wózkowy zawrót głowy

Ten temat spędza sen z powiek wielu mamom. A już na pewno wszystkim z którymi rozmawiałam.Ja wcale nie byłam tu wyjątkiem. Już na początku ciąży, kiedy zmieniliśmy z mężem mieszkanie i to niestety na 3 piętrze w starym budownictwie, zaczęłam  interesować się tym tematem. Sporo poczytałam, pooglądałam, porównywałam, analizowałam i w końcu podjęłam decyzję. Moim wyborem był nowy (nowy, bo musi też dobrze wygladać, w końcu mieszkam w centrum wielkiego miasta!) wózek 3 w 1 polskiego producenta- firmy Tutek, model Grander. Ogólnie postawiłam na polskich producentów, innych wózków nie brałam pod uwagę. W swoim wyborze kierowałam się bezpieczeństwem (zdecydowanie 4 koła, przednie skrętne), wyglądem  i wagą wózka ( wcześniej wspomniane 3 piętro) i na końcu ceną. Nie ukrywam, że byłam z siebie bardzo zadowolona :) Ale po jakimś czasie znowu podkusiło mnie, żeby poczytać różne fora internetowe i niestety znalazłam niezbyt pochlebne opinie na temat spacerówki i fotelika mojego modelu. Namieszało mi to w głowie i przez chwilę myślałam nawet, żeby kupić tylko wózek głęboki. Fotelik kupić Maxi-cosi (nowy rzecz jasna), bo przecież „są najlepsze i najbezpieczniejsze”, a ze spacerówką poczekać, aż Zośka zacznie siadać i kupić od jakiegoś producenta specjalizującego się w spacerówkach. Mój mąż zaczął dziwnie na mnie patrzeć kiedy co parę dni informowałam go o moich nowych pomysłach ( bo dodam, że w tych moich wyborach byłam zdana tylko na siebie, mój  małżon dał mi wolną rękę). Więc dalej zagłębiałam się w odmęt internetu i zdobywałam coraz to nową „wiedzę”. Prawda jest taka, że im więcej wiedziałam- nie wiedziałam nic. Zbaraniałam. I przez pewien czas miałam totalny mętlik w głowie, to był ten moment kiedy faktycznie wózek spędzał mi sen z powiek. Na szczęście jak zaczęłam się rozglądać za innymi firmami i modelami okazało się, że każdy wózek ma swoich zwolenników i przeciwników. Prawie każdy na coś narzeka i twierdzi,że gdyby kolejny raz kupował wózek to kupił by zupełnie co innego. Według użytkowników większość spacerówek od modeli 3 w 1 to masakra, a foteliki to tragedia. Okazało się, że po prostu nie ma wózka idealnego!!! Każde dziecko jest inne i ma inne potrzeby. Każdy użytkuje wózek trochę inaczej i w innych warunkach. Niektórzy mają pecha i trafiają na wadliwą sztukę. Są też i tacy (chociaż jest ich najmniej) którzy są zadowoleni ze swoich wyborów i twierdzą, że nie zmieniliby ich za nic. Prawda jest taka, że każdy musi kierować się własnymi potrzebami, a nie sugerować się w 100% opiniami innych. Oczywiście warto poczytać co nieco, ale najlepiej aby były to opinie ekspertów.

Mój problem rozwiązał się praktycznie sam, po tym, jak okazało się, że w sierpniu przeprowadzamy się na wieś. Moje oczekiwania co do wózka zmieniły się radykalnie. Bo nie musiałam już martwić się w wagę i wielkość wózka (będziemy mięli duuużo miejsca), przestało mi też zależeć na tym aby był nowy (wiocha to wiocha- kto mnie będzie tam oglądał?),a najważniejsze stało się to, aby był to wózek ” do zadań specjalnych”. Brak dróg w okolicy, łąki i lasy. Wózek terenowy to idealne rozwiązanie :) Kolejny raz poczytałam i znalazłam tym razem wiele konstruktywnych opinii. Wybrałam i kupiłam. Używany wózek na allegro, firmy Roan model Marita. W ślicznym czerwonym kolorze, dokładnie takim jak chciałam. Wielkie pompowane, szprychowe koła i świetne zawieszenie na wahaczach to było to, na czym mi najbardziej zależało. Jest to właśnie mój wymarzony wózek terenowy :) Kupiłam 2 w 1, fotelik też dokupię do tego modelu, ale nowy (ze względów bezpieczeństwa). I tak oto ten ciężki etap każdej wyprawki stał się dla nas historią :) Życzę wam powodzenia w tych trudnych wyborach, nic nie sugeruję i do niczego nie namawiam. Dzielcie się jak wam poszło :)

