wysokiej gorączki przez 2dni i oczywiście od zarwanych nocek :( w ciągu dnia nie było tragedii, ale w nocy…. Wiecie człowiek szybko przywyka do dobrego- a tu nagle jeb! Ryk przez całą noc, i kolejną- na szczęście Ibum forte dał radę :) Ale nocne pobudki i płacze zostały z nami na dłużej- jak się okazało czwórki w natarciu, znowu prawie wszystkie razem- ale nie jest już tak źle. Teraz powoli przesypia nocki ( chociaż popłakuje przez sen chyba), ale budzi się po 5……Przeciągam ją do po 6, bo inaczej nie jestem w stanie funkcjonować…5 rano to dla mnie noc! Mam nadzieję, że powolutku wrócimy do normy, bo przyznać się muszę, że podczas tych zębów miałam prawdziwy kryzys macierzyński…. Zanim odkryłam wyrzynające się czwórki, nie było we mnie już za grosz zrozumienia dla mojego cierpiącego dziecka :( chyba po prostu byłam zmęczona :( łzy lały mi się strumieniami i miałam ochotę spakować się i uciec……szkoda gadać…

Kolejna ważna rzecz z tego miesiąca to pierwsze kilka kroczków! :) Cudowna sprawa! Ale mój maluch nadal woli na kolanach, więc ta euforia była chwilowa. Ale za to często ma życzenie żeby ją prowadzić ( nastawiam dwa paluchy i już łapie i leci :)  ) i sama nadaje kierunek ( ten moment kiedy wyczaiła, że może decydować o tym gdzie chce iść- bezcenny! śmiała się ze szczęścia w głos i co 2 kroczki zmieniała kierunek!) No co tu dużo gadać- mój kręgosłup skacze ze szczęścia! ;)  Doszedł nam więc problem pierwszych bucików do chodzenia- nie zdawałam sobie sprawy jak ciężko kupić dziecku, które dopiero rozpoczyna swą przygodę z chodzeniem- dobre, porządne obuwie! W najbliższym  (naszym) mieście ( kiedyś wojewódzkim, ha!)- nie było szans! Jeden malutki sklepik, kilka par bucików i rozmiarów brak- a mamy już 20 :) No nie myślcie sobie- sklepów z butami to jest pełno wszędzie- co kawałek ccc, czy daichmann, ale te buty nie mają żadnej wartości. Ostatecznie zdecydowałam się na zakupy przez neta i firmę Emel z serii roczek ( specjalna seria dla dzieciaków, które zaczynają chodzić)- kupiłam bardziej zabudowane sandały na wyprzedaży za 119 zł. Piękne butki, ręczna robota, wspaniale wyprofilowane :) Jak potrzebujecie to polecam!

Słowa na tapiecie- oczywiście Tata ( w sumie to już na wszystkich tak mówi- na mnie też ;) )  i auto! Poznaje auta na reklamach, rysunkach- no normalnie mały fan motoryzacji nam rośnie!

Z rozkładu dnia- bez zmian, chociaż było kilka dni, kiedy to padła koło 8 w salonie na 30 minut i wtedy była tylko 1 drzemka koło 13 ( 1,5 h)- sama nie wiem, czy to przypadek, czy rozpoczyna się okres przechodzenia na 1 drzemkę. Się okaże!

Dalej uczymy się samodzielnego jedzenia w krzesełku, czasem z pomocą widelca ( który bardziej służy do  zabawy), ale mam dylematy i często martwię się, że zjada za mało :( Bo zdarzyło się, że mąż czy ja – karmiliśmy ją w salonie podczas zabawy- to byłam zdziwiona ile potrafi zjeść! ( ja pomijam to, że praktycznie ciągle ma ochotę coś przekąsić i jak nigdy- „biega” za mną i zagląda mi pod bluzkę wołając AM< AM!- a już nie daj boziu zjeść coś przy niej! zaraz się upomina!) A jak ją posadzę w krześle to apetyt jej mija :(  No sama nie wiem. Jestem przeciwniczką biegania za dzieckiem z widelcem….i lepiej chyba, żeby nabierała dobrych nawyków jedzenia przy stole, tak ??? Co myślicie????

Cała reszta bez większych zmian. A ja dzięki Srokao.pl  ( taki bardzo wartościowy blog, gdzie kosmetyki dla ciężarnych i dzieci są rozłożone na czynniki pierwsze- naprawdę polecam, bo warto być świadomym konsumentem!) odkryłam krem, który zredukował stosowanie maści ze sterydem ( Elosone) u Zosi do zupełnego minimum . Mam tu na myśli Heel- Dermaveel. Uwierzcie mi, że próbowałam naprawdę WIELU cudownych leków, ale zawsze kończyło się sterydami :( A ten krem naprawdę działa!!! Na AZS i inne świństwa niewiadomego pochodzenia. Jest dość drogi- niestety :( Ale wole to niż pakować w Zosię sterydy ( bywało, że praktycznie codziennie).

