udało się !!!!!!! będzie Zośka !!!!!!

Jestem chyba najszczęśliwszą kobietą na świecie !!!! udało się, będę miała córeczkę!!! To niesamowite- ale wy wiecie najlepiej- ja nie brałam w ogóle pod uwagę innej możliwości! :) A skąd wiem???? Pisałam już wcześniej, że chciałam zrobić usg 4D i połączyć je z badaniami połówkowymi.Poszukałam więc lekarza, który mi to załatwi ( bo mój 4D nie robi).Poszłam więc wczoraj, pogadałam z lekarzem, a on  wytłumaczył mi, że jak chce ładne zdjęcia i filmik z usg 4D to muszę jeszcze poczekać min 6 tyg, pokazał mi- rzeczywiście teraz nie było widać zbyt ciekawie. Wybadał i wymierzył mi więc kruszynę ( wszystko jest oki! ) i na specjalne zamówienie zajął się określaniem płci- na szczęście mała nie chowała się za długo (tym razem za nic  nie chciała twarzy pokazać) i okazało się, że nic między nóżkami nie odstaje :) Powiedział, że na 100% dziewczynka :) Oszalałam ze szczęścia!!!! Całe badanie ( a trwało dość długo) nagrał mi na płytę ( oj Zośka będzie miała pamiątkę), skasował normalnie jak za rutynową wizytę (150 zł). Do domu wracałam na skrzydłach…… ale chyba od tych emocji rozbolała mnie głowa i musiałam szybko iść do łóżka. Ale co tam….Zośka…Zosia……Zosieńka… :)

w głowie mi się wszystko zmienia….

Z moimi nastrojami teraz troszkę jakby lepiej, ale tak nie do końca. Mam do omówienia z mężem pewną kwestię zawodową, która mnie bardzo męczy- ale wiem jak się skończy ta rozmowa i boję się w ogóle zacząć…próbuję wziąć na wstrzymanie- ale na długo się nie da-bo wybucha to we mnie i wszystko zaczyna się od początku…no dobra, ale do brzegu, do brzegu…..

Już od czasu bycia nastolatką miałam swoją wizję…na temat ciąży, porodu, wychowania dziecka. Swoją wizję, swoje plany, obawy i marzenia. Większość z nich wywołane były przez jakieś straszne opowieści koleżanek, nie wiadomo skąd i przez ile ust przeszły. Głównym źródłem informacji w tamtych czasach była szkoła- i chodzi mi tu właśnie o rówieśników. Dopiero jak byłam w ogólniaku to coraz częściej zdarzało się, że miał ktoś komputer z internetem w domu. A większość z nas miało swój pierwszy kontakt z tą nieograniczoną skarbnicą wiedzy w szkolnych pracowniach informatycznych i kafejkach internetowych. Więc już od tamtych czasów byłam święcie przekonana, że poród dla kobiety to najgorsze co może ją w życiu spotkać. Że nie ma nic bardziej obrzydliwego, strasznego, bolącego niż dziecko, które przeciska się przez ten mały kanalik. Że okropne jest to, że z wysiłku zrobisz w trakcie porodu siku i kupę- a Ci wszyscy ludzie stoją z boku i patrzą się na to i dla nich to dopiero musi być obleśne. I, że lekarz czy położna stojąc z boku z wielkim skalpelem tylko czeka na to żeby naciąć Ci krocze aż po sam tyłek, żebyś potem przez miesiąc nie mogła usiąść, wysiusiać się bez bólu- nie mówiąc już o wypróżnieniu. Wszystko to razem wzięte stworzyło między nami nastolatkami wizję krwawej jatki, której każda się bała i każda z osobna- łącznie ze mną, chciała się w życiu ustrzec… Bo ja to nigdy nie urodzę naturalnie, to obrzydliwe! Zapłacę każde pieniądze, żeby mieć cesarkę!!! Małe rachu ciachu i po strachu! I tyłek w jednym kawałku!…..

