Całkiem dobry dzień!

Od szczepienia minęło 48 godzin i nic się nie dzieje. Zofia nie miała nawet gorączki. W ogóle nie zauważyłam żadnego odstępstwa od normy. Więc jest ok. Zdecydowałam się na szczepionki skojarzone 5 w 1. Nie wiem czy dobrze zrobiłam, ale chciałam jak najlepiej dla Zosi. Wiecie jakie miałam zdanie na temat szczepień. Zdania nie zmieniłam. Najchętniej wcale nie szczepiłabym mojego dziecka, ale nie mam siły walczyć ze systemem. Mam wystarczająco dużo stresów bez tego…. Mam nadzieję, że nie będę tego żałować do końca życia….

A teraz czas na przyjemności. Dziś byliśmy na pierwszej sesji zdjęciowej Zosi. Tak naprawdę to już druga jej sesja- pierwsza była jeszcze w brzuszku :) Nie mogę się doczekać efektów! Prawdę powiedziawszy miałam wielkie obawy co do tego…Zośka to przecież taka maruda! Przepłakała- a w zasadzie darła się całą drogę do fotografa… Na szczęście córcia zaskoczyła mnie mega pozytywnie :) Co prawda bardzo często przystawiałam ją do piersi pomiędzy ujęciami- ale dzięki temu szybko się uspokajała. Nie było krzyku, wrzasków, ulewania, sikania, kupki- nic :) Poszło gładko! Fakt jest taki, że nie udało nam się jej rozbawić, ale minki i tak robiła słodkie- i te wielkie oczy! Nasza mała, kochana modelka! Wreszcie będę mogła zrobić album. Miałam takie założenie zrobić prawdziwy album z papierowymi zdjęciami-z sesji ciążowej połączony ze zdjęciami Zofii po drugiej stronie brzuszka. Chciałam też podrukować parę fotek do ramek w naszym nowym domku :) Koleżanka, która zawodowo zajmuje się fotografią miała dla nas bardzo dużo cierpliwości i dobre podejście. Pewnie trochę będziemy czekać na efekt końcowy- ale co tam! To jedno z milszych wydarzeń w ostatnim czasie :) Poza tym jest to nasz wspólny prezent z mężem z okazji naszej pierwszej rocznicy ślubu.  Zrobiliśmy jedno zdjęcie w 3- czarno-białe- będzie wisiało w naszym salonie :) Nie mogę się doczekać !!!

Znalazłam przyczynę…..ulga czy rozpacz?

Miałam ochotę napisać zupełnie o czymś innym, ale przypadkiem trafiłam na to :    
http://www.bangla.pl/artykuly/a86/high-need-baby-to-brzmi-dumnie

Boże jedyny. Wymagające niemowlę!!!! W końcu rozumiem co się dzieje z moim dzieckiem! W końcu przestanę wyzywać na czym ten świat stoi! Jeśli ktoś z Was pofatygował się  i przeczytał  moje wpisy ( przynajmniej te od urodzenia Zośki) ten na pewno się ze mną zgodzi…Przytoczę tu o czym mowa ( z wymienionego wyżej artykułu)- chociaż naprawdę zachęcam do przeczytania całości:

Jak rozpoznać high-need baby?

