za nami 8 miesięcy

Już? JUŻ! masakra! Tylko tyle mogę napisać, bo rozwodzenie się, że czas szybko leci- po raz kolejny- nie ma sensu. Ogólnie mogę napisać: chcesz żeby czas leciał szybciej? Posiadaj dziecko! ;)  Nie wiem jak to możliwe, skoro wszystkie dni wyglądają podobnie…ale tak jest!

Z jednej strony Zofia to straszny „leniuszek”! Nie posiadamy jeszcze ani jednego ząbka! I męczące jest już to, że każdą anomalię w jej zachowaniu- tłumaczę ząbkowaniem. Myślę jednak, że nie powinnam narzekać- mam przynajmniej sutki w jednym kawałku ;)

Z raczkowaniem mojej pannie też się nie spieszy. Bo i po co! Ale przewraca się już świadomie z brzuszka na plecy i odwrotnie (dopiero niedawno załapała!) i ma z tego niezwykłą frajdę. Czołga się też- ale do tyłu :) Jak zjedzie na podłogę, to potrafi obczołgać cały pokój! Posadzona siedzi- tak długo aż się nie znudzi- potem przewraca się do leżenia na brzuszku. Sama jeszcze nie siada, ale próbuje jak przytrzymuję jej nóżki.

Gaworzy? a i owszem :) najchętniej tatatatatata! albo sssssssssss! Na nic się zdają prośby: powiedz MaMa! Ma-ma! Tata!!!!! Tyle w temacie. I gdzie to sprawiedliwość? Zofia lubi oglądać telewizor (TVP ABC-rządzi! Kochamy Domisie!). Niestety mamy to w zwyczaju, że TV leciał u nas non stop i musimy zmienić przyzwyczajenia. Dlatego włączam go tylko w ostateczności jak Księżniczka jest marudna i już nie mam pomysłów na zabawianie.Obowiązkowo leci po ostatniej drzemce, po 17 jakoś. Czekamy właśnie na Domisie.

Jeśli chodzi o wdrażanie diety to próbujemy już różności. Gluten wprowadzony więc jest sporo możliwości. Pierś o podobnych porach co ostatnio, czyli koło 7,11, 16,20 i 23. Na kąpiel idziemy koło 19.30- po 20 karmienie i sen. Śpi zazwyczaj do 7. Czasami bez budzenia się, czasami się budzi z płaczem po 21, albo koło 4. Zawsze reaguję i uspokajam. Czasami zasypia po 10 minutach, ale zdarzyło się, że nie spałyśmy od 3 do 5! Zupełnie nie wiem od czego to zależy! Na szczęście najczęściej budzi się raz, albo wcale. Więc do przeżycia :) Lęki o których Wam pisałam przeszły po ok 1,5 tygodnia.

Nie pamiętam czy już Wam pisałam, ale mamy już tylko  2 drzemki. Koło 10 i koło 15. Zasypia bez problemów- jak tylko ją odłożę. A jeśli chodzi o posiłki stałe to dołożyłyśmy śniadanko koło 9 (więc mamy 3: 9, 14, 18). Najczęściej kaszka manna, którą Zofia uwielbia!

Na początku marca mam w planie udać się na wizytę kontrolną do pediatry, bo ostatnia wizyta na szczepienie w przychodni była mega ekspresowa ( a następne szczepienie dopiero w lipcu!). Nawet nie wiem ile mi dziecko waży. Ale może to być koło 10 kg jak nic! Tak twierdzi mój kręgosłup :)

Ulubione zajęcie Zofii? Zabawa z mamą. A najbardziej targanie za włosy! Ale to jest zabawne! No ja to pękam ze śmiechu normalnie :) Ale tak prawdę mówiąc- uwielbiam to :) Serio! Fajna jest też zabawa w A!Kuku! i Idzie raczek! :) Kosi!Kosi! jeszcze nie idzie. A kąpiel??? Najzabawniejsze jest wypryskiwanie wody a całą łazienkę! Podnosi całe ciałko opierając się na głowie i piętach i tak opada mocząc  wszystko dookoła :) Czad! Starzy to niedługo w deszczówkach będą Zosię kąpać! No ogólnie to wesoło mamy- nie ma co!

