Pierwsze wspólne Święta II

W tym roku Święta przyszły dla mnie niespodziewanie. Pogoda też swoje zrobiła- ciepło, mokro, szaro….Piękne, bajeczne, białe Święta pamiętam za czasów dzieciństwa. Z perspektywy czasu wydaje mi się, że każde takie kiedyś były. W tym roku zupełnie nie byłam nastrojona- radia nie słucham więc ominęła mnie cała świąteczna sieczka…Z domu nie wychodziłam więc nie wiem czym są koszmarne, przedświąteczne zakupy- ale też nie napatrzyłam się na mikołajów, lampki i choinki. Większość sprawunków zrobił mąż i sporo też zamówiłam przez neta.

Nie ukrywam, że wyjątkowo w tym roku niezbyt się namęczyłam. Większość przygotowała moja Mama ( kochana Babcia!!! Jak zawsze wszystko pyszniutkie!) Kolację zaczęliśmy koło 16 i Zofia towarzyszyła nam cały czas. Siedziała w swoim krzesełku z nami przy stole i była bardzo zainteresowana tym co się dzieje. Największą atrakcją dla niej były oczywiście prezenty- a raczej kolorowe papiery  i wstążki. Cały wieczór upłynął nam w miłej i rodzinnej atmosferze, a ja cieszyłam się, że spędzamy czas w domu wszyscy razem i że nie musimy nigdzie jechać.

Muszę się do czegoś przyznać i zastanawiam się czy Wy też tak macie. Im jestem starsza tym mniej lubię Święta. Mimo, że w tym roku ominął mnie szał zakupów i pełne parkingi przy centrach handlowych. Ale ta gonitwa i to ciśnienie !!! Tyle przygotowań, 2 dni w kuchni, a potem to żarcie przez kilka dni tego samego… Za dzieciaka to człowiek czekał z niecierpliwością kilka miesięcy! Trzeba dołożyć teraz starań, żeby Zofia też miała piękne wspomnienia…

Następne dni również były rodzinne. Odwiedziła nas rodzina męża. Było tłoczno,głośno i wesoło. Zofia sprawowała się fantastycznie, miała dobry humor, nic nie marudziła i podobały jej się harce z dziadkami :) od nadmiaru wrażeń miała problem z drzemkami dziennymi, ale już teraz powoli wszystko wraca do normy. A ja czułam się wykończona i wiecie co? Cieszę się, że już po wszystkim! Lubię to nasze nudne, spokojne życie….

Pierwsze wspólne Święta I

a nie prawda, bo drugie :) pamiętam- dokładnie rok temu- III miesiąc ciąży skończony….Wigilia z rodzicami i My ( małż i ja)- z malutkim brzuszkiem :) Pamiętam jak myślałam sobie: za rok Zosia będzie z Nami- mało tego będzie miała już pół roku!!! To była wtedy dla mnie jakaś abstrakcja!

Jutro Wigilia- prezenty zaraz będę pakować w śliczny, kolorowy papier. Zofia od godziny śpi, mąż na siłowni. Ja popijam piwko i tak sobie tutaj rozmyślam….. Jutro ponownie spędzimy kolację z moimi rodzicami  ( a w zasadzie obiad- bo umówieni jesteśmy na 15- co by Zofia trochę skorzystała- a nie mogę się doczekać jak pierwszy raz  usiądzie z nami przy stole!!!!!) . Rodzina małża nawiedzi nas w pierwsze Święto.

Rozmyślam o tym czego Życzyć…..Rodzinie, Sobie , Wam…. Jasne- są jakieś regułki i schematy…Ale tak na prawdę to uważam, że każdy z Nas- Was sam wie czego pragnie i potrzebuje do szczęścia. I właśnie tego Wam życzę. Niech się spełnią wasze pragnienia i marzenia w tej  kolorowej i Świątecznej aurze. Aby nikt nie poczuł się samotny. Aby każdy poczuł się ważny i potrzebny. Życzę Wam bardzo udanych Świąt, takich które zapamiętacie do końca życia. Moje takie będą. Pierwsze Boże Narodzenie Zofii……