Tak właśnie myślałam i powiem to szczerze- jeszcze do niedawna. Mimo, że do tych strasznych opowieści z krypty dołączyły te prawdziwe i trochę mniej drastyczne od bliskich koleżanek i nawet przyjaciółek. Teraz kiedy już jestem w ciąży ( a w tym tygodniu mamy 20 tydzień!!! jak to- tak szybko???? ) nie marzę o niczym innym, jak o tym żeby urodzić moje dziecko siłami natury!!! Żeby poczuć się jak prawdziwa kobieta, a przede wszystkim matka. Żeby zrobić to, do czego stworzyła nas kobiety- Matka Natura. Żeby poczuć się jak miliony kobiet na świecie, które od tysięcy lat rodzą w przeróżnych miejscach i warunkach. I wszystko mi jedno czy się za przeproszeniem posram ( chociaż poproszę o lewatywę przed porodem), czy mnie natną ( chociaż wolałabym nie) – najważniejsze żeby urodzić tą małą istotkę zdrową i dostarczyć jej jak najmniej bólu i cierpienia. Ot, co. W ciągu kilku miesięcy cały mój światopogląd runął ;)  Trzymajcie się kochane mamusie!!!!

wieczna sinusoida….

w górę i w dól, w górę i w dół….od kilku dni tylko dół, dół, dól…dawno jeszcze aż tak źle nie było :(  smutno mi bardzo, zaczynamy dziś 19 tydzień- ruchów dzidzi jak nie było tak nie ma ;( a odkąd mi smutno miewam takie wieczorne, krótkotrwałe pobolewania w dole brzucha. Ale najbardziej to mnie mój mąż denerwuje i nie mam ochoty się w ogóle do niego odzywać więc się nie odzywam. Przykro mi, bo ja tak bardzo się staram, żeby było dobrze, żeby był szczęśliwy i niczego mu nie brakowało, żeby czuł się dokochany, dopieszczony, a w drogą stronę to czasami figa z makiem albo i mniej :( eeee nie będę się rozpisywać, nie będę zanudzać. Piszę o tym tutaj, bo jednak mam nadzieję, że to nie ze mną jest coś nie tak- tylko hormony  szaleją i stąd ten smutek i  takie poczucie niesprawiedliwości….

Ale coś z innej beczki- ponieważ mam za sobą już kilka beznadziejnych nocy          ( pomijam niezbyt wygodne łóżko) spowodowanych tym, że nie mogę ( i nie powinnam! ) spać w mojej ukochanej pozycji- czyli na brzuchu, postanowiłam jakoś sobie pomóc w tej kwestii. Poszperałam troszkę i  zajęłam się porównywaniem różnych modeli poduszek do spania dla ciężarnych ( które posłużyć mogą też później do karmienia maleństwa ). Zdecydowałam się na typ kojec ( ale nie firmy Motherhood- tylko tańszy- i właśnie nie wiem czy dobrze zrobiłam).Nie mam porównania, bo nie miałam w rękach innych i  nie widziałam czegoś podobnego u znajomych, ale mogę napisać o moich doświadczeniach z ową poduszką ;) ogólnie moja poduszka ma 170 cm długości, wygięta jest w literę C, wypchana włóknem silikonowym  i muszę przyznać, że bardzo wygodnie mi się z nią sypia ! Nawet mój mąż jest o nią trochę zazdrosny :) Na jednym ramieniu trzymam głowę, dłuższa część przebiega wzdłuż ciała ( z przodu lub z tyłu według upodobań ), a drugie ramię przechodzi między nogami :) Teraz już nie mam obaw, że przekulnę się na brzuch, poza tym nie budzę się co chwilę w nocy :) Ogólnie to czuję się tak przyjemnie otulona. Z czystym sumieniem mogę polecić wszystkim przyszłym mamusiom! Wybór cen i modeli jest bardzo szeroki i każda znajdzie coś dla siebie!

dziecko- jaki wpływ ma na związek? cementuje czy rozbija?