Przyszły rolety zaciemniające do pokoju Zofii (jak na złość w tym pokoju nie ma rolet zewnętrznych). Ba! Mąż je nawet zamontował! A  ja jakoś nie mogę się zebrać, żeby przeprowadzić córę do swojego pokoju :( Czuję się jak wyrodna Matka! Macie na to jakieś rady?????

wózkowe fantazje

Myślałam, że temat wózka jest już za mną, ale to było by zbyt piękne :) Skoro mowa o wózku to muszę wam powiedzieć, że nadal jestem zachwycona naszym Roanem ( Roan Marita)! Użytkujemy go już prawie 8 miesięcy! Rewelacja! I nadal serdecznie polecam! Jak pamiętacie kupiłam używany na allegro 2 w 1. Fotelik Roan Millo dokupiłam (również sprawdza się super!). Dopiero parę dni temu Zofia pierwszy raz podróżowała spacerówką. Gondola Roana jest tak wielka, że spokojnie jeszcze ze 2 miesiące by w niej pojeździła ( ubrana w kombinezonik i ze śpiworkiem!). Co prawda gondola posiada podnoszone oparcie (z czego korzystamy już od jakiegoś czasu), ale stwierdziłam, że wygodniej będzie jej w spacerówce, zwłaszcza, że ten model można montować przodem lub tyłem do kierunku jazdy. Muszę wam jeszcze napisać, że zawieszenie wahadłowe na nasze wiejskie warunki sprawdza się idealnie! Jak czołg! Nie mam żadnych uwag co do tego modelu, nie mogę powiedzieć złego zdania. Co prawda spacerówki używamy bardzo krótko, więc za parę miesięcy spodziewajcie się ponowienia tematu.

Nasz czołg codziennie przechodzi chrzest bojowy co objawia się tym, że wygląda serio jakby jeździł na jakimś poligonie. Nasze drogi gliniano-błotnisto-bagienne dosyć go ” wykańczają”. Ogólnie chodzi o to, że nasze duże pompowane koła  i częściowo rama jest tak zafajdana, że musiałabym go codziennie szorować, żeby doprowadzić do używalności w innym bardziej cywilizowanym terenie ;) Dlatego pomyślałam sobie, żeby dokupić jeszcze jedną spacerówkę- taką „czystą”, która będzie sobie leżeć w bagażniku i której nie będzie wstyd wyjąć przy ludziach. Na zakupy, na wypady do miasta, na urlop. Niekoniecznie musi to być malutka parasolka. Chodzi mi o stabilny i wygodny wózek, który posłuży nam do ostatniego dnia naszej przygody wózkowej. Cena Max 600 zł. I chciałabym nówkę….wiem, szału nie ma. Od kilku tygodni buszuję po necie, szukam rankingów, opinii eksperckich i czytam też opinie użytkowników. No i znowu zawrót głowy!!!!!!

Zakochałam się. Zakochałam się w niemieckich wózkach Hartan. Dopracowane w najdrobniejszych detalach. W niejednym rankingu pierwsze kilka pozycji zajmują właśnie wózki tego producenta, który stawia przede wszystkim na bezpieczeństwo, wygodę użytkowania i wygląd. Cena???? Zawrotna!!! Ale tak się napaliłam, że znalazłam używany na allegro (model buggy Ix1) i wiecie co? Kupiłam. Niestety jak doszedł to okazało się, że dość zjechany i podniszczony- dlatego czym prędzej go odesłałam, ale co sobie popatrzyłam i pojeździłam po salonie to moje :) Mówię Wam! Mercedes wśród wózków! Tak płynnie i lekko chodzi pomimo swojej masywności! Ojej……brak słów. Gdyby tylko było mnie stać……Jeśli są wśród Was mamusie o nieograniczonym budżecie to rzućcie okiem na Hartanki- nie pożałujecie. Co jeden model to lepszy!

Halooo! Tu Ziemia!!!! Ziemia!!!! My mamy max budżet 600 zł, a byłoby super nie wykorzystać go do końca. Postawiłam na polskich producentów. Rankingi, testy, opinie…. Wahałam się między Baby Design Sprint,  Coletto Amico, Coletto Aveo. Ostatecznie mój wybór padł na Camarelo Eos- na pompowanych kołach.I ta powiększana budka! Ogólnie jest świetny i ta kolorystyka!!!! Właśnie tego szukałam. Porządny, mocny, stabilny- przez co wygodny i trwały. Jeszcze nie zamówiłam, ale zrobię to. Już nie mogę się doczekać!!! Czy wy też macie tyle frajdy robiąc zakupy dla dziecka? Ja cieszę się przestrasznie- zupełnie jakbym katalogi z wycieczkami przeglądała ;) Radocha totalna :)

zapamiętaj na zawsze droga Matko!