Pozdrawiam męża w delegacji :)  ( dobrze, że tylko 1 nocka póki co), ale po 2 tygodniach urlopu to o 1 nockę za dużo! Kocham, kocham i tęsknię!

Koniec.

 

13 miesiąc życia dziecka

To już 13 miesiąc :) Sporo się zmieniło! Jeszcze dwa miesiące temu żaliłam się, że Zofia znów zaczęła się  bardzo często budzić w nocy i kiedy było już bardzo źle- z dnia na dzień ustało ! I trwa do tej pory! Już od wielu dobrych tygodni odzyskałam swoje przespane w całości noce :) Nadal mamy przygotowanie do kąpieli koło 20, coraz częściej parę minut po. Cycuś na dobranoc i przed 21 Zofia już śpi. Budzi się między 6, a 7. Często właśnie o 7 :)  Byś może to zasługa tego, że dużo więcej się rusza i jest wymęczona. Nie wiem, nie ważne :) jest cudownie!

Zofia nie zrobiła jeszcze pierwszego kroczku, chodzi przy meblach, przy pchaczu, ale boi się puścić. Śmieję się, że szybciej zacznie mówić niż chodzić, bo nawija jak najęta. Normalnie rozmawiamy, widzę, że bardzo wiele rozumie i wydaje mi się, że ja też ją rozumiem, chociaż brzmi to mniej więcej tak: dududuaua da duduła! :) Do tego tak śmiesznie moduluje głosem, normalnie wydaje mi się czasami, że tak bardzo chce mi coś powiedzieć tylko słowa jej jakoś uciekają!

Nadal mamy tylko 6 zębów. Widzę po dziąsłach, że ma tam wzgórki i pagórki, ale póki co cisza. Trudno mi ocenić bo ślini się cały czas i za nic w świecie nie da mi spokojnie zajrzeć w paszczę.

W rozkładzie  dnia też się za wiele nie zmieniło, nadal 2 drzemki po ok 1,5 h. Jeśli chodzi o posiłki to podobnie 4 karmienia piersią i 3 stałe posiłki, ale zmienił się rodzaj posiłków: jemy już normalne śniadania: chlebek, wędlina, pomidor, ogórek , ser żółty lub do smarowania ( wszystko pokrojone na kawałeczki- wcina sama rączkami i próbuje też małym widelczykiem) ), albo grzanka w jajku, albo parówka (dobrej jakości). Brakuje mi czasem pomysłów na śniadania, ale dajemy radę. Bardzo zmieniły się obiadki- Zofia zaczęła protestować przy podawaniu mniej przetartych papek. Wszystko wypluwała. Ogólnie był krzyk, płacz i lament. A jak widziała, że sadzam ją w krzesełku……już się zaczynało… Musiałam coś zrobić bo obiady zamieniały się w koszmar. Ale od czasu kiedy daję jej na dzielonym talerzyku wszystko po trochu to co my jemy: zawsze dużo warzyw, jakieś mięsko ( najczęściej z indyka w różnej postaci), wszystko również pokrojone na mniejsze kawałki- wrócił spokój :) Pogryzie, popluje, porozrzuca, rozsmaruje na głowie, na blacie- ale ma taką radochę jak nigdy! Sporo czasu zajęło mi przestawienie się, aby się nie złościć, że bałagani, że wypluwa, że na pewno się nie najada. Wychodzę z założenia, że zje tyle ile potrzebuje ( oczywiście wolałabym, aby zjadała więcej, ale jej nie zmuszam). Na kolacje nadal jemy kaszkę, ale nie dodaję już owoców ze słoika tylko miksuję świeże- w końcu lato w pełni!

Zastanawiam się czy inne dzieci maja też taką niechęć do leżenia, jak ją kładę do przewijania czy przebierania to dopiero jest awantura! Muszę się nieźle wysilać, żeby ją czymś zagadać lub zająć. Nawet w wanience nie chce już leżeć, cala kąpiel na siedząco. A kąpiele i zabawy w wodzie to panienka Zofia lubi szalenie :)  Od ponad miesiąca wprowadziliśmy w łazience kolejny rytuał : wieczorne mycie ząbków! Wszystko w formie zabawy i poszło! Trochę jej pomagamy, ale jest z siebie bardzo dumna! Jak ma gorszy dzień i jej się nie  chce to biorę swoją szczotkę i myjemy razem- i już jest ok! Myślę, że dzięki temu unikniemy problemów z myciem ząbków w przyszłości- przynajmniej mam taką nadzieję!