Siedzę sobie i słucham Mozarta w wersji dziecięcej i tak nachodzi mi tyle myśli…Jak już zasypiałam wczoraj wtulona w męża powiedziałam mu, że boję się, że jak się urodzi dziecko to wszystko się zmieni i popsuje się to, co jest między nami. Bardzo się tego boję, wręcz panicznie!!!!     Kiedyś mówiło się, że dziecko scala rodzinę, albo,że dziecko uratowało czyjeś małżeństwo. A jak jest teraz?? Jeszcze za czasów studiów, kiedy nie planowałam jeszcze założenia rodziny, poczyniłam pewne obserwacje, które kontynuowałam jeszcze przez wiele lat, w zasadzie do tej pory. Prawda jest taka, że w gronie moich najbliższych znajomych i przyjaciół jestem jedną z ostatnich osób która zdecydowała się na świadome założenie rodziny, więc miałam co i kogo obserwować ;)  Niestety moje spostrzeżenia nie są optymistyczne :(  Zauważyłam bowiem, że praktycznie w każdym przypadku pojawienie się dziecka rujnuje każdy, nawet najbardziej udany związek i powoduje kryzys. Oczywiście nie u wszystkich par wygląda to w ten sam sposób. Niektórzy tracą silną więź od samego początku, inni po roku albo i później od pojawienia się dzidziusia. Jeszcze inni zamykają problem w 4 ścianach, w domu w ogóle ze sobą nie rozmawiają, a przed całym światem udają, że jest ok. To takie przykre !!! Zastanawiam się czym to jest spowodowane….Pomijam skrajne sytuacje kiedy kobieta świadomie, albo i nie- odsuwa swojego partnera od siebie, bo całym światem jest teraz ten kochany maluszek. Albo takie sytuacje kiedy kobieta od momentu zajścia w ciąże odmawia mężowi współżycia ( pomijam oczywiście sytuacje kiedy takie są zalecenia lekarskie) i biedny facet ma ponad rok czasu abstynencji- to nic dziwnego, że dostaje na głowę ( i główkę ;) ). Chodzi mi o takie sytuacje, gdy mimo usilnych starań z obu stron, coś zaczyna zgrzytać między ludźmi, przestają ze sobą rozmawiać, co skutkuje, że coraz częściej wybucha między nimi nagromadzone przez parę dni ciszy- złość i napięcie. Potem odwracają się do siebie plecami i każde zaczyna żyć swoim życiem… Kobieta wtedy zatraca się w dziecku ,a facet w pracę i karierę zawodową. Czyli kobieta dzielnie jak to przystało na Matkę Polkę- siedzi z dzieckiem sama w domu, w przeciwieństwie do faceta który akurat ma coraz więcej „pracy” i „nadgodzin” nie mówiąc już o „delegacjach”.  A jeśli już rozmawiają to jest to rozmowa w stylu: ona: kup pieluchy, bo się skończyły! i Chusteczki nawilżane. On: Ale jakie? Ona: Jak to jakie? Cały czas używamy tych samych, a ty jak zwykle nie wiesz…. i wszystko zaczyna się od początku…. I najgorsze jest to, że tak wiele razy słyszałam ( najczęściej ze strony facetów): gdybym wiedział jak będzie, nigdy bym się na to nie zdecydował. Nie popełniaj tego błędu!   NO i co tu myśleć???? Nawet ” moja wzorcowa” para przyjaciół, którzy jeszcze wiele lat po ślubie byli w siebie tak zapatrzeni, że czasami aż się niedobrze robiło od tej słodyczy- po urodzeniu  dziecka doczekali się kryzysu ( na szczęście Bartuś ma już 3 latka i od jakiegoś czasu wszystko wraca między nimi do normy) , który mocno ukrywali, ale wydało się ;)

Czy musi tak być ???? Napiszcie jak było u was, czy istnieją jakieś złote środki????? Tak boję się, że „stracę” męża :( Staram się angażować go we wszystkie sprawy związane w ciążę, dużo rozmawiamy, ale co jeszcze można zrobić?