pół roku Zofii

uwierzycie???? Zofia skończyła pół roku! W głowie mi się to nie mieści! Patrze na tą moją śliczną córeczkę i już chyba milion razy powiedziałam do męża, że czas płynie zdecydowanie za szybko. Że dziecko nam za szybko rośnie i w sumie to mogłaby zostać już taka na zawsze :) Przez te ostatnie choroby przeoczyłam chyba jakiś skok rozwojowy ( w sumie wychodzi na to, że ten 5 z 22-26 tygodnia) bo każdego dnia patrze na nią i jestem w totalnym szoku!!! Niezupełnie chodzi mi o rozwój fizyczny ( chociaż jeszcze bardziej rozwinęła się koordynacja ruchów, leżąc na brzuszku odpycha się rączkami i przesuwa w tył, wygina się w łuk  żeby coś zobaczyć, lub sięgnąć zabawkę, często łapie drobne rzeczy między kciuk, a palec wskazujący- nadal jednak świadomie się nie przewraca z plecków na brzuch i odwrotnie, siada tylko z podparciem, przytrzymywana pewnie stoi na nogach, w kąpieli szaleje i chlupie na całego. Prócz cycusia o 7, 11,15 i 19 nadal je 2 posiłki dodatkowo ( koło 12.30 i 17.30)- ale nie karmimy się już w nocy ( chociaż pobudki niestety są nadal koło 4 i przed 6, ale w miarę szybko za pomocą mamy śpi dalej), od tygodnia spożywa posiłki w wysokim krześle ( w bujako-foteliku wariowała i nie chciała jeść) i dodam, że korzystamy z krzesła z Ikei Antilop ( wraz z tacą i poduszką) i póki co sprawdza się bardzo dobrze- więc polecam. Naprawdę fajne i w bardzo dobrej cenie- można dostać na allergo.

Największą zmianę widzę jednak w rozwoju intelektualnym. Normalnie momentami patrzy i zachowuje się jak „stara”. Uśmiech nie schodzi z jej twarzy, a jak mama robi pierdziocha w szyjkę lub brzuszek- a jak pod paszką to już w ogóle chichocze na całego. Wszystko ogląda bardzo dokładnie, przygląda się jak coś ją zainteresuje i przyjemnością stają się spacery. Mamy gondolę z podniesionym oparciem i ogląda już świat z zaciekawieniem. Coraz częściej zajmuje się sama zabawkami (wiadomo, nie na długo- ale to już coś!). Co ja będę pisać- po prostu zakochuję się coraz to bardziej każdego dnia. I rozumiemy się już naprawdę świetnie. Patrząc na nią mam taką ogromną radość w sercu!!!To niezwykłe uczucie. Trudne początki poszły w zapomnienie- jeden przepiękny uśmiech i człowiek traci głowę dla tego małego człowieka! Pół roczku- to wyjątkowy okres w życiu dziecka :) Macierzyństwo zaczyna przynosić wreszcie radość i spełnienie :)

Od wczoraj kładę Zofię na drzemki w łóżeczku ( jak pamiętacie do tej pory spała w bujaku elektrycznym)- trzymajcie kciuki- póki co jest nieźle. Budzi się co 40 minut, ale wierzę, że jest to szybko do zrobienia. Jestem dobrej myśli. Jestem po prostu szczęśliwa!

rusza ciocia dobra-rada :)

To pierwszy wpis w tej dziedzinie. Stwierdziłam, że skoro mam kilka swoich odkrytych patentów- to dlaczego miałabym się nimi nie podzielić z Wami? Od razu uwaga: nikt mi za to nie płaci. Polecam tylko to co mam sprawdzone i działa :) Może komuś na coś się przyda.

