nie może być zbyt kolorowo….

byłoby zbyt pięknie, kolorowo….przez ponad miesiąc miałam wspaniałe samopoczucie, które posypało się jak domek z kart. To już 28 tydzień…według niektórych podziałów zaczyna się już 3 trymestr.Co oznacza, że zostało nam już tylko 3 miesiące do końca. Niby nic się nie zmienia, ale jest jakby inaczej. Brzuch mi wysadziło na całego, na wadze przybrałam 9 kg od początku ciąży. Za chwile będzie 10 – to jakaś masakra! A podobno najwięcej tyje się przez 3 ostatnie miesiące! Mam ochotę w ogóle nie jeść!- ale wiem, że nie mogę- Zośka potrzebuje teraz dużo, żeby budować swoją tkankę tłuszczową, która będzie ją ogrzewać jak już wyjdzie na świat. Ale ona też musiała przybrać (podobno waży trochę ponad 1 kg), bo od 3 dni dostaje takich wariacji, że lata mi cały brzuch :) To naprawdę bardzo miłe uczucie :) Ale wracając do tematu to czuję się taka „ulana”, jakbym miała pod skórą gąbkę, albo galaretę. Ohyda! Wszędzie robią mi się odciśnięcia od ubrań i to celulito podobne coś na moich udach i pośladkach :(. Zaczynam się czuć mega nieatrakcyjnie, mimo iż należę do osób które bardzo dbają o swój wygląd :( A od 2-3 dni mam samopoczucie dokładnie takie jak wyglądam- czyli do niczego. Czekałam aż małżon wyjdzie rano do pracy i wyłam sobie jak wilk do księżyca :( Czuję się taka nieszczęśliwa! Tyle we mnie obaw i lęku! Czy dam radę? Czy małżon dopomoże, bo przez ostatnie półtora tygodnia w zasadzie nie ma go w domu, żyje po hotelach, a jak jest to i tak jakby go nie było- taki zapracowany. Ja naprawdę próbuję być wyrozumiała- ale to już trochę mnie przerasta. Łzy same mi się cisną do oczu- ale tak żeby tylko nie zauważył. Próbuję być silna i twarda, ale tak na prawdę w środku rozsypka :( po prostu tęsknię cholernie za moim mężem :( Zosia też- już dawno z nią nie rozmawiał. Nie mówiąc już o tym, że mamusia po prostu potrzebuje chłopa i czuje się niedopieszczona. Ale o czym tu marzyć skoro nie ma kiedy porozmawiać, wyprzytulać, a czasem nawet  zjeść wspólnie posiłku. I taka się czuję samotna. I boję się, że tak samo będzie jak urodzi się Zosia. Zostanę sama z tym wszystkim i nie wiem czy podołam :( Ciężko mi bardzo. I wraca mi ta myśl- sama tego chciałaś, więc teraz nie narzekaj-ale nie tak chciałam. I wyczerpałam już siły, żeby próbować z to zmienić. I idę się położyć.I idę sobie popłakać. I wolno mi- bo w końcu jestem w ciąży. I wam też wolno- jakby ktoś pytał. Trzymajcie się dziewczyny- oby lepiej i mocniej niż ja dzisiaj :(

świadoma mama

Wczoraj w moim mieście odbyły się warsztaty dla kobiet w ciąży o dumnej nazwie : Świadoma Mama. Są to bezpłatne warsztaty z udziałem ekspertów w różnych miastach Polski dla kobiet w ciąży i dla mam małych maluszków, które pragną rozwijać swoją wiedzę z zakresu ciąży, porodu i wychowywania. Ogólnie mówiąc byłam bardzo zadowolona. Spotkanie prowadziła Pani Paulina Holtz ( aktorka znana z  serialu Klan) i do naszej dyspozycji byli specjaliści z różnych dziedzin: ginekoligii, dietetyki,  fizjoterapeuci. Było też oczywiście wielu sponsorów, ale nie byli aż tak uciążliwi- i każda uczestniczka- prócz wielu broszur informacyjnych- dostała sporo upominków. Hitem spotkania była pogadanka z profesorem Maciejem Wilczakiem- specjalistą w zakresie ginekologii i położnictwa, pracownikiem największego szpitala położniczego w naszym mieście ( który zresztą bardzo zachwalał) i wykładowcą na uniwersytecie medycznym. Warto nadmienić, że Pan profesor to brat znanego aktora Pawła Wilczaka, zresztą nie musiał tego mówić- wystarczyło spojrzeć! Prócz długości włosów obaj Panowie są do siebie bardzo podobni- zarówno z wyglądu jak i gestykulacji, mimiki, brzmienia głosu. Pawła Wilczaka znamy głównie z ról komediowych- a i Pan profesor okazał się świetnym „komikiem”. Poruszył bardzo wiele ważnych i ciekawych tematów, wyjaśniał wiele wątpliwości i odpowiadał na każde pytania, a wszystko to okraszone było solidną porcją mocnego poczucia humoru. Mogłabym go słuchać godzinami i nie pamiętam kiedy tak długo i mocno się śmiałam- zresztą cała sala ryczała ze śmiechu :) Chociażby ze względu na ten wykład warto było przyjść na to spotkanie :) Jeśli w innych miastach spotkania wyglądają podobnie to chciałabym Was bardzo serdecznie zaprosić do udziału. Naprawdę warto! Jestem zdania, że należy  uczyć się przez całe życie,  a tego typu spotkania są w tym bardzo pomocne :)

