koniec nocnej idylli……

było by zbyt pięknie…… miałam za dużo szczęścia :( od kilku nocy mamy w domu masakrę! Myślałam na początku, że to te cholerne zęby idą w końcu, ale nic tam w paszczy nie widać! I uświadomiłam sobie, że to jest przecież 8 miesiąc…..a co za tym idzie???? Prawdopodobnie lęk separacyjny!!!!! Skąd takie podejrzenie? Już piszę:

  • objawy występują tylko w nocy, tj: płacz, skomlenie, wycie i to w takim półśnie, w ciągu dnia wszystko jest normalnie- żadnych zmian w zachowaniu (póki co),
  • nieukojone objawy powtarzają się max co kilkanaście minut, albo trwają nieustannie do momentu ukojenia,
  • ukojenie przynosi bliska obecność mamy, czyli mnie- a wygląda to tak, że w nocy wysłałam męża do gościnnego ( niech się chłopina wyśpi), zrobiłam w nocy „przemeblowanie”- dosunęłam łóżeczko do naszego łóża, a następnie spałam w poprzek tego łoża z ręką przeciśniętą przez szczebelki- tak aby dłoń spoczywała na brzuszku mojej małej cierpiętnicy. Kiedy tylko odezwała się syrena wystarczyło poklepać wykręconą dłonią po wyżej wymienionym brzuszku i zaszuszać: ciiiiiiiiiiiiiii…… I następowała natychmiastowa cisza :) na najbliższe kilkanaście minut ;/   I tak cała nocka….. Mój mały skowronek budzi się rano wypoczęty i uśmiechnięty- tylko matka jakaś taka niewyraźna. Wory po kartoflach ma pod oczami……I chodzi jak cień, wali piszczelami po meblach. Istne zombi.

Pocieszcie mnie, że to minie! Czy któraś z Was też tak miała???? Nie mam sił na NIC! Padam na ryj. Już od tygodnia próbuję posprzątać w domu. Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!!!!!

a może by tak…..

… „wszystkie kocham po równo! „, ” nie da się tego porównać”. To najczęstsze słowa jakie odpowiada osoba posiadająca więcej niż jedno dziecko . Tak, chodzi mi to po głowie od jakiegoś czasu. Bo teraz kiedy mamy wszystko już dość ogarnięte i wszystko ładnie się układa- zaczęłam sobie myśleć- że chciałabym jeszcze raz! Chciałabym jeszcze raz zajść z ciążę i nosić pod sercem swojego skarba, chciałabym znów poczuć ten stresik przed każdą wizytą u lekarza, wzruszać się patrząc na monitor i słuchając bijącego serduszka, tęsknię za tymi ruchami wewnątrz rosnącego brzuszka, które potem widać przez skórę. Nie uwierzycie- ale chciałabym znowu przeżyć poród siłami natury! Chciałabym znów TO poczuć!!!! Zwariowałam! Wiem! Ale kiedy już tak sobie myślę trochę za bardzo to jakiś głos wewnątrz mnie przypomina mi od razu: pamiętaj, że teraz będzie zupełnie inaczej….nie będzie błogiego leniuchowania przez 9 miesięcy…..spania całe dnie…. czasu na wszystko…Teraz jest już Zosia, którą trzeba się zając, która wymaga opieki i miłości!!! Tak! Nie ma, że mdłości, nie ma, że nocka zarwana, nie ma, że nowe dziecko wisi przy cycusiu cały dzień i jedyny problem to taki, że nie miałam czasu się umyć. Teraz byłoby zupełnie inaczej…

I kiedy już tak sobie uświadomię, że miałabym mniej czasu poświęcać Zosieńce, oddać połowę swojego serca dla nowego dziecka…..To ja już sama nie wiem czy tego chcę. Usłyszałam od kilku koleżanek, które mają 2 dzieci, że serce Matki jest bardzo pojemne i rośnie z każdym dzieckiem….Nie mówię, że tak nie jest….ale….nie wyobrażam sobie, że drugie dziecko mogłabym kochać tak jak Zosię. Po prostu tego nie ogarniam! Mam obawy, że to ona byłaby moją faworytką i przeraża mnie to :(   nie chciałabym aby któreś dziecko czuło się pokrzywdzone… Oczywiście to tylko moje podejście- jeśli wy macie inne to chwała Wam za to!