brzuchowe wariacje Zofii

Kto śledzi mój blog na bieżąco- ten wie, że długo pisałam o Zośce, że jest bardzo spokojnym dzieckiem……Hehehe Ale się myliłam! W zeszłym tygodniu (a był to 31 tydzień) z moim brzuchem zaczęło się dziać coś mega kosmicznego!!! Nie dość, że jego wielkość znowu gwałtownie wzrosła, to jeszcze czasami mam wrażenie, że mi brzuch pęknie! Ostatnio 2 nocki z rzędu obudziły mnie jej gwałtowne ruchy i nie mogłam potem zasnąć. Czasami wykonuje tak dziwne ewolucje, że aż się wystraszę!!! :) To niesamowite uczucie- bałam się, że mnie to ominie :) Coraz częściej przeciągając się wystawia różne części ciała i nareszcie mogę pobawić się w zgadywanie- czy to kolanko, piąstka, główka czy pupka :) Totalna wariacja!  I na szczęście- póki co nie sprawia mi bólu-jeszcze nie kopie w pęcherz i żebra ;) to mogłoby mnie ominąć- wcale bym się nie obraziła ;)   Silna ta moja córcia się robi….I kto by pomyślał- za 2 miesiące powinno być już po wszystkim! Pomyślałam nawet ostatnio, że jak już urodzę- to będzie mi bardzo brakować czegoś pod serduszkiem, że tak nagle nic już nie będzie się we mnie wierciło…na samą myśl mam olbrzymie poczucie pustki. Ale nie ma co- będę już miała swój skarb przy sobie i pewnie nie będę miała nawet czasu o tym pomyśleć :)

Prócz akrobacji Zojki u mnie niewiele się zmienia. Może mam większe zaparcia (ale ja zawsze mam więc trudno powiedzieć)- ale motywuje mnie to, żeby pić więcej wody. Zauważyłam też, że praktycznie każdej nocy odczuwam ból łydek ( nie skurcze- chociaż wydaje mi się, że to blisko już do tego momentu), który ustępuje jak wstanę i chwilę pochodzę. Zdecydowanie szybciej się męczę. Ostatnio podczas odkurzania (2 pokoje!) zmęczyłam się jak bym przebiegła maraton i musiałam koniecznie odpocząć. Często mam też odczucie suchości  w nosie- zwłaszcza jak się położę- to mam wrażenie, że nie mogę oddychać. Zauważyłam, że moje ogólne samopoczucie w dużej mierze zależy od pogody, ostatnio często jest burzowo, powietrze ciężkie i duszne…i ja wtedy wiem..już od rana mam beznadziejny dzień i nie mam sił totalnie na nic. A innym razem chodzę niczym nakręcona wysprzątam mieszkanie i jeszcze mi mało ;) ale takich dni już coraz mniej i to chyba normalne. Wszystko się zmienia i gna do przodu coraz szybciej. Czasami chciałabym żeby czas trochę zwolnił- bo niby mamy 9 miesięcy na przygotowanie się do macierzyństwa, a im bliżej tym bardziej się boję, że jednak to za mało!

 

dziecko stawia świat do góry nogami !

