przywileje ciążowe – czy coś takiego istnieje???

Brawo Onet! Dziś na tapecie ciekawy (dla mnie) wpis:
http://z-perspektywy-matki.blog.pl/2014/04/18/kasa-dla-uprzywilejowanych-2/
.  Po przeczytaniu go poczułam, że i ja muszę dołożyć swoje trzy grosze w tym temacie. Pomyślałam, że jak trafi on do jak najszerszej grupy odbiorców, to może razem uda nam się coś z tym zrobić. Kto wie, może i Onet pomoże? Jakaś kampania uświadamiająca społeczeństwo ? Bo nie ma co ukrywać- to jest problem. I od paru miesięcy jestem jego częścią. Jestem w 9 miesiącu ciąży. Ponieważ znoszę ciążę całkiem przyzwoicie- prowadzę normalne życie i praktycznie codziennie wychodzę z domu, załatwiam sprawy domowe, robię zakupy. I niezależnie od tego gdzie jestem- supermarket, poczta, urząd (wymieniałam wszystkie dokumenty) czy inne miejsce gdzie trzeba stać w kolejce- nie spotkały mnie żadne przywileje. Wyjątkiem są tu środki komunikacji miejskiej- w tramwaju zawsze znajdzie się ktoś kto z uśmiechem ustąpi miejsca i są to zazwyczaj młodzi ludzie- na oko studenci- najczęściej jednak studentki.

Jeśli zaś chodzi o kasy pierwszeństwa w supermarketach to jest to jakaś abstrakcja. Rzadko kiedy widuje przy nich kobiety ciężarne lub z dzieciakami. Najczęściej są to ludzi starsi (na moje oko koło 50), często małżeństwa. I rzeczywiście podchodząc do takiej kasy często obserwuję zjawisko oglądania ciekawych sufitów czy mocno ożywionej, porywającej dyskusji. Kasjerka nigdy nic nie widzi. A zwróć komuś uwagę- to jakby sami głuchoniemi mnie otaczali- sama czuję się wtedy jak debil, bo chyba mówię do siebie. Ale najlepsze są takie  Panie, które już zupełnie zapomniały jak to jest- kiedy na dworze upał, człowiek ledwo chodzi, sapie jak lokomotywa-im się wydaje, że z racji wieku wszystko im się należy- owszem- jak najbardziej- ale „pierwsze pierwszeństwo” ma kobieta w ciąży- ale niestety wszyscy o tym zapominają. Ta sama starsza Pani jak wsiądzie do tramwaju i nikt jej nie ustąpi to potrafi głośno upominać się o swoje i oczekuje, że wszyscy będą jej prawa respektować.

Czy to naprawdę taki problem?  Przecież i tak jesteśmy w mniejszości. Ludzie podchodząc do takiej kasy powinni mieć świadomość, że w każdej chwili może podejść osoba z pierwszeństwem i należy jej wtedy ustąpić. To wina kierownictwa sklepu, powinni wyszkolić kasjerki żeby potrafiły reagować w takich sytuacjach. „Normalni” ludzie mają do dyspozycji 10 innych kas i coraz częściej kasy samoobsługowe.

Pamiętam jak byłam małą dziewczynką- kobiety ciężarne cieszyły się szacunkiem z racji tego, że dawały początek nowemu życiu. Ale takie podejście odeszło razem ze swoją epoką. A szkoda. Społeczeństwo narzeka, że rodzi się mało dzieci, że nie będzie miał kto na emerytury pracować- ale może zamiast narzekać zacznijmy od najprostszych rzeczy. To naprawdę tak niewiele. A dla takiej ciężarówy na ostatnich nogach- jak ja- odrobina uprzejmości może zmienić nastrój na resztę dnia :)

płacić nie płacić ?????