  1. Intensywne  reakcje – high-need baby można rozpoznać już na oddziale położniczym.  Podczas gdy inne noworodki większość czasu spędzają na spaniu, dzielnie znosząc  nawet całonocne pobyty w zbiorowej sali pod opieką położnych (byle tylko  brzuszek był pełny), high-need baby rozszczeniowo domaga się aktywnej,  nieustannej opieki mamy. Nie czeka i nie akceptuje kompromisów. Jest  zero-jedynkowe. Gdy coś mu nie pasuje, od razu przechodzi do głośnego wrzasku  (bez etapu pojękiwania, postękiwania i pochlipywania). Jednocześnie niezwykle  trudno się uspokaja. Wszystko to sprawia, że rodzic zaczyna obsesyjnie unikać  sytuacji mogących wyprowadzić dziecko z równowagi.
  2. Hiperaktywność - high-need baby na ogół nie lubi być opatulane w kocyk czy noszone w  chuście. Wygina się, pręży i głośno protestuje przeciwko wszelkim próbom  ograniczenia ruchów.
  3. Częste  karmienia – wymagające niemowlęta mają w głębokim poważaniu wszelkie  żywieniowe normy, mówiące np. o 2-godzinnych odstępach między karmieniami.  Trudno także znaleźć jakąkolwiek prawidłowość w ich harmonogramie karmień.  Bywa, że matka czuje się jak żywy smoczek – zaakceptowanie tego zjawiska jest  wyjątkowo trudne w naszym kręgu kulturowym (w odróżnieniu od kultur  prymitywnych). Co więcej, high-need baby często domaga się długiego karmienia  piersią – trudno się spodziewać „samoodstawienia” w wieku np. 12 miesięcy.
  4. Częste  pobudki – high-need baby śpi płytko i łatwo się wybudza, inaugurując  klasyczny dla siebie koncert „ile sił w płucach”. Powtórne uśpienie może trwać  godzinami. Bywa, że skrajnie zmęczeni rodzice, w obawie przed kolejną nocną  pobudką (a wymagające dzieci miewają ich mnóstwo) zaczynają unikać spłukiwania  wody w toalecie, boją się kichnąć, szeleścić kołdrą i wstrzymują oddech będąc w  pokoju dziecka. Często mijają lata, nim high-need baby prześpi bez pobudki całą  noc.
  5. Niezadowolenie – wymagającym niemowlętom nieustannie coś nie pasuje. High-need baby domaga się  wzięcia na ręce, więc wyciągasz ramiona, podnosisz i przytulasz je do siebie, a  ono… jest niezadowolone i krzyczy. Bo trzymasz nie tak. I tak dzień w dzień,  w dziesiątkach różnych sytuacji. Co gorsze, to co sprawdza się dziś,  niekoniecznie sprawdzi sie jutro. Rodzic wkłada mnóstwo energi w zwykłe,  codzienne czynności: jest zawsze czujny, przewidujący, kreatywny. Jeden  niewłaściwy gest czy nieadekwatna reakcja – i dziecko wpada w nieukojoną  rozpacz.
  6. Wrażliwość – high-need baby jest bardzo wrażliwe. Z charakterystycznym dla siebie  zdecydowaniem i determinacją sygnalizuje wszelki dyskomfort, tak psychiczny,  jak fizyczny. Potrzebuje stałości, której osiągnięcie samo sobie (i rodzicom)  utrudnia.
  7. Wymagania – lubi być noszone na rękach i spać z rodzicami – oto typowe high-need baby.  Łóżeczko/kojec wymagającego niemowlęcia służy co najwyżej jako pojemnik na  zabawki czy świeżo upraną pościel. Szaleństwem jest oczekiwać, że wymagające niemowlę  będzie sobie leżało i głużyło do zawieszonej nad łóżkiem karuzelki. High-need  baby nie zasypia samo, doprowadzając do szaleństwa rodziców słyszących zewsząd,  że „dziecko powinno”. Na nic zdają się podręcznikowe techniki i metody – ono po  prostu potrzebuje pomocy i fizycznej bliskości, by zasnąć. I mnóstwa czasu, by  opanować umiejętność relaksowania się przed snem i samodzielnego zasypiania. O  wymagających niemowlętach mówi się też często, że są „nieodkładalne”.

I co wy na to????? Jedyne co się nie zgadza- Zofia nie śpi z nami w łóżku- bo nigdy na to nie pozwoliłam. Od pierwszego dnia śpi w swojej kołysce w naszej sypialni. Ja z jednej strony poczułam ulgę. Naprawdę- wielki głaz spadł mi z serca! Inni też mają podobne problemy (poczytałam komentarze pod artykułem) ze swoimi niemowlakami. Nie jestem złą matką !!!!! Mam po prostu „wyjątkowe” dziecko!  I nie mam wyjścia jak tylko uzbroić się z cierpliwość- bo wygląda na to, że moje macierzyństwo nie będzie kolorowe…

a co u nas???