A moja Zośka to jeszcze przed urodzeniem!!!! Kto by pomyślał !!! Rzecz polega na tym, że od 12 lat mieszkam w wielkim mieście (jak już pisałam kiedyś-przyjechałam tu na studia i tak już zostało…wrosłam w to miasto całkowicie i kocham je jak własne). Od samego początku miałam założenie, że właśnie tutaj chcę zostać, tutaj założyć rodzinę- mimo iż miasto mojego pochodzenia nie jest wcale jakąś pipidówą- a byłym miastem wojewódzkim. Jednakże znacznie przyjemniej wpada mi się tam do rodziców ze 2-3 razy w miesiącu i jest to dla mnie zupełnie wystarczające. Po tym jak się okazało,że jestem w ciąży- przeprowadziliśmy się z mężem do przytulnego, dwupokojowego mieszkanka w bloku w centrum miasta (oczywiście wynajmujemy, wcześniej mieszkaliśmy też w całkiem fajnym mieszkanku, ale nie było zbyt dostosowane do malutkich dzieci-było zimne i niezbyt przytulne).  Myślałam że znalazłam swoje miejsce dla nas i Zosi…ale…..im bardziej zaawansowana ciąża tym coraz więcej rzeczy zaczęło mi przeszkadzać. Pomijam 3 piętro (gimnastyka jeszcze nikogo nie zabiła)-ale tachanie wózka bez windy codziennie nie należy do przyjemności, a w starych blokach wózkarni i tego typu rzeczy brak :( brak balkonu i główna ulica miasta za oknem oraz samoloty latające nad blokiem (całkiem niedaleko jest lotnisko) no to raczej kwestia przyzwyczajenia- ja już przywykłam. 2 szpitale w okolicy- co za tym idzie- dzień i noc wyjące karetki- też jakoś można przestać je słyszeć. Wszystko można- jak się chce. Mnie to naprawdę nie przeszkadza. Ale za chwilę to nie będę już tylko ja. Zaczęłam się zastanawiać- czy chcę w takich warunkach wychowywać dziecko??????????????????????? I się zaczęło….nie ma placu zabaw, nie ma terenów zielonych, nawet nie będę miała gdzie wyskoczyć z dzieckiem na spacer (no dojechać tramwajem zawsze można ale to już wyprawa!) aaa przepraszam mam park całkiem niedaleko- ale jest otwarty tylko 5 miesięcy w roku (!!!!!!!!!!!!!!!) Przy bloku tylko pędzące samochody, resztki trawy, a na niej gówno na gównie- z zagęszczeniem 15 kup na metr kwadratowy. Jakoś zimą mnie to nie przeszkadzało-ale teraz w tym smrodzie to nawet do sklepu nie da się dojść. Kiedy Ci ludzie nauczą się sprzątać po swoich pupilach????? I tak zaczęła we mnie się przelewać ta czara goryczy….nie chcę takiego życia dla mojego dziecka. Chcę, żeby wiedziała jak pachnie świeżo skoszona trawa, albo ziemia po wiosennym deszczu. Chcę, aby wiedziała jak pięknie ptaki śpiewają o świcie i zachodzie słońca. Jak cudownie kojąca potrafi być cisza. Jak piękna potrafi być zieleń. Tego chcę dla mojej Zosi….

Decyzja podjęta. Rezygnuję ze wszystkiego o czym marzyłam.Rzucam znienawidzoną pracę (po macierzyńskim rzecz jasna) Mąż też jest szczęśliwy. Wracam do mojego rodzinnego miasta na ubocze- rzec by można- prawie wieś. Lasy, rzeka i łąki w okolicy….Okazja nam się trafiła, nie tylko cenowa. Piękny dom i wielki, piękny ogród za dużo mniejsze pieniądze niż dwa pokoje w blokowisku. Zostawimy tu wszystkich znajomych i wszelkie możliwe przyjemności. Ale zyskamy coś zupełnie innego :)

Oczywiście wiążą nas jeszcze pewne umowy, mam tutaj lekarza prowadzącego, szpital,  wybraną położną…od końca maja nasz domek przejdzie mały remont. Przeprowadzka koniec lipca-początek sierpnia. Zosia będzie miała ok 5 tygodni. Mam nadzieję, że ja już dojdę w miarę do siebie po porodzie. Rodzina powiedziała, że pomoże…. Zosiu moja…mam  nadzieję, że nie będziesz miała mamie za złe….Ale robimy to dla Ciebie córeczko :)