 

„Wasze dziecko pewnego dnia wyrośnie z pieluch. Obiecuję. Pewnego dnia będzie już za duże na wasze kolana. Pewnego dnia nie będziecie musieli go wyciągać rano z łóżka. Pewnego dnia wejdziecie do jego pustego pokoju i będzie skłonni oddać wszystko, aby TEN dzień wrócił. TEN dzisiejszy dzień – z całym jego zmęczeniem, chaosem i śmiechem. Odpuszczajcie więc małe rzeczy. Przytulajcie wasze dziecko. Zostańcie z nim i pobawcie się trochę dłużej. Budujcie więź. Twórzcie wspomnienia. Piękne wspomnienia. Wspomnienia, do których będziecie wracać, gdy te małe rączki, które dziś trzymacie, odejdą.”

Źródło: Positive Parenting: Toddlers and Beyond.

www.blogojciec.pl

Kiedy zobaczyłam i przeczytałam te słowa poczułam się jakby ich autor siedział w mojej głowie. Jakby ubrał w słowa moje myśli i uczucia. Słowa te przywołał u siebie blogujący ojciec.Swoją drogą bardzo lubię tego gościa. Mężczyzna w parentingu to rzadkość. Często tam zaglądam.

Często o tym myślę. I teraz kiedy każdego dnia czuję, że czas leci naprawdę bardzo szybko myślę o tym jeszcze częściej i mocniej. Mam momenty, że trudno mi się z tym pogodzić. Ale to mi pomaga. To pomaga mi cieszyć się każdym dniem spędzonym z moim dzieckiem. Nawet tym najgorszym, najbardziej marudnym, tym po zarwanej nocce. Kiedy jest już tak źle, że mam poczucie, że jeszcze chwila i zwariuję. Albo, że mam już tak serdecznie dość, że wyskoczyłabym przez okno gdyby nie to, że mieszkam na parterze. Są takie dni. Wy też je macie. Każdy ma prawo takie mieć. Nie jesteśmy idealni. Jesteśmy tylko rodzicami.

I teraz kiedy zdałam sobie z tego sprawę- każdy dzień mnie cieszy. Każdego dnia coraz częściej trzymam moją córkę na rękach, pomimo tego, że jest coraz większa i cięższa. Pozwalam jej wtulać się we mnie, a ja, ściskając ją,  wącham jej śmieszne, powycierane włoski. Nigdy nie odmawiam kiedy mnie potrzebuje.

Bo przyjdzie taki dzień- kiedy nasze dzieci nie będą chciały być już brane na ręce. Nie będą chciały siedzieć na kolanach. Nie będą potrzebować naszej dłoni. I buziaka też nie będą chciały nam podarować….”…no Mamo! weź przestań- siarę mi robisz….”

pamiętajcie.

szszszszszszszzzzzzzzzzzzzzzzzz…….błogi szum!

Pierwszy raz przeczytałam o tym na stronie tatapad.pl ( męskim okiem na macierzyństwo- polecam dla Was i dla Waszych facetów). Nie spotkałam się z tym u żadnych moich znajomych, więc byłam totalnie świeżynką w temacie.  Zaczęłam trochę drążyć i tak dotarłam do Harveya Karpa i jego metody 5S. Swoją drogą pozycja Karpa „Najszczęśliwszy śpioch w okolicy”  jest dla mnie tak samo ważna jak Tracy Hogg ” Zaklinaczka dzieci-jak rozwiązywać problemy wychowawcze”. Obie polecam na różne problemy z maluszkami. Jak dla mnie obie mają wiele wspólnego i znalazłam w nich wiele cennych wskazówek, które baardzo ułatwiły nam życie.