Nie, ja jednak nie chcę więcej dzieci! Chcę całą siebie oddać mojej córeczce. Może jestem egoistką. Ale dobrze mi z tym. Gdyby jednak coś się przydarzyło (chociaż staramy się, aby nie)- to trudno- oczywiście, że będę się cieszyć. Ale teraz… teraz cieszę się każdym dniem spędzonym z Zofią. Próbuję zapamiętać te obrazy gdzieś głęboko w albumie moich myśli. Tak bardzo usiłuję zachować te ulotne migawki. Te nasze szalone wariacje, śmiechy….   <3 <3 <3

Zosiu! – Córeczko kocham Cię! Kocham najbardziej na Świecie!!!

Dobra rada- słodkości: pyszne, zdrowe ciasteczka

To jeszcze z czasu kiedy byłam na diecie i nie mogłam jeść mlecznych produktów i białka mleka. A przecież zachcianki miałam! Wszystkiego musiałam sobie odmawiać więc musiałam znaleźć jakąś fajną alternatywę.

Te ciastka są dla wszystkich- niekoniecznie tylko dla tych na diecie. Są łatwe do zrobienia, smaczne i zdrowe. Nie zawierają cukru ( no chyba, że sobie macie ochotę dodać to proszę bardzo- ja dawałam 2 łyżki brązowego), mleka, jaj i mąki. U mnie znikały w ciągu 1 doby :) noo nie mogłam się oprzeć!

Składniki konieczne:

  • 1 banan ( można dać 2- jak kto woli)
  • 1 jabłko
  • szklanka płatków owsianych lub każdych innych
  • szklanka otrębów jakichkolwiek

Składniki dodatkowe (jak kto woli, można wcale, można wszystkie, można tylko ulubione :) w ilościach jakie chcecie : jak masa będzie za sucha rozrabiamy 2-3 łyżki zmielonego siemienia lnianego we wrzątku i tego gluta dodajemy; jak za mokra to dodajemy otrębów  ):

  • kakao
  • wiórki kokosowe
  • rodzynki
  • żurawinę
  • migdały płatki
  • jakiekolwiek orzechy ( rozdrobnione)
  • pestki dyni
  • pestki słonecznika
  • cukier waniliowy
  • starka skórka z cytryny (pycha!)
  • przyprawa do pierników
  • no można dać naprawdę wszystko co sobie wymyślicie!

Banana rozgnieść (bez skórki ;) ), jabłko wyszorować i zetrzeć ze skórką na tarce o grubych oczkach. Wszystkie składniki łączymy razem do uzyskania kleistej, dającej się formować masy. Blaszkę wykładamy papierem do pieczenia. Kulamy kulki średnicy 2 cm ( można też większe) kładziemy na papierze i łyżką zgniatamy i formujemy okrągłe ciastko o grubości 1 centymetra. Jak macie kaprys to może być kwadratowe :) . Wstawiamy do nagrzanego piekarnika 180 st na 15-20 minut. Wypróbujcie czas bo może wolicie bardziej wilgotne lub suche. To tyle. Jak widzicie można wykazać się inwencją twórczą :) Smacznego!!!!

 

 

ocipiałam!

Jakieś dwa lata temu moja serdeczna przyjaciółka urodziła swoje pierwsze dziecko- córeczkę. Razem ze swoim mężem szaleli ze szczęścia. To zupełnie zrozumiałe :) My w tamtym czasie jeszcze używaliśmy życia i niekoniecznie myśleliśmy o pieluchach.  Ale powiem szczerze, że z małżem podśmiechiwaliśmy się z nich trochę. Ich zachowanie w naszych oczach było co najmniej komiczne. Rozpływali się nad tym swoim dzieckiem niemiłosiernie. Bo piękna, bo śliczna, bo beknęła cudownie…OOO! a jaki śliczny bączek!!! a tiii tii tii!!! A godzinami mogli opowiadać o tym jak leży i macha rączkami, potem, że już leży na brzuszku. A jakie kupki urocze! A oszaleć można z tej miłości do dziecka! A My w tym czasie w myślach stukaliśmy się w głowę. Miał człowiek wrażenie, że Oni to dziecko po dupie by wiecznie całowali, kupę w ramkę oprawili! No ja rozumiem miłość do dziecka- no spox! Ale bez przesady- myślałam wtedy. Myślałam też : ja tak nie będę! I z niedowierzaniem patrzyłam jak oboje się wpatrują w tego „smarka” małego jak w Obraz Przenajświętszy. Oboje też jak mantrę powtarzali: zresztą sami zobaczycie jak będziecie mięli swoje! A ja sobie myślałam: oohooo! co to- to nie! Na pewno nie dam się zwariować!