30 tydzień

Tak, tak to już 30 :) wczoraj byłam u lekarza- kolejna wizyta za miesiąc. Wyniki w normie (nawet odrobinkę lepsze niż ostatnie).Tylko waga nie zachwyciła doktora-bo od ostatniej wizyty przybrałam 3 kg….ograniczyłam słodycze i w ogóle staram się żeby nie miało co mi w dupę wejść- a i tak włazi :( no i zażartował, że na Święta to tylko rzeżucha…..nie wiem z czego mam jeszcze zrezygnować…..szkoda gadać… Zosia ma się bardzo dobrze, waży już ok 1,3 kg :) i pierwszy raz była ułożona główkowo :) więc jest dla mnie nadzieja!!!! Mam wrażenie, że pierwszy raz obróciła się w ostatnią sobotę wczesnym rankiem- bo pierwszy raz poczułam ruchy powyżej pępka! Co prawda lekarz powiedział, że ma jeszcze sporo miejsca do fikołków- ale ja mam nadzieje, że któregoś dnia już zostanie w tej pozycji. Jej kopnięcia są coraz silniejsze- ale w dalszym ciągu bardzo, bardzo przyjemne :) Moja mała akrobatka :) Prócz wózka zostało nam parę rzeczy do kupienia- ale to już drobiazgi. Ostatnio zabrałam się za segregowanie ciuszków dla Zojki wg rozmiarów. Te większe zostały zapakowane i pochowane, a te od 1-3 mca czekają na pranko :) Jejku ile ja ich mam! Babcia spisała się na medal- mam obawy, że nawet jak będę Zośkę przebierać 10 razy dziennie-to i tak nie wynosi wszystkiego :) Kochana Babcia!!!!!!!!

Jeśli chodzi o mnie to to nie mam żadnych nowych, dokuczliwych objawów. Mam dni, że w ogóle nie czuję zmęczenia- a czasem jestem nie do życia i po prostu muszę się położyć. I niestety dalsze wyprawy też już  nie wchodzą w grę. A z takich ciekawostek to kupiłam sobie podkolanówki i pończochy medyczne (uciskowe) o pierwszym poziomie kompresji- takie przeciwżylakowe. Koszt śmiesznie mały, a zawsze lepiej zapobiegać niż leczyć. I przestało mi dokuczać takie nieprzyjemne odczucie w nogach kiedy się położę po ciężkim dniu. Poza tym to doskonały sposób na opuchnięcia nóżek. Moja siostra przelatała w takich połowę ciąży i była bardzo zadowolona- i ja też jestem :) Naprawdę polecam!

test obciążenia glukozą

Tak się bałam..tak się obawiałam i martwiłam..i co ?????? Zupełnie nic :) Nie taki wilk straszny jak go malują ;) Zupełnie nie rozumiem o co ten cały hałas. Pojechałam rano- odpowiednio przygotowana ( zgodnie z zaleceniami mojego lekarza- wieczorem do małego słoiczka wycisnęłam sok z 3 cytryn)- do mojego szpitala na porobienie wyników. Pani, po pobraniu krwi z palucha, rozpuściła 75 g glukozy (którą zazwyczaj trzeba kupić samemu w aptece)  w 2/3 kubka wody ( kubek taki plastikowy jak z automatu od kawy). Dolałam sobie nawet nie 1/3 zawartości mojej cytrynki- i nawet nie wiem kiedy wychyliłam kubeczek :) I powiem Wam, że było pyszne! Gdyby nie to siedzenie w szpitalu to mogłabym codziennie :) Nie miałam najmniejszego problemu- ale nie tylko ja- ze mną były jeszcze 2 inne dziewczyny i też obyło się bez kłopotów. Najbardziej uciążliwe jest to 2 godzinne siedzenie, bo kolejny pobór krwi musi nastąpić po godzinie, a ostatni po 2 godzinach. Jedyne nieprzyjemne odczucie miałam po 40 minutach od przyjęcia roztworu- podczas czytania książki- nagle oblał mnie pot i miałam przez chwilkę odczucie jakby mi się w głowie zakręciło- albo jakby mi się słabo zrobiło- sama nie wiem. Ale zamknęłam oczy- wzięłam kilka głębokich oddechów i przeszło. Jakoś potem nie chciało mi się czytać- na szczęście kręciło się pełno ludzi i zajęłam się tym co najbardziej lubię, czyli obserwacją otoczenia. I tyle w temacie :) Dziewczyny nie dajcie się wystraszyć, grunt to dobre nastawienie :) Trzeba przeżyć i już :) Zachęcam Was do dzielenia się swoimi doświadczeniami !