To bardzo trudny temat….jak dla mnie nawet trochę niesmaczny…. od kilku miesięcy rozważam tą kwestię, a im bliżej do rozwiązania tym bardziej jestem skłonna ku temu. Chodzi mi tu o opłacenie położnej, która będzie miała na mnie oko w szpitalu- kiedy już się zacznie. Z jednej strony jestem temu zupełnie przeciwna- bo po to chyba płacimy składki, żeby w razie potrzeby być obsłużonym w państwowym szpitalu jak należy!!! A z drugiej strony- nie chciała bym trafić na zmęczone położne, którym akurat tego dnia nic się nie chce, albo w w tym momencie rodzących będzie tyle, że będą musiały się rozdwajać, albo roztrajać, albo co gorsza Pani będzie tego dnia przed okresem i będzie wściekła i obrażona na cały świat. W końcu położna to też człowiek ;) Nie od dziś wiadomo, że tak naprawdę cały poród i atmosfera wokół niego zależy od „ekipy” na jaką się trafi. Niby ten sam szpital- a jedna powie, że nigdy więcej, że trauma, że nikt się nią nie interesował, a mąż pół godziny szukał położnej, bądź lekarza, że położna upominała ją, że ma się nie drzeć, że była niemiła, że źle ją zszyli, że za późno/ zbyt wcześnie podano znieczulenie, musiała się o wszystko prosić, ciągle miała wrażenie, że wszystkim przeszkadza….a inna będzie dziękować i chwalić, że opiekę miała cudowną, że wszyscy się interesowali, położna była przy niej, mówiła co się dzieje, pomagała oddychać, zszyli pięknie,nic nie bolało, potem pomogła i wyjaśniała przy dziecku, przy karmieniu i w ogóle wspaniale i  nigdzie więcej- tylko tam i oczywiście nic nie płaciła!  Znam całą masę różnych, różnistych historii- moje znajome, znajomych znajome i inne znajome znajomych moich znajomych (!). A wszystkie one rodziły w tym samym szpitalu. Zdarzało się oczywiście, że niektóre faktycznie nic nie płaciły, a po prostu miały szczęście, bo trafiły na dobry dzień. Ale wiele z nich miało opłacone położną- taka przyjemność kosztuje u nas do 1000 zł (zazwyczaj 800). Ale tu nie chodzi o finanse, bo jeśli już się zdecyduję to należy to potraktować jak inwestycję w dziecko- w końcu nie rodzi się co dzień ( a ja planuję tylko jeden poród w swoim życiu). Poza tym jest to wydatek na coś ważnego- a nie na kaprys, zachcianka lub pobyt w spa. Im więcej o tym rozmyślam tym bardziej jestem za. Numer już mam ( większość znajomych podaje numer do tej samej położnej).

Zdecydowałam się. Zadzwoniłam. Było mi strasznie głupio i czułam się okropnie. Miałam wrażenie jakbym robiła coś złego. Pani była bardzo miła. Zaprosiła mnie na spotkanie. Mam przyjechać  na porodówkę. Pokaże mi co i jak i ustalimy szczegóły. I wiecie co???? Jakoś mi ulżyło. I w sumie, myślę teraz, że dzięki temu będę spokojniejsza, będę wiedziała co i jak, zawsze będę mogła do niej zadzwonić jak już coś się będzie działo- a ja nie będę wiedziała co robić. Kupiłam sobie spokój i pewność, że jak coś się będzie działo- to ktoś się mną zajmie. I najważniejsze, że boję się teraz trochę mniej :)

A Wy, macie jakieś doświadczenia w tej dziedzinie?????

Bezsenność….

….dopada mnie coraz częściej. Już jakieś 2 tygodnie…Mój mąż śpi słodko za ścianą (zmęczony po trasie), a ja po prostu wiem, że nie ma po co kłaść się do łóżka, bo będę się wiercić i przewracać- a mąż przecież musi się wyspać. Mimo iż mój rogal do spania spisuje się świetnie, jakoś nie mogę sobie znaleźć w łóżku miejsca. Źle mi się leży na lewym boku, bo Zofia zajmuje całą lewą część mojego brzucha (jakoś sobie ten kącik upodobała). Standardowo w telewizji nie ma nic ciekawego, więc postanowiłam zajrzeć tutaj. Zośka od wczoraj bardzo się wierci, przekręca- mam jednak nadzieję, że nadal pozostaje głową w dół. Rozpoczęłam też okres częstych wizyt w toalecie. W nocy budzę się (jeśli w ogóle zasnę) 2 razy na siusianie. W ciągu dnia to średnio co 2 godziny. Zaobserwowałam też u siebie takie zjawisko, że jak się zapomnę i przyspieszam kroku to czuję takie nieprzyjemne kłucie jakby w pochwie, głęboko, czasem też odczuwam tam taki nieprzyjemny nacisk. Nie wspomnę też o tym, że te 2 dni upałów dały trochę w kość. A co to będzie później? Ograniczyłam się do wyjścia do najbliższego sklepu po drobne zakupy, ale po powrocie byłam już tak umęczona, że ani mi w głowie jakieś dłuższe spacery. Czy tak już będzie do końca? Do terminu zostały mi 4 tygodnie- czy właśnie tak je spędzę? Nie mogąc sobie znaleźć nigdzie miejsca, siedząc w domu na kanapie lub leżąc w sypialni? Czy właśnie tak wygląda to najgorsze oczekiwanie??? Już nie mam ochoty myśleć nawet o jakichkolwiek spotkaniach towarzyskich, z których trzeba wracać nocną komunikacją, czy taksówką. Nie mam też ochoty na żadne odwiedziny w domu. Nie mam ochoty na żadne dłuższe spacery, ani nawet połazić po starówce- co jeszcze do niedawna tak lubiłam. I w sumie sama ze sobą źle się czuje, że tak właśnie jest. W ogóle  kiedy jestem w takim kiepskim nastroju- cała moja radość i optymizm gdzieś się ulatniają. I wszystko jakoś takie w ciemno- szarych barwach jest. Czuję głęboko w środku, że coś się kończy i ogarnia mnie strach i smutek. Widzę już drzwi za którymi jest zupełnie inna rzeczywistość, zbliżam się do nich i wiem, że klamka jest tylko po jednej stronie. Kiedy przekroczę ich próg- nie będzie już odwrotu…