17 tydzień

Czekałam z taką niecierpliwością!!! Tym razem, pierwszy raz na wizycie, po prostu się rozpłakałam!!! Z naszą kruszyną wszystko jest w porządku. Ma już 10 cm i waży 150 g :) Jak zobaczyłam jak siedzi sobie ładnie na dupce i macha rączkami i wyobraziłam sobie, że to do mnie pomachała, a potem chyba kciuk ssała i w ogóle wygląda już jak mały człowiek, a mnie te łzy nie chciały przestać lecieć i nie mogłam uwierzyć, że to właśnie ona siedzi mi w tym brzuchu.Cudowne to odczucie i chyba pierwsze takie silne :) Powiedziałam lekarzowi, że bardzo mi zależy na poznaniu płci dziecka i mimo, że próbował- dzidzia za Chiny nie chciała się obrócić!cały czas pozowała z profilu :) Kolejny miesiąc życia w niepewności ;) Ze mną też wszystko oki, przytyłam od ostatniej wizyty 0,6 kg , tylko poziom TSH mimo brania leków przez miesiąc wcale się nie poprawił tylko wręcz przeciwnie, zwiększono mi więc dawkę i zobaczymy za miesiąc. Poza tym wszystkie wyniki w normach. Żadnych nowych objawów też brak i aż dziwnie się z tym czuję, bo prócz powiększającego się brzucha to nic się nie dzieje. Mam nadzieję, że poczuję niebawem pierwsze ruchy :)

Następną wizytę mam za 5 tygodni, będzie to 22 tydzień, czyli połowa będzie już za nami :) Ale mam pytanko do was dziewczyny ( bo z nadmiaru emocji zapomniałam porozmawiać o tym z moim lekarzem):słyszałam o badaniach połówkowych, które robi się w 20 tygodniu, moje znajome poszły w tym czasie na badanie USG ale 4D, żeby wybadać swoje maleństwa i jego narządy (i dostały płytkę CD z nagraniem!). Zrobiły to we własnym zakresie bo na takie usg uprawnienia mają nie wszyscy lekarze. Czy wy też miałyście podobne doświadczenia??? Czy mój lekarz nie poczuje się urażony jeśli sama podejmę decyzję o takim badaniu???? sama nie wiem, pomóżcie!!!!

Nie wiem czy pisałam, ale zapisałam się do szkoły rodzenia :) trochę czasu zajęło mi szukanie tej odpowiedniej, opierałam się głównie na opiniach w necie. Zależało mi głównie na fajnej położnej na wizyty domowe, bo podjęłam decyzję, że do porodu pójdę raczej z moim lekarzem i mężem oczywiście :) Wybrałam darmową szkołę rodzenia, pierwsze zajęcia mam 7 lutego :)  Już nie mogę się doczekać!

Teraz sobie siedzę i rozmyślam…. I słucham kojącej muzyki…Wiele pisze się o tym, że dziecko na pewnym etapie swojego rozwoju słyszy już dźwięki w tym również muzykę. Ja pomału osiągam ten poziom i zaczęłam szukać w necie czegoś ciekawego dla mojego skarbka. Podobno słuchanie relaksującej muzyki, jak i niektórych utworów Mozarta może przynieść wiele korzyści dla maluszka. Co wy o tym myślicie????? Próbowałyście???? czego słuchałyście??? Ja odkryłam kojącą muzykę holenderskiego kompozytora Raimonda Lapa.  Doskonale mnie relaksuje i wycisza i myślę, że moje dziecko też to polubi :) Naprawdę polecam!!!