Sami widzicie po moim nastroju- kolorowo nie jest. W weekend trochę lepiej, bo mąż na miejscu- a wszystko dzielone na dwa- boli mniej. Chociaż parę łezek uroniłam- nie powiem…Ale są jakieś postępy :) Przede wszystkim Zośka leży codziennie na brzuchu. Nie znosiła tego! Ale codziennie po trochu i teraz już nawet nie protestuje. A co najważniejsze skończyła parę dni temu dwa miesiące, a dziś trzymała już główkę pionowo. Moja silna zuch dziewczyna!!!! Naprawdę bardzo silna! Mama dumna :*  Poza tym matka postanowiła nie robić głupa z dziecka i kłaść je wieczorem spać na śpiocha. Od 4 dni kładę spać Zosiulkę do kołyski zanim na dobre zaśnie przy cycusiu. Oczywiście za każdym razem ryk. Ale zgodnie z teorią Tracy Hogg ( przeczytałam jej książkę jeszcze będąc w ciąży kilka razy!) podnoszę, uspokajam i odkładam. Idzie nam coraz szybciej. Był dzień, że zasypianie trwało pół godzinki! Zazwyczaj marudzi na śpioszku koło godzinki zanim zaśnie na dobre- ale co to jest w porównaniu do 3 godzin jakiś czas temu! Puszczam jej też do zasypiania biały szum ( z wieży w sypialni). Mamy więc kolejny postęp- ale jest jeszcze jeden! Od momentu stosowania tej metody Zofia budzi się tylko raz w nocy. Zazwyczaj koło 4 :) Mama ma więcej czasu na spanko :) Szkoda tylko, że ta metoda za nic w świecie nie chce działać w ciągu dnia! Nie mam sposobu na to żeby uśpić Zofię w kołysce! Jakieś pomysły????? W dzień śpi tylko przy piersi i sporadycznie w bujaczku. Moje próby zastosowania naszej metody kończą się 3 godzinami ciągłego płaczu- po czym daję jej pierś bo po 3 godzinach ryku jest wygłodniała. I tak od kilku dni próbujemy codziennie i dupa…. wykańcza mnie to! Zośka jest już taka wymęczona momentami, że oczy jej się wykręcają na drugą stronę- a nie zaśnie- walczy! A przez to zmęczenie jest cały dzień taka marudna i płaczliwa :( i nie chce się ode mnie odkleić…I siedzę i walczę razem z nią… Ciężko…ale wierzę, że się uda. Nie wszystko na raz…Poradzimy sobie. I mam nadzieję, że mojej córeczce częściej uśmiech będzie gościł na twarzyczce.  Dostaję wtedy skrzydeł :)

Podczas mojej ostatniej chandry postanowiłam sobie sprawić przyjemność. Ponieważ od paru miesięcy nie bywam na zakupach i przez najbliższych parę nic się w tej materii raczej nie zmieni- stwierdziłam, że coś sobie kupię. I akurat czytałam ciekawego posta na temat toreb dzieciowych ( do wózka). Po kilku godzinach analiz ( jak już siedzę z tą Zośką na kanapie z wywalonym cycem to drugą ręką buszuję najczęściej po necie) mój wybór trafił na czarną torbę Skip-Hopa model Duo signature. Urzekła mnie (prócz dużej ilości przydatnych kieszonek, dołączonej maty) głównie tym, że nie wygląda na typową torbę do wózka. Bardzo fajnie prezentuje się jako zwykła torba na ramię. Stwierdziłam, że i tak w najbliższym i najdalszym czasie nie będę się nigdzie ruszać bez Zofii- to będziemy miały jedną praktyczną, wspólną torbę :) Jest bardzo pojemna i spokojnie mieszczą się wszelkie rzeczy dla Zofii i kilka moich pierdół. O cenę nie pytajcie. Majątek. Nawet mężowi się nie przyznałam… Ale coś mi się od życia należy. Podziałało! Humor poprawiony :) I jak ktoś poszukuje ciekawej torby do wózka to polecam Skip- Hop. Duży wybór modeli i kolorów. Każda znajdzie coś dla siebie. Tylko trzeba będzie skarbonkę rozbijać ;)

mleczne oszustwo

O wyższości karmienia piersią nie trzeba przekonywać nikogo, kto ma choć trochę oleju w głowie. Poza tym to przecież takie naturalne, zdrowe, cudowne, łatwe, przyjemne i która to świadomie nie chce to lincz społeczny! Matka wyrodna! Kolorowe gazety z zadowolonymi mamami i szczęśliwymi bobasami przyssanymi do maminych biustów aż do nas krzyczą z daleka! Każdy kto czytał o moich zmaganiach z laktacją, ten wie ile mnie to kosztowało- aby teraz Zofia mogła korzystać z tego dobrodziejstwa. Powiem od razu- nie żałuję- ale….czuję się oszukana. Bo nie zdawałam sobie sprawy jak to jest…tak naprawdę nigdy nie dowiedziałam się prawdy- prawdę poznaję dopiero teraz- na własnej skórze. O co chodzi?

Bo nigdzie nie jest napisane, że karmiąc niemowlę na żądanie (bo przecież tak najlepiej) uzależniasz je od siebie. Bo przecież tak przywyka do tego ciepła i bliskości, że po jakimś czasie robi sobie smoczek z twoich sutków. Ja rozumiem oczywiście, że dla maluszka to jedyne miejsce w którym czuje się bezpiecznie, ale niedoświadczona matka (taka jak ja!)- która dopiero zaczyna swą przygodę z macierzyństwem- chcąc jak najlepiej dla swojego maleństwa- wyciąga cyca na każde zakwilenie dzieciątka i cieszy się, że mu dobrze. Bo oczy ma maślane, bo milknie, bo zasypia…jak słodko! I tak całe dnie od rana do wieczora (i w nocy też- a jakże!) siedzi ta zielona matka- cała szczęśliwa, że to macierzyństwo takie łatwe! Bo znalazła sposób na swoje dziecko. Bo co one tam narzekają? Przecież jest cudownie! Dziecko szczęśliwe- ja zadowolona!