Zaskakuje mnie, że dzieci w tym wieku już tak wiele rozumieją! Coś do niej mówię, o coś poproszę i często zdarza się, że zrobi to o czym rozmawiamy. Jest bardzo bystra i szybko zapamiętuje. Nadal bardzo lubi czytać książeczki ( znamy  je już z mężem na pamięć i już nie możemy na nie patrzeć!), zapytana pokazuje palcem odpowiednie rzeczy, najczęściej różne zwierzątka. Ogólnie dużo pokazuje palcem i czeka, żeby wszystko nazywać. Nadal lubi piosenki: nasze ulubione płyty to „Miś i Margolcia”  i „Domisie”- to też jest jedna z ulubionych bajek. Mamy też za sobą pierwsze próby rysowania kredkami świecowymi, ale jeszcze za wcześnie, nie zainteresowała się aż tak. Lubi za to łobuzować: ostatnio wyjęła mi z szafki patelnię, wsiadła w nią i jeździła po kuchni :) nie wspomnę już o otwieraniu szafek i szuflad i ” robieniu porządków” :) Ale ma w kuchni swoją szafkę, gdzie trzymam wszystkie bezpieczne gadżety, najczęściej plastikowe naczynia, pojemniczki, miseczki itp. i jak coś robię w kuchni to „mi pomaga”. A wlazła też do szuflady i była z siebie bardzo zadowolona! Pociąga ją toaleta, muszę jej mocno pilnować. Ogólnie wszystko w łazience jest fajne. Jejku co to będzie jak zacznie chodzić!!!! Czasami aż boję się pomyśleć!

To jest niezwykłe uczucie patrzeć każdego dnia jak ten mały człowiek uczy się świata! :) Jestem taką szczęściarą, że mogę brać w tym udział! Ale wierzcie mi, że jedna rzecz się również nie zmieniła- mam czasami dość! Moja cierpliwość często się wyczerpuje- piszę to abyście wiedziały, że „siedzenie” z moim dzieckiem w domu, to nie tylko same cudowne chwile (o czym przecież z całą pewnością wiecie), dziecko to także człowiek- chociaż taki malutki- ma prawo do gorszych dni, do gorszych humorów, do much w nosie ;) a ja mam co miesiąc PMS. Bywa ciężko! Ale wystarczy ten jeden mały uśmiech ze zmarszczonym nosem i topnieję……….

 

 

Rok-i co dalej?

Rok minął….skończył się urlop macierzyński,  a my zdecydowaliśmy, że idę na wychowawczy. Zresztą teraz i tak było by mi trudno wrócić do pracy- po przeprowadzce miała bym ponad 100 km. Zobaczymy. Teraz cieszę się tym, że jestem z Zosią w domu, chociaż mam tragiczne momenty i wszystkiego serdecznie dość. Nie raz wam narzekałam, że mam dosyć tej wsi i tego, że jak mąż wyjedzie to nie mam do kogo gęby otworzyć i psa z kulawą nogą nie widuję. Ale pocieszająca jest myśl, że daję swojej córeczce wszystko co najlepsze. Zobaczymy na ile pozwolą nam finanse – jak będzie potrzeba to poszukam czegoś na miejscu.

Niestety mieszkanie tutaj ma też inne minusy, które doprowadzają mnie do szału. Mamy duży ogród, a na jego środku 3 drzewa: czereśnie, gruszę i śliwkę. Póki nie było owoców uwielbiałam te  drzewa, bo dawały przyjemny cień w upalne lato. Niestety jak zaczęły owocować….od czerwca do końca lata- osy :( całe stada :( nie możemy nawet korzystać z huśtawki, nie mówiąc już o tym, że nie ma mowy o tym, żeby rozłożyć koc i korzystać z cienia albo z piaskownicy :( możemy jedynie spacerować, co przy skwarze jest dość problematyczne i mało przyjemne. Nooo i uroki mieszkania na wsi się dla mnie skończyły :( Są jeszcze inne, jasne, że są: cisza, ptaki, czyste powietrze….ale wiecie…. siedzenie z dzieckiem w domu, które wcale nie ma na to ochoty…..nie jest fajnie. Dobra, nie będę już narzekać. Powinnam się cieszyć, że nie muszę mieszkać w dwupokojowym mieszkaniu i nie mamy rodziców na głowie. Tak właśnie próbuję sobie to tłumaczyć kiedy mam kiepskie dni. Nie jestem niepoprawną optymistką, więc czasem trudno mi zauważyć te dobre strony,  często widzę wszystko w szarych barwach, ale to już pewnie wiecie :) Walczę z tym!  Patrzę na Zosię i rośnie mi serce i jestem taka szczęśliwa! Najważniejsze, że mamy siebie, jesteśmy zdrowi i bardzo się kochamy. Nad całą resztą można popracować.