Ponad pół roku zajęło mi znalezienie odpowiedniego biustonosza do karmienia. Swoje poszukiwania zaczęłam jeszcze w ciąży i mogę śmiało powiedzieć, że już je zakończyłam. A problem miałam spory- tak jak biust. Bądźmy szczerzy- tylko właścicielki obfitych biustów mnie zrozumieją ( 90 E wzwyż). O bez firmowych taniochach można w ogóle zapomnieć. Triumph- masakra! Kupiłam kilka modeli i wylądowały w śmietniku. Niby tak dobrze dobrane. Po pół godzinie noszenia robią się buły, a potem to już wszystko wyłazi górą. Całkiem dobrze sprawdziło mi się kilka firmy Lupoline, ale to jeszcze nie to. Przerzuciłam się na Alles. Znowu wypróbowałam kilka modeli i znalazłam :) Biustonosz dla mnie idealny!!! Miękki na sztywnej fiszbinie, ale trzyma biust na baczność :) Mocno zabudowany i nigdzie nic nie wystaje, nic się nie wylewa. Wygodny, miły, doskonały! Nazywa się Mama Cara mia M. Radzę poszukać na allegro. Można trafić o kilkadziesiąt złotych taniej niż w sklepie! Dziewczyny naprawdę polecam!

wyczerpujemy limit chorobowy na przyszły rok!

Wszystko ładnie pięknie, gorączka minęła, wysypka zeszła. Buzia też wygląda całkiem ładnie ( przeciętnie zaczerwienia się 2 x w tygodniu, a po posmarowaniu maścią po 2 godzinach śladu nie ma- w związku z tym u alergologa nie byliśmy jeszcze, bo z czym ja pójdę jak buzię ma ładną i gładką??? Lekarz mnie wyśmieje!).

A tu pewnej nocy Zofia zaczyna kichać. Normalka- w ten sposób maluszki oczyszczają nos. Raz, drugi, trzeci….W ciągu dnia oki, ale kolejna noc i znowu kichanie. I bum!!!! Nosek zatkany :( Nocka zarwana, charczy mi dziecko, kicha, gile się leją…A ja mam już wizję zapalenia płuc po tych smarach……póki co smary bezbarwne- jest nadzieja! Od rana internet i szybka reakcja!

Najważniejsze: oczyszczanie!!! Im  częściej tym lepiej! Lepiej wyciągać niż mają spływać i jeszcze gardło lub płuca zainfekować! Do pomocy sól fizjologiczna lub woda morska (mamy obie, ale używałyśmy wody w sprayu Marimer-  sprawdziła się!). Drugi niezbędny element: aspirator. Najpopularniejszy to chyba Frida. Z tym, że Zofia na jej widok ma wściekliznę! Poza tym ja nie mam tyle sił, żeby wciągać te gile. Mąż to co innego- ten to jak zaciągnie to ho, ho! Niestety muszę sobie radzić sama, więc frida odpada :( no i dzieciaka nie będę co chwile stresować. Pospolite niegdyś gruszki chyba dawno temu już odeszły do lamusa… Wyczytałam też, że często powodowały podrażnienia delikatnej śluzówki w nosie. Więc co zostało???? Katarek! Czyli aspirator kataru podłączany do odkurzacza. Ja wiem, dla wielu brzmi strasznie! Ale uwierzcie mi, że uratował nam dupsko! A w zasadzie to nos :) Wszystko bez łez i paniki ( naprawdę!), bardzo, bardzo szybko i higienicznie! W zasadzie to w parę dni uporaliśmy się z katarem. Zdecydowanie mniej niż 7. A najgorsze były 2 nocki, bo wstawałyśmy w nocy aby gile odsysać.I już po kłopocie!!!

Pomagałam sobie jeszcze maścią Depulol, którą również śmiało mogę polecić ( od 6 m.ż.) Pomaga przy oddychaniu, udrażnia nosek i daje spokojny sen. Jest łagodniejszy niż popularny Vicks. Olbas Oil dodatkowo sprawdził się na mokrym ręczniku na kaloryferze. I spray do noska Nasivin soft, bardzo delikatne i można stosować od 3 m.ż.!

Dałyśmy radę! W najgorszych chwilach kiedy widziałam jak się Zosiula męczy powtarzałam w myślach, że wzięłabym to cholerstwo na siebie. Nie musiałam długo czekać. Po 2 dniach Zofia spała już spokojnie, a ja miałam tak nos zawalony, że myślałam, że się uduszę! Trudno. Nie jest źle. Uważajcie na to o czym myślicie ;)