Wracając do szumu. Podarowałam sobie suszarkę czy odkurzacz w sypialni- jest to zbyt niebezpieczne na dłuższą metę….no spanie przy włączonym odkurzaczu to dopiero frajda! ;) Sięgnęłam od razu do you.tube. Jest tam wszystko! Dosłownie! Odkurzacze, suszarki, klimatyzacje, wentylatory i wodospady, deszcze i wiele innych. Niektóre nagrania mają po 10 godzin. I tak metodą prób i błędów próbowałam podczas dłłłłłłuuugiego usypiania co zadziała. Pierwsze próby były nieudane, teraz wiem, że szum strumienia jest zbyt delikatny. Tu trzeba było z grubej rury! Głośność: jak pisze Karp- branie mocnego prysznica. I tak dotarłam do deszczu- a w zasadzie ulewy. Trzeba tylko uważać, żeby nie była to burza z grzmotami i piorunami, bo może mieć to efekt odwrotny. Najlepsze dla mnie odgłosy ma użytkownik Texashighdef. Jeśli dobrze traficie w preferencje waszego maluszka- efekt będzie natychmiastowy! Ciszaaaa! Sen! To na prawdę działa, tylko nie można się od razu poddawać!

Dlaczego to działa? Nie jest to chyba żadną tajemnicą, że maluszki pamiętają pewien rodzaj szumu z naszego brzuszka- szum przepływu krwi pępowinowej. Najważniejszą funkcją tego magicznego szumu jest wygłuszanie, maskowanie, filtrowanie nadmiaru bodźców dźwiękowych, czyli osłabienie rozpraszających dźwięków otoczenia. Znalazłam również informację o badaniach, które udowodniły korzystne działanie białego szumu na obniżenie tętna krwi u dzieci, co doprowadziło do ich uspokojenia, trzykrotnie skracało też czas potrzebny do uśnięcia w stosunku do niemowląt usypianych w ciszy. Mnie to przekonało. I okazało się prawdą.

Stosujemy szum od czasu kiedy Zofia miała niecałe 3 miesiące (jakoś tak), był to czas przeprowadzki – więc czas trudny dla nas wszystkich. Osoby, które śledzą nasze poczynania wiedzą, że Zofia miała problemy ze spaniem- zwłaszcza w dzień. Jestem przekonana, że dzięki naszemu odkryciu ułatwiliśmy sobie życie. Teraz nie korzystamy już z you tuba- ale wystarczy szum z rozregulowanej wierzy. Słuchamy go wszyscy całą noc ( Zofia ma łóżeczko w naszej sypialni), a córka również podczas dziennych drzemek. Fakt jest taki, że mąż trochę narzeka- i ja nie ukrywam, że też wolałabym spać w ciszy- ale można się przyzwyczaić. Na ten moment sen mojego dziecka jest najważniejszy. Dzięki niemu moje dziecko rozwija się zdrowo i ma dobry humor :)

Oczywiście przyzwyczajenie dziecka do takiej formy zasypiania ma wady (zresztą jak każdy „pomocnik „zasypiania)- a w zasadzie jedną: zdarzyło się, że wyłączyli prąd i wieża się na chwilkę wyłączyła- Zofia prawie od razu się budzi. Ale można samemu trochę poszuumieć i zasypia ponownie. Na szczęście są to sytuacje sporadyczne. Zresztą wolę takie rozwiązania niż godzinami nosić dziecko na rękach by zasnęło, czy dawać cyca co chwilę, czy wozić wózkiem albo nawet samochodem. Zdaję sobie sprawę, że najlepiej by było, żeby nasze dzieci spały same, bez pomocników- ale nie każdy ma tyle szczęścia :)

Od tej metody można też podobno szybko dziecko odzwyczaić jeśli będzie taka „potrzeba”. Trzeba co parę dni ściszać dźwięk, aż do całkowitego wyciszenia. Nam się jednak nie spieszy. Zofia ma bardzo czuły sen- czasami potrafi ją obudzić przysłowiowe pierdnięcie muchy, albo szelest kołdry. Teraz nie muszę chodzić po domu na paluszkach i mogę normalnie funkcjonować. Myślimy powoli o tym, żeby dziecko przeprowadzić do swojego pokoju tuż za ścianą. Razem z szumem. Obawiam się tego. Z jednej strony chciałabym odzyskać własną sypialnię, z drugiej dobrze mi mieć ją tak blisko siebie. Jeśli to dojdzie do skutku, jestem pewna, że kilka nocy na bank spędzę na dmuchanym materacu przy jej łóżeczku….jeszcze nie chcę o tym myśleć….

Wracając do tematu- Szumimy? Jak najbardziej! Ja polecam. Jeśli macie problemy z zasypianiem waszych maluszków, jeśli wasze dziecko często budzi się w nocy-  nie zaszkodzi spróbować :)

PS. ten szum działał u nas najlepiej:

tylko pamiętajcie, że nie może być za cicho!