Teraz- jakby ktoś spojrzał na mnie z boku- nie ma chwili abym nie wycałowała tych przenajsłodszych polasów. Robię to co chwilę i nie mogę przestać. Całuję rączki, nóżki i to dupsko małe- też całuję! Jak leży na swojej macie i się bawi- mogłabym wpatrywać się  godzinami. Jak śpi i uśmiecha się przez sen- całymi dniami! Jak siedzi w foteliku i z takim zaangażowaniem gryzie swoją łyżeczkę- no normalnie jak nienormalna!!! Zresztą małżowi też się udziela :) Bo nasze dziecko jest najpiękniejsze, najsłodsze, najmądrzejsze! Zwariowałam, oszalałam, ocipiałam! Świata poza nią nie widzę. Czy Wy też tak macie- czy tylko ja straciłam rozum???????

Karmimy się!

Ja tam za jakąś gadżeciarę to się nie uważam, ale kiedy przyszedł czas na rozszerzenie diety Zosi- postanowiłam, że będzie to przyjemność dla nas obu. Miałam odłożone trochę kasy i postanowiłam zainwestować w pewien wynalazek.  Używam go z powodzeniem od kilku miesięcy :) Ja wiem, wydanie na coś takiego 350 zł ( teraz widziałam ceny ponad 450 zł!!!- ale polecam dla zainteresowanych też szukać używanych na allegro- były kiedyś!) to dla niektórych głupota i rozumiem takie podejście do sprawy. Ja mimo wszystko postanowiłam sprawić Nam prezent. I wiecie co??? Nie żałuję! Fakt jest taki, że póki co używam go do gotowania na parze ( dosłownie wszystkiego) i miksowania. Ale może jeszcze rozmrażać, sterylizować, podgrzewać słoiczki i butelki. Nie będę się jednak rozpisywać w jego zaletach, jeśli jesteście zainteresowane lub zaciekawione zapraszam do przestudiowania instrukcji obsługi:
http://pl.lastmanuals.com/dl?k=261377f4622ea7950c9e37ea787fb333&ID=5486390&q=BABYMOOV%20ROBOT%20NUTRIBABY

Ponieważ postanowiłam nie stosować słoiczków ( jedynie w ostateczności) urządzenie Babymoov robot Nutribaby okazało się strzałem w dziesiątkę. Jeśli nie szkoda wam kasy  to naprawdę polecam :)

Ja robię raz na trzy tygodnie akcję: kupuję ( w zasadzie to mąż kupuje- albo Babcia) ekologiczne warzywka i działam. Zofia ma już 7 miesięcy, więc z warzywami można troszkę poszaleć- za nami: marchew, ziemniak, brokuł, kalafior, pietruszka, burak, szpinak, dynia, cukinia. Robię różne mixy warzywne i mrożę w małych porcjach w woreczkach do pokarmu. W przyszłym tygodniu Zofia dostanie też pierwsze przecierki z mięskiem (indyk i cielęcina). Dodatkowo od 2 tygodni podaję ugotowane pół żółtka co 2 dzień do przecieru. Najczęściej dodaję też odrobinę kleiku ryżowego lub gotuję płatki ryżowe. Jesteśmy dopiero na etapie ekspozycji na gluten, więc póki co musi nam to wystarczyć. Na szczęście Zofia ma apetyt- zawsze zjada wszystko do ostatniej łyżeczki- aż jej się uszy trzęsą!!! Ma to po mamusi ;)

Na podwieczorek dostaje Sinlac (coraz rzadziej bo odkąd skończyły się kłopoty z alergią to mamy większe możliwości) lub kaszkę mleczno-ryżową z różnymi owocami- a to z jabłkiem, a to z gruszką czy bananem. Ostatnio dla urozmaicenia kupiłam jakiś słoiczek z owocami- bo o tej porze roku to mały wybór mamy. Póki co to tyle. Zofia dostaje tylko 2 posiłki dodatkowe. Nadal jej podstawowym pożywieniem jest mleko mamy :)

Jeśli chodzi zaś o dopajanie to używamy wody. Żadnych herbatek czy soczków. Im mniej chemii tym lepiej. Ostatnio też ugotowałam „kompot” z 1 jabłka- oczywiście bez cukru ( bo my cukru i soli nie planujemy w ogóle używać w najbliższym czasie- i tym trochę dalszym też)- Zosiuli bardzo to smakowało- a owoce powędrowały do kaszki na podwieczorek.

A wy drogie mamusie jak rozszerzacie lub rozszerzałyście dietę Waszych maluszków? Macie jakieś ciekawe patenty lub przepisy? Podzielcie się! Ja i inne Mamuśki chętnie skorzystamy!!!

 

http://blog.greenkiddie.co.uk/wp-content/uploads/2013/08/nutribaby-babymoov.jpg