Ale uwierzcie mi ta euforia mija…I obudzicie się któregoś dnia z ręką w nocniku…kolejny dzień „wczorajsza”- nieumyta, w piżamie- albo w lepszej wersji- w dresie. Posiłek jakiś- owszem- najczęściej na stojąco i to pochłonięty w całości,  jednocześnie parzący podniebienie (w lepszej wersji). Bo wasze dopieszczone i słodkie Maleństwo nie pozwoli wam zejść z kanapy na dłużej niż 5 minut- niezależnie czyje, inne kochające ramiona je tulą (w lepszej wersji-bo w przeciwnym razie pozostanie bujaczek, fotelik lub łóżeczko- ale wszystko z tym samym skutkiem). Będzie śledzić każdy twój ruch- czy oby nie znikasz na zawsze tuż za rogiem. A jak znikniesz to zaraz nerwowo nawołuje. Przy twej piersi będzie spać, srać, bawić się i czuwać. Inne miejscówki będą parzyć. Zapomnij o sobie kobieto. Matko karmiąca. Jak na to pozwolisz, będziesz siedzieć przez kilka miesięcy, brudna, głodna, z cyckami do pasa z przyssaną, szczęśliwą pijawką. Jedną ręką będziesz stukać w klawiaturę i jak będziesz miała szczęście to będzie Ci dane bez płaczu ( nie twojego) skorzystać z toalety….

kolejne łzy rozgoryczonej matki

I tym razem nie są to łzy szczęścia :( i smutno mi i jestem nieszczęśliwa i pewnie jak to przeczyta mój małżon to uśmiechnie się pod nosem ( z czego HA?) Ciężko mi, chyba jestem przemęczona. Odkąd urodziła się Zofia nie potrafię spać w dzień. Chociaż kiedyś nie miałam z tym najmniejszego problemu. A teraz jest tyle do zrobienia! Zofia też znowu nie śpi w dzień :( Jeśli to ciąg dalszy tego cholernego skoku to chcę żeby on już sobie poszedł! Zośka przysypia mi tylko przy cycu (i to max pół godziny-40 min). Budzi się po to żeby mamie pomarudzić i popłakać (powyć wręcz czasem!), zmieniamy pieluchę, znowu cyc i drzemka- i tak w kółko… Tym sposobem siedzę cały dzień, nieumyta i głodna (sama jestem) we wczorajszych dresach i wszystkiego mi się odechciewa…próbuję dla mojej córki zatańczyć nawet na rzęsach, a i tak nic to nie daje :( Jeszcze do niedawna wieczór przynosił ulgę i chwilę wytchnienia- ale od paru dni jak po kąpieli idziemy w nasze miejsce na wieczorne karmienie to wrzask jakby mi córkę ze skóry ktoś obdzierał! Każdego dnia zaskakuje mnie siła i natężenie jej wrzasku! Zachowuje się jakby ją parzył nawet cycuś!!! I tak usypianie 2 miesięcznego niemowlaka trwa ostatnio 3 godziny :( Siedzę wieczorem na naszym fotelu do karmienia jak na karnym jeżu i ryczę….Mój mądry mąż zapytał mnie ostatnio z nutą rozbawienia chyba: Macierzyństwo daje Ci w kość? No zabawne- ale daje…

Żeby to chociaż ta głupia baba miała do kogo gębę otworzyć i komu się wyżalić…to po co! siedzi sama z dziecięciem i nawet tymi wieczorami co w ciemności próbuje łzy gorzkie ukoić- siedzi..sama.. godzinę..dwie… bo praca ważniejsza, bo telewizor jest w salonie…może przyjdzie, może nie…lepiej niech nie przychodzi bo będzie marudzić, narzekać, albo co….prawda ? gówno prawda.

A matka potrzebuje! Bo na głowę dostanie. A co gorsza przestanie cieszyć się życiem.

A mężowi zaczyna pasować, że córa nasza wpatrzona w matkę jak w święty obraz- u nikogo innego nie spędzi w ramionach dłużej niż 5 minut, więc jak zaczyna marudzić to siup! idz do mamy. Niech się mama buja. znowu. Po co się wysilić i córkę próbować zabawić, pobawić żeby matka chwilę odetchnęła? Przecież matka to terminator!!!

A matka to NIE terminator! Ani batman czy spiderman. Nie ma żadnych nadludzkich sił, ani zdolności.  I bywa wykończona. Ale jest matką..i zawsze nią będzie…zawsze musi dać radę… czasem tylko mógłby ktoś wesprzeć…pogłaskać…pomyziać…przytulić…żeby wiedziała, że ktoś te wysiłki zauważa i docenia. tylko tyle….