Więcej informacji o całym projekcie otrzymacie na stronce http://www.swiadomamama.pl/

ćwiczenia Kegla

Byłam dziś na ostatnich ćwiczeniach w mojej szkole rodzenia. Szkoda, że NFZ refunduje tak mało takich zajęć! A dziś przekonałam się jak bardzo są potrzebne. Nam kobietom. Byłam dziś w zupełnie nowej grupie- 5 nowych, ciężarnych dziewcząt. Wiek max 28 lat. Zajęcia toczyły się swoim rytmem i wszystko przebiegało normalnie do momentu kiedy zaczęłyśmy rozmawiać na temat mięśni dna miednicy, potocznie zwanych mięśniami Kegla. Okazało się, że większość dziewcząt zupełnie nie wiedziało o co chodzi. Był to dla mnie szok, że w czasach kiedy  tak wiele się o tym mówi i wszędzie pełno takich tematów w prasie i internecie istnieją młode dziewczyny, które współżyją i nie mają pojęcia na temat tych mięśni . Dobra już nie chodzi o współżycie ( które naprawdę można umilić dzięki tym mięśniom ;) ) Ale o to, że wyćwiczenie tych partii mięśniowych pomaga przy porodzie, a przede wszystkim zapobiegają wysiłkowemu nietrzymaniu moczu (które zdarza się bardzo często, nie tylko podczas ciąży i na starość), a także obniżaniu się, a nawet wypadaniu narządów rodnych : pochwy, macicy. Brzmi okropne prawda??????? Leczenie tego też jest paskudne, nie dość, że jest to temat wstydliwy to jeszcze zabiegi polegają między innymi na elektrostymulacji wewnętrznej…… A zapobieganie takim przypadłościom jest tak łatwe!!!!

Profilaktyka jest najważniejsza! Ćwiczenia polegają na naprzemiennym napinaniu i rozluźnianiu mięśni okolic pochwy i krocza. Nie są one trudne, trzeba tylko wiedzieć, o które mięśnie chodzi, i zabrać się do działania.Ćwiczenia można wykonywać dosłownie zawsze i wszędzie – w windzie, w kolejce na poczcie, w pracy przed komputerem i nikt się nie zorientuje :)  Najprostsze ćwiczenia Kegla polegają na zaciskaniu mięśni  na ok. 8-10 sekund i powtarzaniu tej czynności w krótkich odstępach czasu zaczynając od 5 powtórzeń dochodząc aż do 25 w miarę wzmacniania się mięśni. Uwierzcie mi- przy regularnych ćwiczeniach (najlepiej codzennie) efekty są naprawdę ciekawe- wasi partnerzy będą zaskoczeni ;) oczywiście pozytywnie! A ile pożytku dla zdrowia!!!!

Najważniejsza rzecz: identyfikacja!!!! Pisałam już o tym, najprościej to spróbować wyobrazić sobie, że chcemy powstrzymać strumień moczu, ale tylko wyobrazić- należy unikać ćwiczeń podczas oddawania moczu, bo utrudnia to opróżnienie pęcherza, co może wywołać infekcję (zwłaszcza w ciąży!). Inna metoda to wyobrażenie sobie, że mamy coś w pochwie ( może być penis :) lub np kulki gejszy) i próbujemy wciągnąć to do środka aby zapobiec wypadnięciu. A jeśli mamy problem z wyobraźnią to polecam bardziej namacalną metodę: włożenie dwóch palców w pochwę (najlepiej na leżąco), próbować napiąć mięśnie, a kiedy już się uda to poczujecie jak zaciskają się wokół tych palców.Na początku ucisk może być słaby, ale stopniowo będzie coraz silniejszy. Jeśli się udało, to znaczy, że użyte były właściwe mięśnie :) Więc jak dziewczyny????? ćwiczymy?????

szczepić, nie szczepić ?????

Drogie Mamy i przyszłe Mamy! Czy są wśród Was takie, które postanowiły nie szczepić swoich dzieci????? Ja myślę o tym od wielu tygodni… Na szczęście mam jeszcze sporo czasu na podjęcie decyzji. Pierwsze szczepienia z jakich zrezygnowałam to szczepienia dodatkowe, czyli przeciw pneumokokom, meningokokom oraz rotawirusom. Kiedy zajęłam się tą tematyką i zaczęłam czytać sporo na ten temat- doszłam do wniosku, że  szczepienia tego typu istnieją tylko po to, żeby wspierać wielkie koncerny farmaceutyczne. W sumie mam takie zdanie również na temat szczepień obowiązkowych.  Oczywiście jestem zdania, że każdy rodzic może mieć własne zdanie na ten temat i uważam, że każdy powinien mieć prawo wyboru. Mało się o tym mówi, ale jest już wiele badań naukowych, które dowodzą, że szczepienia mogą wywoływać wiele powikłań i mogą powodować AZS, autyzm, ADHD a także wiele chorób z braku lub nadak­tyw­no­ści  odporności, alergie, i inne choroby zwyrodnieniowe i autoagresywne. Piszę tu bardzo ogólnikowo, ale ja nie mam zamiaru nikogo do niczego przekonywać.