moja pierwsza sesja zdjęciowa

Już od początku ciąży zastanawiałam się czy robienie czegoś takiego ma sens….naoglądałam się trochę ślicznych zdjęć w necie i stwierdziłam, że chyba jednak to zrobię :)  Co prawda większość ciężarnych „modelek” wygląda naprawdę świetnie, mają śliczne zgrabne ciałka- i takie zdjęcia ogląda się wtedy naprawdę fajnie. Ja może nie wyglądam tak korzystnie- ale to w końcu ja! Nigdy nie byłam specjalnie szczupła- zawsze miałam parę kilo nadwagi, a na tym etapie ciąży (kończę dziś 35 tc) mam następne 12 kg do przodu- ale w końcu jestem w ciąży i mam prawo trochę przytyć. Ale tak naprawdę to czuję się ze sobą bardzo, bardzo kobieco! Duże okrągłe piersi, bioderka na swoim miejscu i śliczna piłeczka z przodu :) I taką chcę siebie zapamiętać z tego okresu życia. To ma być pamiątka dla mnie, dla nas i dla Zosi :) Oczywiście, żeby nie było- od 3 dni chodziłam zestresowana jak nie wiem co! Wymyśliłam 5 stylizacji- przymierzałam się kilka razy, narobiłam sobie sporo zdjęć i byłam bardzo niezadowolona z efektu! Targały mną różne odczucia i myślałam nawet o tym, żeby sesję odwołać. Patrzyłam na siebie bardzo krytycznym okiem i zastanawiałam się: po co mi to??????? Dobrze jednak, że tego nie zrobiłam…tłumaczyłam sobie, że w końcu tylko raz w życiu będę miała okazję ( nie planujemy więcej dzieci). A poza tym miałam tyle przygotowań za sobą! Tyle pomysłów i rekwizytów!

Ten dzień miał miejsce dzisiaj. Od rana pilingi, maseczki. Paznokcie zrobione wczoraj (naturalne) podobnie jak farba ( oj! siwych to ja już sporo mam). Makijaż- delikatny, świeży i taki jak noszę na co dzień- ale troszkę bardziej zdecydowany. Ogólnie postawiłam na naturalny wygląd- bo nie sposób zrobić z siebie jakiegoś wampa- którego nikt potem nie rozpozna. Chciałam jak najbardziej przypominać siebie- taką codzienną Alex :) Byłam tak zestresowana, że nie miałam nawet apetytu na śniadanie, ale zupełnie niepotrzebnie! Już po rozmowie z fotografem- a w zasadzie z fotografką ;) (jest to moja stara znajoma) i paru klatkach zupełnie się wyluzowałam :) Potem już było tylko lepiej! Śmiechu było co niemiara! Nakombinowałyśmy się z ubiorem, różne rekwizyty poszły w ruch :) Było naprawdę przemiło! Męża odesłałyśmy do domu, ale przyjechał godzinkę przed końcem i porobiłyśmy parę zdjęć „rodzinnych” ( muszę pochwalić mojego ukochanego-spisał się na medal, super współpracował i nawet nie próbował kręcić nosem :) ). Czas tak szybko nam zleciał (ponad 3 godziny!), a ja czułam, że mogłabym jeszcze sporo tam wykombinować ( chyba minęłam się z powołaniem ;) ). Teraz pozostaje nam tylko czekać na efekty naszej pracy. Świadomie piszę pracy- bo to naprawdę ciężki kawał chleba- zarówno dla modelki jak i fotografa! To ustawianie, przestawianie lamp i czasem dziwne pozycje fotografa- nie wspominając już o moich! Ogólnie jestem bardzo szczęśliwa, że się zdecydowałam :) Nie chciałabym żadnej z Was namawiać- ale jeśli chociaż trochę lubicie siebie- spróbujcie! Pamiątka na całe życie! Dajcie znać jakie macie zdanie na ten temat- jesteście za czy przeciw? Trzymajcie się mocno!

czas się pakować….