Bo czy zdajecie sobie sprawę, że każda szczepionka to nie czysty wirus albo bak­teria (jak to ma miej­sce przy zakażeniu natural­nym ), ale szereg, w więk­szo­ści wysoce tok­sycz­nych substancji takich jak: aluminium, emul­sje oleiste, produkty bak­teryjne, skwalen, antybiotyki, rtęć, fenol, for­malina???? A polski kalendarz szczepień jak wiadomo jest bardzo napięty i faszerujemy nasze kochane maleństwa tymi cudownościami. Zgadzam się z twierdzeniem, że  ryzyko powikłań po szczepieniu wydaje się być znacz­nie więk­sze (a ich roz­miar trudny do prze­widzenia), niż ryzyko zapad­nięcia na daną chorobę w ogóle.

To bardzo trudny temat i bardzo kontrowersyjny. Poruszanie go wywołuje efekt jak włożenie kija w mrowisko. Polecam wszystkim mamusiom zgłębienie tematu, poznania argumentów zwolenników i przeciwników szczepień oraz sprawdzenia faktów po to by świadomie podjąć decyzję. Ja mam jeszcze trochę czasu, ale im więcej wiem tym skłaniam się bardziej ku temu by swojego dziecka jednak nie szczepić.

26 tydzień

Kolejna wizyta za nami :) przerażające jest to, że uświadomiłam sobie, iż do końca pozostało jeszcze 3 może 4 wizyty i będzie po wszystkim….ten czas leci nieubłaganie ! Moje wyniki (morfologia, mocz i TSH) w normie, no morfologia oczywiście w dolnej granicy normy (co miesiąc wyniki odrobinę gorsze)- ale to normalne. Zofia ma ok 730 g i wg lekarza rozwija się zgodnie z oczekiwaniami, macica i szyjka macicy oki, wymierzyliśmy obwód główki, brzuszka i długość kości udowej, posłuchaliśmy i zbadaliśmy bicie serduszka. Zojka znów siedziała pośladkowo- to chyba jej ulubiona pozycja, bo siedzi tak przez 2 ostatnie wizyty. Miejmy nadzieje, że nie będzie niespodzianek i do porodu odwróci się jak powinna :) Podczas wizyty standardowo była spokojna i grzeczna, nie wierciła się za bardzo. Lekarz kolejny raz potwierdził płeć :) Niestety nie ominie mnie najprzyjemniejsze badanie ciężarnych- test obciążenia glukozą…dostałam skierowanie….i wskazówkę by zabrać ze sobą sok z 3 wyciśniętych cytryn (podobno można też kupić glukozę o smaku cytrynowym!). Badanie planuję zrobić 7 kwietnia, więc opowiem później jak przeżyłam :)

Jeśli chodzi o moje samopoczucie to ogólnie czuję się oki, ale….no właśnie…przyszedł czas żeby pojawiło się jakieś ale.W dalszym ciągu nie mam ochoty na mięso, nawet na moje ukochane schabowe. Znowu przybrałam na wadze, od ostatniej wizyty jakieś 2,5 kg :( przeraża mnie to :( a tak się staram uważać na słodkie zachcianki!!!Oczywiście nie zawsze jest to możliwe… Brzuszek coraz większy i mam już problem żeby się TAM ogolić ;) I zaobserwowałam też obniżenie mojego libido (mąż raczej nie narzeka-bo w końcu będzie miał trochę spokoju ;) ) A skoro już mówimy o rzeczach intymnych to zaobserwowałam też zwiększoną ilość wydzieliny intymnej. W wyglądzie nic się raczej nie zmieniam, tzn nie brzydnę (chodzi mi to o to, że rzekomo córki odbierają matkom urodę), włosy i zęby póki co na swoim miejscu ;) Zgaga póki co dokucza mi  rzadko, głównie po napojach- zwłaszcza jak się nachylam i ubieram buty ;) Staram się wykonywać tą czynność na siedząco. Zrobiłam się troszkę roztrzepana ( taki głuptasek jak to mówi mąż) co bardzo mnie wkórza, bo należę do osób, które wszystko mają zaplanowane i ułożone. A z objawów typowo fizycznych to rzeczywiście zaczynam się szybciej męczyć, do czego też nie jestem zbytnio przyzwyczajona. Ostatnio zabrałam się za pomycie okien w mieszkaniu i tego dnia musiałam uciąć sobie 2 drzemki w ciągu dnia taka czułam się wykończona! Byłam też ostatnio połazić i na zakupach- to po 3 godzinach- myślałam, że mi nogi z tyłka wyjdą! Ból obejmował stopy, pięty i łydki, nie wspomnę o kręgosłupie!!!  Czułam się jakbym połknęła kij od miotły! Tak więc moje drogie….zaczyna się…… :)