Ten moment musiał nadejść…Chociaż z niewiadomych względów odwlekałam to przez ostatnie 2 tygodnie. Chyba ze strachu…BO jak już spakuję walizkę to pozostanie mi tylko czekać :) Czekać na ten moment kiedy się zacznie!

Sporządziłam taką listę już bardzo dawno temu, ale każda z nas musi ją troszkę zweryfikować. W każdym szpitalu są troszkę inne wymagania odnośnie szpitalnej wyprawki dla dzieci. Takie informacje zazwyczaj szpital umieszcza na stronie internetowej. Ja przygotuję 2 torby- jedną do szpitala, a drugą na wyjście ze szpitala.

RZECZY DO SZPITALA

A) dla Mamy (czyli dla mnie :) )

  • komplet dokumentów (karta przebiegu ciąży, dowód osobisty, grupa krwi i wynik RH,badanie na obecność przeciwciał, wynik HBS (zrobione po 32 tc- czyli na nosicielstwo wirusa żółtaczki zakaźnej),wynik GBS (zrobione koło 35 tc- czyli test na obecność paciorkowców z grupy B) odczyn WR (kiła), wynik testu na HIV, wynik ostatniego usg, ostatnia morfologia i mocz. Większość wyników jest wpisywana w kartę ciąży (u mnie praktycznie wszystkie) ale i tak zabiorę całą teczkę z dokumentacją medyczną, plan porodu (warto mieć-ja korzystałam z kreatora ze strony
    http://www.rodzicpoludzku.pl/Plan-Porodu/Plan-porodu.html
  • woda w butelce z dziubkiem (kilka), a dla taty coś do przekąszenia
  • sweter, ciepłe skarpetki ( ciepło sprzyja wydzielaniu oksytocyny),  koszulę do porodu zapewnia szpital
  • pomadka do ust
  • pielucha tetrowa do okładów
  • papier toaletowy, ręczniki papierowe
  • talerzyk, kubek, sztućce
  • notes i długopis
  • poduszka z domku (jasiek)
  • telefon, ładowarka, aparat
  • 2 koszule nocne z opcją do karmienia
  • szlafrok bawełniany
  • staniki do karmienia (2)
  • wkładki laktacyjne
  • majtki z siatki (ale nosić tak, żeby lekarze na obchodzie nie widzieli!)(4)
  • wkłady poporodowe (1op)
  • kilka podkładów na łóżko ( co by leżeć w czystości)
  • klapki pod prysznic
  • 2 ręczniki
  • ulubione przybory toaletowe +turystyczna suszarka do włosów

B) dla Zosi

  • sudocrem
  • chusteczki nawilżane do pupy
  • skarpeteczki (3), rękawiczki niedrapki
  • bawełniana czapeczka (2)
  • 2 pieluszki terowe
  • kocyk i rożek

RZECZY NA WYJŚCIE ZE SZPITALA

  • ubranie dla Mamy (sukienka, sweterek, płaskie klapki (żeby nie trzeba było się schylać, majtki bawełniane, stanik do karmienia))
  • ubranie dla Zosi ( bodziak na długi rękaw, śpioszki bawełniane i pajacyk welurowy (do wykorzystania w zależności od pogody-będzie koniec czerwca!) oraz czapeczka bawełniana
  • cienki kocyk na wszelki wypadek
  • fotelik do samochodu (bezwzględnie!)
  • podkład na fotel w samochodzie (na wszelki wypadek)
  • woda i coś do przegryzienia dla Mamy

To chyba tyle :) Mam nadzieję, że o niczym nie zapomniałam! Jeśli macie inne zdanie lub coś przegapiłam- piszcie śmiało proszę :) Wpadłam też ostatnio na pomysł, żeby napisać list do męża na czas kiedy ja będę w szpitalu. Napisać parę miłych słów, poprosić aby posprzątał dokładnie mieszkanie przed naszym przyjazdem i zrobić mu listę zakupów na te pierwsze kilka dni kiedy nam ciężko będzie się ruszyć. Myślę, że to byłoby całkiem miłe dla Niego. Dobra, nie ma co-  wyciągam walizkę…